poniedziałek, 28 lipca 2014

14

Trasa się skończyła, a ja na dobre się przeprowadziłam do Lynchów. Domu postanowiłam nie sprzedawać, ponieważ jak by rodzice przyjechali to w tedy by mieszkali tam.
Po trasie zżyłam  się z nimi jeszcze bardziej.
Siedzimy właśnie w salonie i oglądamy film, ale nagle zawibrował mi telefon. Wyszłam, ponieważ nie chciałam im przeszkadzać.
-Halo?
-Cześć, to ja Connor. –od razu poznałam głos chłopaka.
-Czemu do mnie dzwonisz, myślałam, że nasza znajomość jest już skończona.
-Dzwonię, bo jestem przejazdem w LA i się dowiedziałem, że ty też jesteś. Mógł bym liczyć na spotkanie?
-Nie wiem, nie. –rozłączyłam się i wróciłam do salonu. Usiadłam obok blondyna, a on mnie objął.

-Kto to? –zapytał.
-Nikt. Rydel możemy pogadać? –zapytałam blondynki.
-Pewnie, chodź do mnie. –Ross się dziwnie na mnie patrzył. Nie przejęłam się tym tylko poszłam z dziewczyną do jej pokoju. Zamknęłyśmy drzwi i usiadłyśmy wygodnie na łóżku.
-To o czym chciałaś pogadać? –zapytała uśmiechając się.
-Dzwonił do mnie Connor… mój były, jest w LA i chce się spotkać.
-No, ale jest twoim byłym, a ty masz już chłopaka, a pogadać nie zaszkodzi.
-Nie chodzi o to. Ja w pewnym sensie boję się trochę tego spotkania. Byliśmy razem dobry rok, ale dość ostro się pokłóciliśmy i postanowiliśmy się rozstać. Po trzech latach nasze drogi się znowu zeszły, nie potrafiliśmy bez siebie żyć, przeżyłam z nim masę pięknych i nie zapomnianych chwil, ale on zeszedł trochę na złą drogę i znowu się pokłóciliśmy i rozstaliśmy. Po tym zrobił się w stosunku do mnie strasznie arogancki. Nie wiem co mu przyszło do głowy żebym się z nim spotkała.
-Wiesz może chce po prostu pogadać, jesteś w LA, on też to czemu nie.
-Tak, tylko nie wiadomo jak Ross na to zareaguje, że się idę spotkać z byłym chłopakiem.
-Może na razie po prostu mu nie mów, że to twój były chłopak.
-Sama nie wiem, nie chce go okłamywać.
-No trochę fatalna sytuacja.
-Dobra chodź idziemy do nich. –zeszłyśmy na duł, film się właśnie skończył, a Riker siedział dziwnie  szczęśliwy.
-A temu co? –zapytała Rydel.
-Victoria w przyszłym tygodni przylatuje. –odparł zadowolony Riker.
-No to my ją zabieramy na zakupy. –powiedziała zadowolona Rydel.
-Popieram. –uśmiechnęłam się.
-Tsaaa chciałybyście.
-Noo… -zaczęła Rydel.
-Ja za chwilkę wracam idę do łazienki. –wyszłam  nie dla tego, że chciałam skorzystać z toalety, ale postanowiłam, że się spotkam z Connorem. Napisałam mu szybko smsa.
„Możemy się spotkać dzisiaj koło 18 w parku obok galerii.”
Po chwili dostałam odpowiedź.
Mam na dzieję, że się nie rozmyślisz i na pewno przyjdziesz. :)” –przemyłam twarz zimną wodą i wyszłam z łazienki. Dochodziła 16, mam jeszcze 2 godziny. Poszłam jeszcze chwilę do salonu, a potem się wyrwałam pod pretekstem, że idę na spacer. Ross oczywiście chciał iść ze mną, ale jakoś udało mi się go przekonać.
-Szłam w stronę parku, w głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli. Nagle zobaczyłam dobrze znaną mi postać. Od razu wszystko mi się przypomniało, miałam go ochotę przytulić. Podszedł do mnie.
-No hej piękna. –rozłożył ręce żeby mnie przytulić, ale się odsunęłam.
-Daruj sobie. –powiedziałam zirytowana jego zachowaniem.
-A ciebie co ugryzło.
-Nic. No to może mi powiesz co Cię sprowadza do LA?
-To tylko tak przejazdem, w przyszłym tygodniu już mnie tu nie będzie. –nic nie odpowiedziałam, usiadłam z brunetem na ławce. Chwile milczeliśmy, ale on przerwał tą nie zręczną ciszę. –A tobie jak się ułożyło? Masz chłopaka? –popatrzył się na mnie.
-Mam i jestem z nim bardzo szczęśliwa, a ty?
-Cieszę się, że Ci się ułożyło, a ja jestem sam i po za tym to nic ciekawego się w moim życiu nie wydarzyło.
-Czemu sobie kogoś nie znajdziesz? –zapytałam nie pewnie.
-Bo nie potrafię być z nikim innym niż z tobą.
-Wiesz o tym dobrze, ze nasz temat jest już zamknięty.
-Alice… -położył rękę na moim policzku. –Ja wiem, że bardzo chcesz być znowu ze mną tylko nie chcesz się do tego przyznać, ja wiem, że ty mnie dalej bardzo kochasz.
-Muszę Cię rozczarować, ale już dawno Cię przestałam kochać. –uśmiechnęłam się ironicznie i zdjęłam rękę chłopaka z mojego policzka.  –I co tylko po to się chciałeś ze mną spotkać żeby wyznać mi swoją wielką miłość?! To ty wszystko zepsułeś, mogliśmy teraz być szczęśliwi, ale ty wszystko spieprzyłeś. Ja już sobie wszystko ułożyłam i niema tam miejsca dla ciebie. –Wstałam szybko z ławki, ale brunet złapał mnie za rękę, spojrzał jego brązowe oczy i wyrwałam się. Biegłam w stronę domu Lynchów. Marzyłam tylko o tym, żeby on już zniknął z mojego życia, ale dobrze wiedziałam, że się tak łatwo nie podda i zrobi wszystko żebym znowu z nim była… pewnie nawet posunie się do tego żeby zniszczyć mój i Rossa związek.
Po wejściu do domu od razu pobiegłam do pokoju blondyna gdzie go spotkałam. Stał przy oknie, ale kiedy weszłam od razu się odwrócił, a ja się do niego przytuliłam.
-Ross… obiecasz mi coś? –zapytałam przerywając ciszę.
-Co tylko chcesz.
-Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz, obiecaj… -do oczu napłynęły mi łzy.
-Obiecuję. Nigdy Cię nie zostawię. Do końca życia będziemy razem. A jak będziesz chciała ode mnie odejść to ja Ci nie pozwolę.
-Kocham Cię.
-Ja ciebie też. –chłopak lekko pocałował mnie w czoło. –Wiem jedno, że teraz musimy być silni i zwyciężyć to co pewnie nas niedługo spotka. Nie wiem czy damy radę, ale mam taką nadzieję. Te najbliższe dni to będzie bardzo duża i ciężka próba dla naszego związku.
Poszłam wziąć szybki prysznic, a potem położyłam się wygodnie w łóżku czekając na mojego partnera. Po chwili przyszedł, jak zwykle w samych bokserkach, a ja dalej nie mogłam się przyzwyczaić do tego widoku. Blondyn położył się obok mnie i mocno mnie przytulił. Lecz tę piękną chwilę przerwał nam mój telefon… przyszedł sms od Connora. Od razu go przeczytałam.
No hej kochanie. Jutro mam nadzieję, że też się spotkamy. A i  podjąłem pewną decyzje, a mianowicie taką, że zamieszkam na stałe w LA. Kocham Cię słonko i dobranoc”
Po przeczytaniu wiadomości uśmiech od razu zeszedł mi z twarzy. Czemu on chce tu zamieszkać? Może powinnam o wszystkim powiedzieć Rossowi… powiem mu jutro.
-Coś się stało?
-Nie, nic tylko jestem już troszkę zmęczona. Nie obrazisz się ja już pójdę spać.

