wtorek, 30 września 2014

NOTKA

Tego bloga usuwam, dalsza część najprawdopodobniej będzie pisana, ale na innym blogu. Więc zapraszam na mojego twittera (tysiaczek_) tam będę o wszystkim pisać.
Dziękuję za te wszystkie komentarze, i że w ogóle ktoś to czytał. Dziękuję. Kocham Was!

piątek, 26 września 2014

23

Mijały dni. Jeszcze nie powiedzieliśmy reszcie, że jestem w ciąży. Mieliśmy zając się tym dzisiaj, jak wszyscy będą w domu.
Leżałam z Rossem na łóżku bawiąc się jego włosami.
-Boję się ich reakcji, twoi rodzice nie będą szczęśliwi. -jęknęłam.
-Już tak nie przeżywaj. To nie jest przecież tylko twoja wina, bo sama sobie tego dziecka nie spłodziłaś. -uśmiechnął się, delikatnie mnie pocałował.
-To jak idziemy? Chcę mieć już to za sobą. -uśmiechnął się. Zeszliśmy do salonu. Siedzieli tam wszyscy, Marki i Stormie też. Uśmiechnęłam się nerwowo łapiąc blondyna za rękę. Bałam się ich reakcji, ale jednocześnie byłam ciekawa jak zareagują. Wiedziałam, że to na pewno nie będzie pozytywna reakcja. Stanęliśmy na środku, zaskoczyło to ich, ale no Rockyego wkurwiło bo telewizor mu zasłoniliśmy.
-No więc...musimy Wam coś powiedzieć. -zaczął Ross. Popatrzyli na nas zdziwieni.
-Będziemy mieli dziecko... -dokończyłam. Cała się trzęsłam. Mark wstał.
-Dzieci...Wy macie po 18 lat... -powiedział cicho. -Stormie nie wiedziała co ma powiedzieć. Była zaskoczona, przerażona, ale i może troszeczkę szczęśliwa.
-Wiedziałem, wiedziałem, że to się tak w końcu skończy! -zawołał Ross śmiejąc się. -Mój młodszy braciszek mnie wyprzedzi. -wstał i poklepał go po plecach. Czułam się troszkę speszona.
-Wpadli...taa... -Riker, objął ręką swoją dziewczynę.
-Będzie dobrze, urodzisz to dziecko, a my Wam pomożemy je wychować. -Stormie zamyśliła się.
-Może by było lepiej jak bym usunęła...ja nie chce robić problemów. Co pomyślą fani... -jęknęłam.
-Nie, nie możesz. Dziecko nie jest niczemu winne. A z fanami coś wymyślimy. -Mark. Przytuliłam się do Rossa. Objął mnie mocno.
-Będzie dobrze. -szepnął. Uśmiechnęłam się lekko.
-Awhhh to dziecko pewnie będzie takie zajebiste jak ja... -rozmarzył się Rocky. Ross popatrzył na niego złowieszczo.
-No nie, to będzie idioto moje dziecko! -Ross.
-Phhyy kto wie, kto wie... -zaśmiał się Rocky.
-Co ty sugerujesz...Rocky? -Rydel.
-Sugeruje, że zdradziłam Rossa! Dobrze wiesz, że nigdy bym tego nie zrobiła! -wyszłam z salonu. Zamknęłam się w łazience. Rozpłakałam się. Nigdy bym nie zdradziła Rossa, za dużo dla mnie znaczy, za bardzo go kocham, jak on w ogóle mógł tak pomyśleć. Ktoś zapukał do łazienki.
-Al...przecież żartowałem... -nie odezwałam się. Starałam się przestać płakać żeby mnie nie usłyszał.
-Idź z tond! -Rydel odepchnęła go od drzwi. -Mogę? -zapytała cicho. Powoli wstałam i otworzyłam jej drzwi. Przytuliłam się do niej.
-Ja go nie zdradziłam...na prawdę... -rozpłakałam się.
-Wiem, nie płacz. Rocky najpierw mówi potem myśli i dobrze o tym wiesz. -dalej płakałam.
-A co jeśli Ross mu uwierzył...?
-Idź do niego, pogadaj z nim. -uśmiechnęła się. Posłuchałam jej. Skierowałam się w stronę pokoju blondyna. Siedział na łóżku brzdąkając coś na gitarze. Usiadłam obok niego.
-Ross...ja Cię nie zdradziłam, z nikim innym nie spałam oprócz ciebie. -powiedziałam ze łzami w oczach.
-A skąd ja mam taką pewność. Przez cały miesiąc mnie nie było. -powiedział ostro, wstał.
-A nie wystarczy Ci to, że ja mówię, że z nikim nie spałam. -popatrzyłam na niego.
-Nie wiem, nie wiem. Już dużo razy mnie zawiodłaś. Nie wiem czy Ci mogę zaufać. -próbowałam się nie rozpłakać. Bolało mnie to, że mi nie wieży. Wstałam, wyjęłam moją torbę i zaczęłam się pakować. Stał i patrzył się na mnie, nic nie powiedział. Zeszłam na duł płacząc, zaczęłam ubierać buty.
-Gdzie ty idziesz. -usłyszałam Rockyego.
-Wracam do Polski.
-Ale wiesz, że nie chciałem...teraz przeze mnie się będziesz wyprowadzać? -widać, że żałował tego co zrobił.
-To nie twoja wina. To przez Rossa...nie wieży mi. -złapałam za klamkę i wyszłam, od razu się rozpłakałam. Złapałam taxówkę i pojechałam na lotnisko.