-No co ty. Dobranoc. –przytuliłam się do chłopaka i usnęłam.

Mamy już 14 rozdział. Muszę przyznać, że wciągnęła mnie to pisanie. Ale nie wiem czy jest dalej sens...
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

czwartek, 24 lipca 2014

13

Obudziłam się gdzieś nad ranem, byłam w ramionach Rossa. Wiedziałam, że już pewnie nie usnę, więc postanowiłam wybrać się na krótki spacer. Powoli próbowałam się wydostać z ramion śpiące blondyn, ale niestety go obudziłam.
-Śpij, ja idę się przejść, za chwilkę wrócę. –wyszeptałam.
-Pójdę z tobą.
-Nie, ty śpij.
-Ale masz uważać na siebie. –pokiwałam głową i cicho wyszłam z autokaru. Było szarawo i panował spokój i cisza, która była nie podobna do tego wielkiego i zatłoczonego miasta. Powoli chodziłam uliczkami Londynu.  Fajnie by było tu mieszkać, ale zakochałam się w LA. Zobaczyłam grupkę chłopaków (19-25), byli pijani. Pewnie wracali z jakiejś imprezy. Odwróciłam się w drugą stronę i skręciłam w inną uliczkę… szli za mną. Jeszcze raz skręciłam, ale dalej szli za mną i pogwizdywali. Zaczęłam biegnąć, bałam się ich.
-Gdzie Ci się tak śpieszy?! –zawołał jeden. Nic nie odpowiedziałam, ale mój pech, że drogę ucieczki zagrodził mi ogromny betonowy płot. D           o szli do mnie, a ja nie miałam gdzie uciec.
-No widzę, że trafiliśmy na dziewczynę Lyncha! Co za zaszczyt. –zaczął jeden, a wszyscy zaczęli się śmiać z tego „żartu”, który nawet nie był śmieszny. Byłam przerażona, wiedziałam, że nikt mnie pewnie nie uratuje przed tym co ma mnie spotkać za chwilę. Jeden z nich do mnie podszedł i przycisnął mnie do płotu.
-Zastaw mnie, puść mnie! –z oczu popłynął mi strumień łez.
-Kotku nikt Cię nie uratuje, dzisiaj jesteś nasza, więc daj nam zrobić swoje i przestań się wydzierać. –zamknęłam oczy, ściągnął ze mnie moją bluzkę. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Domyślałam się, że to Ross, ale nic nie mogłam zrobić. Chciałam się wydostać, ale dostałam w twarz z liścia. Nie Mogłam nic zrobić, musiałam czekać.
-Zostaw ją albo zadzwonię na policję! –usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Widać było, że się trochę wystraszyli i wszyscy pouciekali, mężczyzna podszedł do mnie. Usiadłam opierając się o ogrodzenie, rozpłakałam się. –Zrobili Ci coś?
-Nie zdążyli. –powiedziałam przez łzy, a mój telefon kolejny raz zawibrował.

-Ross przyjedź po mnie, proszę. –mówiłam płacząc.
-Alice! Co się stało!? –widać było, że jest przestraszony i zdenerwowany.
-Po prostu przyjedź, proszę. Jestem obok jakiegoś opuszczonego sklepu, niedaleko autokaru.
-Już jadę, czekaj tam.

Cała się trzęsłam i płakałam.
-Mogę zaczekać tutaj z tobą do póki ktoś po ciebie nie przyjdzie. –mężczyzna przykucnął obok mnie i się miło uśmiechnął. Pokiwałam głową. –John. –spojrzałam na niego pytająco. –Mam na imię John.
-Alice. –na tym się skończyła nasza rozmowa, ponieważ ja nie byłam w stanie się uspokoić.
Ross
Biegłem i jej szukałem. Byłem przerażony. Bałem się o nią. W końcu ją znalazłem. Szybko podbiegłem i ją przytuliłem.
-Ciiii już jestem, nie płacz. –od razu się domyśliłem co się stało. Siedziała tam bez bluzki i cała się trzęsła.  –Dziękuję, że się Pan nią zajął. –pokiwał głową i odszedł. Wziąłem ją na ręce i powoli niosłem w stronę autokaru. Cały czas płakałam, nie lubię kiedy jest w takim stanie. Nie chcę nawet myśleć co by się stało gdyby nie ten mężczyzna. –Jesteśmy. –wszedłem z nią do autokaru. Wszyscy już byli na nogach.
-Do cholery gdzie wy… Alice co się stało! –zaczął Rocky. Nic nie odpowiedziałem. Położyłem ją na sofie, która się tam znajdowała i usiadłem obok.
-Alice jejku co się stało. –podbiegła Rydel do bladej dziewczyny. –Ross… ?-wszyscy patrzyli i się przyglądali spuchniętej od płaczu twarzy dziewczyny. Po chwili przyszli rodzice.
-Ross co jest z Alice! Co się stało? –zaczął mój ojciec. Widziałem w jego oczach przerażenie, ale to chyba u wszystkich można było zobaczyć.
-Wyszła na spacer rano, a potem do mnie zadzwoniła, jakiś mężczyzna ją uratował. Gdyby nie on to…
-Wyjdźcie wszyscy, idźcie się gdzieś przejść, a Ross niech z nią sam zostanie. –rodzeństwo posłuchało rozkazu mamy i opuścili autokar. Usiadłem obok niej i złapałem ją za rękę. Zdawałem sobie z tego sprawę, że przeżyła ogromny szok.
Alice
Leżałam trzymając Rossa za rękę, praktycznie nie wiedziałam co się ze mną dzieje, cały czas widziałam tylko tego kolesia, który wszędzie mnie dotyka i pozbywa się mojego ubrania. Cała się trzęsłam, blondyn podał mi kubek z herbatą.
-Masz, napij się. –napiłam się kilka łyków, po czym oddałam mu kubek. Cały czas patrzyłam się mu prosto w oczy. Przez głowę przeszła mi myśl. Bałam się, że oni mnie jeszcze dopadną, a Rossowi stanie się krzywda. Leżałam kilka godzin tak, cały czas siedział obok mnie blondyn, który mocno mnie trzymał za rękę.
-Boję się. –wyszeptałam, a do oczu znowu napłynęły mi łzy.
-Nic Ci się już nie stanie, ja o to zadbam. –otarł mi łzę, która powoli spływała po moim policzku.
-Ross…
-Co się stało kochanie? –przejechał ręką po moich włosach.
-Na razie nie mówmy moim rodzicom, do niczego na  szczęście nie doszło, a nie chcę ich martwić.
-Jak chcesz tak będzie. –uśmiechnął się do mnie. Powoli zaczęłam wstawać. Podał mi rękę i już po chwili siedziałam obok niego opierając głowę o jego ramię. Nagle jego telefon za wibrował. Odebrał.

-Halo?
-I jak z nią?
-Już lepiej.
-Ross za trzy godziny mamy samolot więc…
-To wy gdzie jesteście?
-Przed autokarem i nie wiem czy możemy wejść. –blondyn popatrzył się na mnie, pokiwałam głową.
-Wchodźcie. –rozłączył się.

Po chwili wszyscy po kolei weszli do autokaru.
-I jak się kochana czujesz? –Rydel usiadła obok mnie.
-Już lepiej, to wszystko dzięki Rossowi. Popatrzyłam się na blondyna, który się do mnie uśmiechnął.
-Na poprawę humoru pacz co Ci kupiłem. –uśmiechnięty Ell trzymał w rękach conversy w zebrę.
-Oooo dziękuję, kochany jesteś. –szeroko się uśmiechnęłam.
-Teraz już przynajmniej nie będziesz ich ode mnie sępić. –szeroko się uśmiechnęłam po czym założyłam nowe conversy. Wszyscy patrzyli się na mnie i uśmiechali.
-Dziękuję Wam za wszystko, jesteście dla mnie jak rodzina i nie wiem jak bym sobie bez was poradziła w LA i teraz tutaj. –podeszłam do każdego i ich przytuliłam.
-Alice ty jesteś dla nas jak nasza druga córka. –uśmiechnęła się Stormie i Mark. Odwzajemniłam uśmiech.

Potem trzeba było zbierać się na lotnisko. Na kolejny koncert, do kolejnych fanów.

Chcę podziękować dziewczynie, która regularnie czyta mojego bloga i go komentuje. DZIĘKUJĘ SŁONKO.
Mamy już 13 rozdział. Jednak go dodaje szybciej niż myślałam.