No to dzisiaj napisałam już rozdział bo jutro mnie niema, jak wspominałam wcześniej.
Doszłam do wniosku, że nowe rozdziały będą się pojawiały w sobotę-niedzielę. 
Życzę miłego czytanie! 
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ 

niedziela, 21 września 2014

22

Jak zwykle siedziałam w domu. Jutro wieczorem miał wrócić Ross. Wszyscy gdzieś poszli...tak nie dali rady mnie wyciągnąć z domu.
Siedziałam przed telewizorem jedząc nutelle. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi...tak...to pewnie oni czegoś zapomnieli...poszłam otworzyć.
-Ross!- rzuciłam się na niego.Mocno go przytulając. Po chwili go puściłam żeby mógł wejść do środka. -Myślałam, że wracasz jutro...
-Chciałem zrobić Ci niespodziankę.- uśmiechnął się.
-Strasznie za tobą tęskniłam!- znowu rzuciłam mu się na szyję.
-Już nigdy bez ciebie nigdzie nie lecę.
-Przecież Ci już nie pozwolę. -wtuliłam się w jego szyję.

5 miesięcy później

Czułam się nie za dobrze, ale nikomu nie mówiłam. Nie chciałam ich martwić i tak mieli dużo na głowie. Nowa płyta i te sprawy.
Dla pewności postanowiłam zrobić test ciążowy...jak ich nie było. Jego wynik doprowadził mnie do łez. Tak ciąża...ciąża...zepsuję mu wszystko...karierę, to na co sam tyle pracował. Doszłam do wniosku, że mu powiem potem jak wrócą. Nie będę tego przed nim tego ukrywać. 
Leżałam w salonie czekając aż wrócą. W końcu drzwi do domu się otwarły. Powoli wstałam i podeszłam do nich. Przytuliłam się do Rossa.
-Hej kochanie. -powiedział cicho. Uśmiechnęłam się. 
-Ross możemy porozmawiać...ale na osobności? 
-Pewnie. -uśmiechnęła się, poszliśmy na górę do pokoju. Zamknęłam drzwi. Podałam mu test ciążowy.
-Cholera. -jękną. -Wpadliśmy. -powiedział cicho, był zdenerwowany, ale kto by nie był. -Przecież...
-Tak zabezpieczaliśmy się, ale nie ostatnio...-powiedziałam cicho. -Ja nie chcę, nie chcę dziecka. Jestem za młoda. -Nic nie mówił, patrzył w podłogę. -Wiedziałam, spokojnie nie musisz się tym przejmować dam sobie radę sama. -wyszłam trzaskając drzwiami. Na dole zaczepił mnie jeszcze Riker, ale go zignorowałam. Wyszłam z domu. Postanowiłam udać się na spacer żeby to wszystko jeszcze raz przemyśleć i pomyśleć co dalej...nie mogę tu zostać...nie mogę tego wszystkiego mu i w sumie im zniszczyć. "18 LETNI WOKALISTA ZESPOŁU R5 BĘDZIE MIAŁ DZIECKO!"
Tak świetnie...po co ja się w ogóle w to wszystko pakowałam, zachciało mi się wyjechać do LA, mieć chłopaka z którym teraz będę miała dziecko, zajebiście. Taaa...przecież ja tylko chciałam spełniać marzenia... Trzeba się z tym wszystkim zmierzyć. Wrócę do Polski, wychowam dziecko, które nie będzie wiedziało, że jego ojcem jest Ross Lynch. Taki plan w tej sytuacji wydawał mi się najlepszy, Ross zapomni, ze w ogóle ma dziecko, nie będzie się musiał niczym przejmować, no chyba, że alimentami, ale to raczej nie będzie dla niego duży problem. Po tych moich długich przemyśleniach wróciłam, weszłam do pokoju chłopka, siedział brzdąkając coś na gitarze.