środa, 23 lipca 2014

12

Obudziłam się w objęciach Rossa. Podniosłam głowę… taaaa byliśmy w ciężarówce. Spojrzałam na ekran mojego telefonu. Była godzina 2 nad ranem i 5 nieodebranych połączeń od mamy i 3 od taty. Obudziłam Rossa.
-Czemu mnie budzisz, jest środek nocy. –powiedział z zamkniętymi oczami.
-Wstawaj. Jesteśmy w ciężarówce i rodzice do mnie cały czas dzwonią. –chłopak szybko się poderwał. Ubraliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Co chwilkę na siebie spoglądaliśmy i się głupio uśmiechaliśmy. Próbowaliśmy cicho wejść do domu, ale nam się oczywiście nie udało bo jak to on musiał się potknąć o buty i obudził mamę.
-Gdzie wyście tyle byli? –zapytała zaspana mama.
-Umm pokazywałam Rossowi miasto.
-Nooo muszę przyznać, że piękne macie to miasto. –głupio się uśmiechnął. Taa jak by czegoś oryginalniejszego nie mógł wymyślić.
-Dobra idźcie może już spać bo z tego co wiem musicie wcześnie wstać. –poszliśmy do mojego pokoju. Ja się od razu „walnęłam ” na łóżko.
-Może byś się tak przebrała. Bo jak nie to ja będę zmuszony to zrobić.
-Zrobię to sama bo byś miał za dużo atrakcji jak na jeden dzień. –po 15 minutach już leżeliśmy w łóżku. Szybko zasnęliśmy po dni pełnym „wrażeń”, że tak powiem. Ja dalej nie mogłam uwierzyć, że on przerwał trasę specjalnie dla mnie. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego.
Ktoś chyba próbował mnie obudzić, ale niezbyt się tym przejęłam i próbowałam ignorować, ale w końcu to już się robiło tak nieznośne, że otwarłam oczy.
-No nareszcie. –zobaczyłam dobrze znanego mi blondyna.
-Co chcesz, że mnie tak wcześnie budzisz?
-Ehem mamy za godzinę samolot więc może byś wstała.
-To dzisiaj!? –zerwałam się z łóżka.
-Mhyy.
-Za 15 minut będę gotowa, a ty mi szybko włóż te ubrania co leżą na krześle do walizki. –zabrałam ubrania i pobiegłam do łazienki. Wyprostowałam włosy, zrobiłam lekki makijaż, bo o prysznicu mogłam poważyć.  Szybko zbiegłam na duł.
-Jestemm!
-No to jak idziemy.
-To jak jedziecie tą ciężarówką. –odezwał się tata.
-Tak!! Kocham Cię tatusiu.
-Wiem. –poszłam się jeszcze pożegnać z mamą i siostrami i ruszyliśmy w drogę. W samochodzie panowała cisza. Siedziałam Rossowi na kolanach ponieważ w ciężarówce były tylko dwa miejsca. Postanowiłam przerwać tą męczącą ciszę.
-To rozumiem tato, że wy tym razem przylatujecie do mnie, znaczy do nas. –uśmiechnęłam się, a Ross na słowa „nas” odwzajemnił uśmiech.
-Chętnie, ale wiesz praca.
-To weź urlop.
-Postaram się.
-Mamy nadzieję, że państwo przylecą jak najszybciej. Tym razem my was będziemy oprowadzać po mieście. –odezwał się uśmiechnięty blondyn.
-Jak macie nas oprowadzać po mieście tak ja Alice ciebie wczoraj to ja dziękuję. –tata się na nas popatrzył.
-Ale skąd ty wiesz? –popatrzyliśmy się na niego ze zdziwieniem.
-No proszę was, co można robić tyle w ciężarówce we dwoje? –tylko się na niego popatrzyliśmy i nie kontynuowaliśmy tematu, bo ja przynajmniej czułam się nie swojo. Reszta drogi minęła w ciszy. Pożegnaliśmy się z tatą, naszym następnym celem był Londyn. Praktycznie cały lot przespałam, trzymając chłopaka za rękę. Obudził mnie dopiero jak dolecieliśmy na miejsce.
-Alice obudź się, już jesteśmy. –lekko mną „potrząsał”. Otwarłam oczy.
-Okej. No to chodź. –blondyn podał mi rękę i się powoli podniosłam. Trochę mi się zakręciło w głowie, ale to normalne. Poszliśmy odebrać bagaże .
-Umm Ross jak ty zamierzasz wrócić do autokaru?
-Mój tata po nas przyjedzie. –rozglądaliśmy się za Markiem. Po chwili go ujrzeliśmy. Widać było, że jest trochę zły na Rossa, ale no co mu się dziwić. Poszliśmy za nim do samochodu. Usiadłam z tyło z blondynem. Po wejściu do samochodu tata blondyna od razu zaczął rozmowę.
-Masz mi może coś do powiedzenia Ross?
-Tak wiem zawiodłem was wszystkich, jesteście cholernie na mnie wkurzeni, ale ja musiałem. Przepraszam.
-To trochę moja wina, bo gdybym nie wyjechała to by do tego nie doszło. –stanęłam w obronie chłopaka.
-Alice to nie twoja wina tylko jego. Zrobił tak bo mu się podobało.
-Tato, ale ja za nią za bardzo tęskniłem, nie dożyłbym tego miesiąca.
-Dobra rozumiem, ale spróbuj to wytłumaczyć Rikerowi bo mu się to niezbyt podobało.
-Coś wymyślę. –uśmiechnął się w moją stronę.
-Dobra jesteśmy. Dzisiaj jest nocka w autokarze więc masz się pogodzić z Rikerem i wszystkich po przepraszać bo inaczej nie będzie ciekawie. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do autokaru.
-No kochana na reszcie jesteś. Nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłam! –od razu podbiegła Rydel i mnie przytuliła.
-Ja też się za wami wszystkimi bardzo stęskniłam. Te dwa tygodnie bez was to jak jakaś tortura. –poprzytulałam się z wszystkimi.
-O kto to raczył wrócić? Przypomniałeś sobie, że dzisiaj mamy koncert? –zaczął zdenerwowany Riker.
-Uspokój się. Też byś zrobił tak na moim miejscu.
-No jakoś ja nie przerywam sobie trasy i nie lecę do Victorii bo mam taki kaprys.
-Tęskniłem za nią jasne! Jeszcze nigdy na tak długo się nie rozstawaliśmy. Wiem zawiodłem Was wszystkich, fanów też. Przepraszam. –wszyscy się na niego popatrzyli.
-Riker to też moja wina. –podeszłam do Rossa i złapałam go za rękę.
-Mam nadzieję, że to był ostatni raz.
-Bo był.
-Czyli już okey?
-Można tak powiedzieć. –siedzieliśmy jeszcze chwilę, ale po woli trzeba było się zbierać. Nie miałam jakoś ochoty tam iść. Nie wiem dla czego, zostałam pod pretekstem, że boli mnie brzuch. Siedziałam sama, w ciszy. Potrzebowałam takiej chwili by pobyć sama ze sobą. Po prostu ponudzić się. Wcześniej tak wyglądało moje życie. Ja, pusty pokuj, laptop i telefon. Na szczęście ktoś mnie w końcu z tego wyciągnął. Przeglądałam twistera i natknęłam się na zdjęcia z dzisiejszego koncertu. Fanki płaczące z wrażenia i z tęsknoty za idolami. Doskonale wiedziałam co czują bo byłam kiedyś na ich miejscu. Po chwili wszyscy wrócili.
-Już jesteśmy! –krzyknął Rocky zaraz po wejściu.
-Widzę i słyszę. –uśmiechnęłam się.
-Tęskniłaś? –Ross mnie lekko pocałował.
-Troszeczkę.
-Nie wiem jak wy, ale ja chyba pójdę spać. –odparł Rocky.
-No my też idziemy. –Ross pociągnął mnie za rękę.
-I wy we dwójkę chcecie spać nade mną? –oburzył się brunet.
-Tak.
-To jak ja mam niby spać?
-Yyy no normalnie.
-Macie być cicho. –wszyscy dziwnie się na nas popatrzyli. Łóżko Rossa znajdowało się na samej górze nad łóżkiem Rockyego. Więc  blondyn pomógł mi wejść. Po 10 minutach już leżał obok mnie. Objął mnie, byliśmy odwróceni w swoją stronę. Ale zamiast spać to cały czas patrzyliśmy  się na siebie i głupio uśmiechaliśmy się. Postanowiłam posłuchać jakiejś muzyki, wzięłam słuchawki i telefon i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę. Oczywiście Ross zabrał mi jedną słuchawkę i tak słodko sobie poszliśmy spać.

Doszłam do wniosku, że będę pisać to opowiadanie dla tych dwóch osób, ale też jest możliwa jakaś przerwa. Nie jestem pewna czy będzie, ale nie mogę jej wykluczyć. Spędzam teraz mało czasu w domu i za bardzo nie mam kiedy pisać.
Proszę znowu żeby komentować, wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna. 
Jak chcecie się czegoś dowiedzieć to śmiało piszcie do mnie na twitterze.
MÓJ TWITTER: @pati57XD

poniedziałek, 21 lipca 2014

11

-Alice mogę? –zapukałam mama do pokoju.
-Mhyyy.
-Co się z tobą dzieje, to coś związanego z Rossem? –weszła do pokoju i usiadła obok mnie.
-Ja po prostu cholernie za nim tęsknie. Nigdy się z nim nie rozstawałam na tak długo. Nie przejmuj się mną. Przejdzie mi. –uśmiechnęłam się, a mama wyszła z pokoju.
Ross
Wiedziałem, że Riker mnie zabije, ale mówi się trudno. W końcu doleciałem do… Polski. Od razu wsiadłem w autobus i pojechałem do domu blondynki.
Drzwi otworzył  mi jej tata.
-Ooo Ross miło Cię widzieć. Wchodź.
-Dzień dobry. –uśmiechnąłem się i wszedłem do środka. –Mogę porozmawiać z Alice?
-Pewnie, jest u siebie. –pobiegłem w stronę jej pokoju. Nie pukając do drzwi wbiegłem do środka.
-Wiem, że masz prawo być na mnie zła, jestem i byłem i będę idiotą, ale przepraszam. –dziewczyna momentalnie się zerwała z łóżka i rzuciła mi się na szyję.
-Ross! –mocno ją przytuliłem. –Tęskniłam.
-Już nigdy bez ciebie nie wyjadę, a tobie nie pozwolę.
-Kocham Cię. –nasze usta się złączyły.
Alice
Szczerze mogę powiedzieć, że byłam najszczęśliwsza na świecie kiedy zobaczyłam jak Ross wchodzi do mojego pokoju, o tym właśnie marzyłam.
-A tak w ogóle to ty czasami nie masz teraz trasy?
-Mam, ale ty jesteś ważniejsza. –nagle mój telefon zawibrował.
-To Rydel, odbiorę.

-Halo?
-Alice?!
-Tak, a co się stało?
-Ross się pokłócił z Rikerem, że nie może przylecieć do ciebie i Ross wyszedł kilkanaście godzin temu i jeszcze nie wrócił. Od nas nie odpiera telefonów, Riker jest na niego mega wkurzony. Może ty byś do niego zadzwoniła, od ciebie może by odebrał.
-Rydel… bo tak się składa, że Ross jest ze mną.
-Co!?
-Pogadam z nim.
-Życzę powodzenia. –rozłączyła się.

-Bardzo są na mnie wkurzeni? –zapytał od razu blondyn.
-Tak! Ross ty masz trasę nie możesz sobie jej tak przerwać kiedy Ci się podoba, ty masz fanów którzy czekają żeby Cię zobaczyć.
-Wiem, ale ja musiałem. Ja musiałem Cię zobaczyć.
-To teraz co zamierzasz zrobić?
-Będę musiał tam wrócić bo inaczej żywego mnie już nie zobaczysz. I tak sobie myślę czy byś nie poleciała ze mną?
-Ross…
-Proszę.
-Jak sam wrócę to nikt nie stanie w mojej obronie pewnie. –kontynuował. –Jak chcesz mnie zobaczyć jeszcze żywego i takiego przystojnego to leć ze mną.
-Przystojnego?
-No przecież jestem i to bardzo.
-Niech Ci będzie.
-Ej! To jak lecisz ze mną?
-Najpierw trzeba to wytłumaczyć mojej rodzince.
-Wieczorem wszystkich ściągniemy do salonu i im wytłumaczymy. –na twarzy blondyna pojawił się uśmiech.
-Okej, czyli mniej więcej wszystko załatwione.
-Hyhy zgodziłaś się!!
-Nie. Czy ja powiedziałam, że się zgadzam.
-Emmm no to się zgadzasz?
-Powiedzmy, że tak. –chłopak mnie mocno przytulił.
-Awww kocham Cię Alice!
-Ja ciebie też. –i w tym momencie blondynowi zawibrował telefon.
-Riker…
-Odbierz.