-Postanowiłam, że będzie lepiej jak wyjadę....wychowam sama dziecko, a ty nie będziesz się musiał tym przejmować. -usiadłam na łóżku.
-Nie, dziecko potrzebuje ojca, a ja Ci nie pozwolę tak po prostu wyjechać! -wstał.
-Bo?!
-Bo wyobraź sobie, że jesteś dla mnie ważna i Cię Kocham...ale widzę teraz, że tobie chyba na mnie nie zależy i jesteś ze mną dla tego, że gram w zespole... -powiedział już trochę ciszej, jego głos się łamał, był zdenerwowany.
-Nie jestem z tobą tylko dla tego, że jesteś w zespole, kocham Cię bardzo...ale nie mogę, nie mogę Ci tego wszystkiego zniszczyć ciążą, zrozum to...za bardzo mi na tobie zależy... -powiedziałam płacząc.
-Tak Ci bardzo na mnie zależy, że tak po prostu chcesz mnie zostawić?! Wyjechać? -chodził nerwowo po pokoju.
-Ja nie chcę zniszczyć twojej kariery. Ross Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejszy, ale... -rozpłakałam się. -Jak ty to sobie wyobrażasz? -powiedziałam drżącym głosem. Nie odpowiedział. -No właśnie...ni jak... -gwałtownie wstałam i poszłam w strone drzwi. Złapł mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Nie możesz mi tego zrobić. -wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Dotknął mojego policzka dłonią. -Al... nie możesz...nie możesz mnie tak po prostu zostawić, za dużo razem przeżyliśmy. -Po jego policzku spłynęła łza. Patrzyłam na niego, tak bardzo go kochałam...nie mogłam, nie mogłam, ale...no właśnie zawsze jakieś "ale". -Ja się cieszę, że będziemy mieć dziecko, będziemy prawdziwa rodziną, może to i za wcześnie, ale ja się cieszę. -Lekko się uśmiechnęłam, przypomniały mi się te wszystkie razem spędzone chwile, te miłe, ale i też kłótnie.
-Nie zostawię, nie mogę. -uśmiechnęłam się. Chłopak delikatnie mnie pocałował.
-Kocham Cię. -szepnął mi do ucha.

Tak bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, że trzeba było aż tak długo czekać na ten rozdział, ale jedynie kiedy mogłam go napisać to weekend, a on i tak nie zawsze spędzałam w domu. Za kolejny zabiorę się jak najszybciej, ale nie wiem czy uda mi się napisać w następnym tygodniu bo wesele na które muszę iść, ale jak wyrwę się wcześniej w co wątpię to na pewno napiszę.
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
Czekam na komentarze z opinią tą dobrą i zła. 
Kocham Was miśki! XOXO
Nowy rozdzial jak będzie minimum 3 komentarze.

poniedziałek, 8 września 2014

NOTKA

Pisze tą notke bo chce się dowiedziec ile osób czyta to ff i czy mam sie bardzo śpieszyc z nowym rozdzialem. Wiec jak czytasz to to zostaw mi obojetnie jaki komentarzyk pod tym postem.
Kocham Was!