-Cześć braciszku.
-Ross idioto gdzie ty jesteś?!
-Nom tak się składa, że w Polsce, ale spokojnie wrócę , będę jutro wieczorem.
-Fanom w Londynie powiedzieliśmy, że jesteś chory, ale na kolejnym koncercie masz się pojawić.
-No będę i przestań się może drzeć. –na tym się skończyła nasza rozmowa.

-I co tam?
-Jutro z samego rana wylatujemy.
-Świetnie…
-To jak idziemy pogadać z twoją rodziną?
-Okej. –blondyn złapał mnie za rękę i zeszliśmy do salonu gdzie wszyscy siedzieli.
-Musimy wam coś powiedzieć… -zaczęłam. Wszyscy się na nas popatrzyli. –Wiem, że miałam zostać do końca miesiąca, ale…
-Alice poleci ze mną do reszty mojej rodziny, która obecnie znajduje się w Londynie i będzie nam towarzyszyć w trasie koncertowej… jak oczywiście państwo nie mają nic przeciwko temu.
-Ej no też chcę. –ocknęła się Kayt.
-Może innym razem. –odpowiedziałam. –No mamo, tato może coś powiecie?
-Problem w tym, że nie wiemy co. –odezwał się tata.
-Przykro nam, że już wyjeżdżasz, ale jak Cię tam potrzebują to my Ci nie możemy w tym przeszkodzić. –trzymałam mocno za rękę Rossa, a do oczu czułam jak mi napływają łzy. Nie jestem pewna czy tego chcę, ale na pewno nie chcę się rozdzielać z Rossem na tak długo.
-Obiecuję, że nic się jej nie stanie. Będę ją pilnował. –chłopak się popatrzył na mnie i uśmiechnął.
-Nie musisz mnie pilnować.
-Muszę.
-Uhhh…
-A kiedy wyjeżdżacie? Zapytała Syntia, która siedziała cicho.
-Jutro z samego rana, bo wieczorem już tam musimy być. –blondyn mnie wyprzedził.
-Jak chcecie mogę was podwieźć na lotnisko.
-Dziękuję tatusi, ale może będziesz tak miły i podwieziesz nas ciężarówką? –wszyscy dziwnie się na mnie popatrzyli, a w szczególności Ross. –No co?
-Macie tak dużo bagaży, że wam potrzebna ciężarówka?
-Nie, ale dawno nie jechałam Manusiem (ciężarówka).
-Mogę wam pozwolić się teraz przejechać.
-Emm bo nie wiem czy wiesz Alic, ale ja nie potrafię jeździć ciężarówką.
-Ty nie, ale ja tak. –uśmiechnęłam się szeroko. –Tata uznał, że to taka rodzinna tradycja i muszę się nauczyć. –chłopak się tylko uśmiechnął.
-To tato gdzie są kluczyki?
-Tam gdzie zawsze.
-Okej, to my na chwilkę zmykamy. –pociągnęłam chłopaka za rękę. Zabrałam kluczyki i wsiedliśmy do ciężarówki stojącej obok domu. (tata kiedyś pracował w firmie transportowej, ale postanowił odkupić Maniusia). Usiadłam na miejscu kierowcy, a blondyn na miejscu pasażera.
-Czuję się dziwnie kiedy to ja siedzę na miejscu pasażera.
-No i prawidłowo. –szeroko się uśmiechnęłam.
-To gdzie się wybieramy kochanie?
-Czy ty mi kiedykolwiek powiedziałeś gdzie się wybieramy?
-No na przykład jak jedziemy do sklepu….
-Tsaaa spokojnie może Cię nie zgwałcę….
-Nie mam nic przeciwko temu. –blondyn się dziwnie na mnie popatrzył i szeroko uśmiechnął.
-Haha. Kocham Cię. –cmoknęłam go delikatnie w kancik ust. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. –No, a teraz misiu bądź tak kochany i idź kupić mi kebaba. –uśmiechnęłam się.
-Czuję się wykorzystywany.
-Proszę…
-Ugh no dobra. –chłopak otworzył drzwi i wyszedł. Nie musiałam czekać na niego długo. Po chwili przyszedł z kebabem, którego mi podał. Cały czas się dziwnie na mnie patrzył.
-Chcesz?
-Nie, czekam na nagrodę.
-I kto tu kogo wykorzystuje?
-Ale ja czekam na zasłużoną nagrodę. –już się nie odezwałam tylko jadłam. Po kilku minutach skończyłam posiłek. Popiłam wodą i chciałam przekręcić kluczyk w stacyjce, ale blondyn mnie złapał za rękę. Chciałam coś powiedzieć, ale mi przeszkodził, wyprzedził mnie i zaczął namiętnie całować.

-Proponuję zasunąć zasłony. –szybko to zrobił i wrócił do wykonywanej wcześniej czynności. Powoli się podniosłam i położyłam na łóżku, które się znajdowało w ciężarówce, było małe, ale Ross i tak się zmieścił, ponieważ położył się na mnie. Resztę można sobie wyobrazić, a ja mogę tylko powiedzieć, że było bardzo milo.

Nikt tego nie komentuje, a ja się zaczynam zastanawiać czy jest sens nadal to pisać. Nie jestem wspaniała w pisaniu tego, ale no chyba tragicznie nie jest. Komentujcie, chcę poznać wasze opinie.

niedziela, 20 lipca 2014

10

Obudziłam się… w sumie nawet nie wiem gdzie. Leżałam chyba na jakimś kocu. Powoli otwarła oczy. Zobaczyłam obok leżącego Rossa. Pewnie wczoraj wypiliśmy troszkę więcej. Przekręciłam się na drugi bok i poczułam rękę chłopaka na mojej talii.
-Nie śpisz już? –powiedział zaspanym głosem.
-No jakoś nie bardzo. –odwróciłam się w jego stronę. –A tak w ogóle co my tu robimy?
-Troszkę za dużo wczoraj wypiłaś i usnęłaś, a wszyscy tam się jeszcze bawili, więc zabrałem Cię  i poszedłem z tobą spać.
-I jak tu Cię nie kochać? –pocałowałam chłopaka.
-Tak wiem, mnie się nie da nie kochać. –uśmiechnął się zadziornie.
-Kocham takie dni kiedy jesteśmy 24h na dobę razem.
-Wyobraź sobie jak będzie trasa. W tedy przez najbliższy miesiąc będziesz musiała się ze mną użerać.
-Właśnie, a pro po trasy. Nie mogę jechać. –powiedziałam cicho.
-Ale jak to, czemu? –momentalnie się zerwał na nogi.
-Chcę spędzić trochę czasu z rodziną, polecę na miesiąc do Polski, a jak się skończy trasa to wrócę. To tylko miesiąc.
-Ja niechęcę żadnej trasy bez ciebie!
-Ross uwierz, że ten miesiąc będzie dla mnie bardzo ciężki, ale ja muszę też odwiedzić rodzinę. –chłopak usiadł obok mnie i mocno mnie przytulił. Do oczu napływały mi łzy.
-Nie chcę bez ciebie nigdzie jechać, za bardzo Cię kocham. –wyszeptał.
Miesiąc później
Victoria już wróciła do Polski. R5 przygotowywało się do wyjazdu w trasę, którą rozpoczynali za tydzień, a ja już się zbierałam na lotnisko. Poszłam się jeszcze pożegnać, ponieważ miałam  ponad trzy godziny, a Ross miał mnie zawieść na lotnisko.
Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Rocky.
-Hey. –na jego twarzy pokazał się szeroki uśmiech.
-Hejka. Przyszłam się pożegnać.
-A to ty już dzisiaj wyjeżdżasz?
-Nom. –poczułam jak po moim policzku spływa brunet do mnie podszedł i mnie przytuli łza, a ja się momentalnie rozkleiłam.
-No dobra już nie płacz mała tylko chodź się pożegnać z resztą. Wszyscy siedzą w salonie. –poszłam za chłopakiem do salonu.
-Moja kochana! –podbiegła do mnie Rydel i mnie przytuliłam. –Wracaj szybko.
-Postaram się. –uśmiechnęłam się. Podeszłam do Rikera. –Riker.
-Pusto będzie tu bez ciebie, ale jak będziesz wracać to zabieraj Victorie ze sobą.
-Haha postaram się. –chłopak mnie przytulił.
-Jak wrócisz i będziesz grzeczna to Ci może pożyczę buty, ale musisz być grzeczna. –podszedł do mnie Ell.
-Oj dziękuję. –powiedziałam ironicznie i się przytuliłam do chłopaka. Następny w kolejce był Ryland i rodzice rodzeństwa.
-A tak w ogóle gdzie jest Ross?
-U siebie. –powiedziała Rydel. –Cały dzień siedzi w pokoju i z nikim nie chce gadać.
-To ja idę do niego. –poszłam w stronę blondyna. Przy drzwiach słyszałam ciche brzdąkanie na gitarze. Zapukałam. –Hej kochanie. –usiadłam obok chłopaka, który siedział na podłodze oparty o łóżko.
-Cześć. –nawet na mnie nie popatrzył tylko dalej grał na gitarze.
-Co ty taki nie w humorze? Hmm?
-No, a co mam się cieszyć, że wyjeżdżasz i się nie będziemy widzieć przez miesiąc?!
-Mi też jest ciężko i uwierz, że to była bardzo trudna decyzja, ale wy pewnie i tak będziecie mieć cały czas próby. –blondyn podniósł głowę.
-Nie możesz mi tego zrobić.
-Mogę i to zrobię! –wstałam lecz blondyn złapał mnie za rękę. Wyrwałam się z jego uścisku i przy drzwiach się zatrzymałam. –Nie musisz mnie odwozić, poproszę Rockyego. –wyszłam. Brunet odwiózł mnie na lotnisko.
W samolocie praktycznie cały czas myślałam o Rossie. Jakoś smutno mi było z tego powodu, że normalnie nie mogłam się z nim pożegnać. Poczułam się tak jak wtedy kiedy jeszcze ich nie znałam. Wszystko wróciło.
Lot bardzo mi się dłużył, ale w końcu doleciałam. Tata przyjechał po mnie, a potem ruszyliśmy do domu.
-Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam córciu. –przytuliłam mnie mama.
-No ja też tęskniłam i między innymi dlatego tu jestem. –próbowałam się nie rozpłakać. Cieszyłam się, że widzę rodzinę, ale za bardzo tęskniłam za nim.
-Chodź zaraz będzie kolacja.
-Wiesz nie będę jadła bo spać mi się chce… wiesz ta zmiana strefy czasowej.
-No pewnie idź się wyspać, nie będziemy Cię męczyć. –tata się uśmiechnął. Do domu weszły siostry.
-Alice! –uśmiechnęła się Syntia.
-No haj! Widzę, że za mną tęskniłaś.
-Nie.
-Taaaa takie bajeczki to możesz wmawiać Kayt. –popatrzyłam się na drugą siostrę.
-Yhym ja tu jestem!
-Wiem, wiem. –przytuliłam siostry i poszłam do mojego pokoju. Nic się w nim nie zmieniło. Było pełno plakatów R5. Kiedy je zobaczyłam do oczu momentalnie mi napłynęły łzy. Nie mogę sobie wyobrazić tego miesiąca bez Rossa. Brakuje mi go. Nie widzę go parę godzin, ale to zdecydowanie za długo. Potrzebuję żeby mnie przytulił i powiedział, że za chwilkę u mnie będzie.
2 tygodnie później
Leżałam w łóżku cala zapłakana. Rodzice próbowali ze mną rozmawiać, ale i tak nic to nie dawało. Ja po prostu za bardzo za nim tęsknie. Może to się wydawać dziwne, ale ja nie potrafię bez niego żyć. Wiem, że wrócę dalej będziemy razem, ale ja po prostu tak nie mogę. Codziennie rozmawiałam z Rydel i czasami z chłopakami, ale dziwiło mnie to, że Ross nie  dzwoni i nie pisze. Dzwoniąłm do niego, ale nie odbierał.
Ross
-No, ale Riker!
-Mamy trasę. Nie możemy jej tak po prostu przerwać bo ty masz taki kaprys.
-Ja muszę! Riker! UGH! Jesteś idiotą. –odwróciłem się i wyszedłem z autokaru. Szedłem przed siebie. Nie wiem gdzie, nie wiem po co.

Wróciłem dość późno w autokarze nikogo nie zastałem. Sięgnąłem po telefon i napisałem twe eta na twisterze „Przepraszam London… wynagrodzę Wam to”. Zabrałem mój plecak, w którym miałem najpotrzebniejsze rzeczy i opuściłem autokar. 

No i bum mamy nowy rozdział. Nowy pojawi się niebawem więc zapraszam do czytania. Jak chcecie to możecie mi poddać zwoje nazwy twittera to będę powiadamiać o nowy rozdziale.
Przypominam o tej NOTCE co ją napisałam ostatnio. Komentujcie. 
MÓJ TWITTER: @pati57XD

piątek, 18 lipca 2014

Notka

Więc jednak dzisiaj wieczorem wracam do domu i możliwe, że w sobotę lub w niedzielę będzie nowy rozdział.
Druga sprawa jest taka czy jest ktoś chętny żeby mi zrobić zwiastun opowiadania? Jak jest ktoś chętny to niech pisze w komentarzach miśki.

wtorek, 15 lipca 2014

9

-Rydel idziesz?! –krzyczał Riker stojący przy schodach.
-Idę, idę jeszcze chwileczkę.
-My jedziemy tylko pod namioty i to na dwa dni.
-No właśnie. –po chwili wszyscy siedzieli w samochodzie. Ja siedziałam na kolanach Rossa, a Victoria na Rikiera, ponieważ troszkę brakło nam miejsca.  Muszę przyznać, że siedzenie na kolanach mojego blondaska jest bardzo wygodne. Po 1 godzinnej podróży byliśmy już na miejscu. Zaczęliśmy rozkładać namioty. No znaczy oni zaczęli bo ja z Rydel i Victorią wygodnie siedziałyśmy sobie nad jeziorem, które znajdowało się obok.
-Co ty Rydel taka zmęczona? –zapytałam się przysypiającej blondynki.
-Wiesz… tak to jest jak już dziewczyny moich braci siedzą same z nimi w pokoju…
-Hmmm? –popatrzyła się na nią pytająco Victoria.
-Taaaa… myślicie, że was nie słychać?
-Nie wiem o czym mówisz… -dziewczyna się tylko popatrzyła na nas ze zdziwieniem, a my zaczęłyśmy się śmiać. Nagle zobaczyłyśmy ja Ratliff wskakuje do jeziora. 
 -Co ty robisz jak mogę wiedzieć!! –zapytała cała mokra i wkurzona Rydel.
-No, a co mam robić? Pływam sobie. –chłopak wyszedł z jeziora i przytulił blondynkę, która potem była jeszcze bardziej mokra.
-Idiota! Nie żyjesz! –zaczęła go gonić, a biedny wystraszony Ell przed nią uciekał.
-Ummm a wy kiedy przylatujecie do Polski? –zapytała Victoria po chwili ciszy.
-Ehh niestety nie wiem, ale no mam nadzieję, że wkrótce bo się stęskniłam za tym wszystkim.
-Wiesz ja tu jestem tydzień i już tęsknie, a co dopiero ty.
-Ymmm idziemy do nich tam?

-Pewnie. –wstałyśmy i poszłyśmy do chłopaków. Zastałyśmy tylko Rikera i Rossa.
-Umm gdzie reszta? -zapytałam.
-Pojechali po coś mocniejszego. -uśmiechnął się złowieszczo Riker. 
-No czyli będzie ciekawie... -odezwała się Victoria.
-Tak...powinnaś się mnie bać. -uśmiechnął się zadziornie do dziewczyny.
-Tsaa...
-A gdzie zgubiłyście Rydel i Ella? -po chwili zabrał głos Ross.
-Hasają sobie gdzieś pośród drzew. -blondyn się dziwnie na mnie popatrzył.
-Nie wnikam.
-I dobrze. -po 15 minutach przyjechał Rocky z Rylandem, a potem Rydel z Ellem. Zaczeliśmy rozpalać ognisko.

Tak wiem bardzo krótki, ale brak weny i miałam ostatnio mało czasu żeby usiąść przed laptopem. Miałam go dodać wczoraj, ale nie był jeszcze do końca dokończony. I ogólnie nie wiem czy w tym tygodniu będzie nowy rozdział, ponieważ od środy do soboty nie będzie mnie w domu.
Więc tak miśki ja dalej zachęcam do komentowania i piszcie mi w komentarzach w jakie dni chcecie żebym dodawała rozdział.
Komentujcie.
Chcę poznać waszą opinię.
Kocham was.
Jak chcecie to piszcie do mnie na twitterze.
Mój twitter: @pati57XD

środa, 9 lipca 2014

8

Jakoś ten pobyt w Polsce minął mi szybko, ale muszę przyznać, że był udany… Riker na reszcie ma dziewczynę. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Ross wchodzący z łazienki.
-Gotowa? –zapytał. Siedziałam na łóżku pakując rzeczy, ponieważ dzisiaj mamy samolot do L.A.
-Chyba tak, ale… kurde nie wieżę, że to mówię, ale chyba nie chcę wracać…. –to ostatnie powiedziałam trochę nie pewnie schylając głowę.
-Wiesz… jak nie chcesz to nie musisz wracać, ale no nie wiem czy bez ciebie wytrzymam. –usiadł obok mnie.
-Teraz tam jest mój dom, tam jesteś ty. Bardzo mi będzie brakować tego wszystkiego, ale wolę być z dala z tond i być z tobą.
-Wiem, wiem… -przytulił mnie.  –Ale w miarę możliwości będziemy tu przylatywać, bo ty masz tu rodzinę, a Riker już dziewczynę. –uśmiechnęłam się na te słowa.
2 tygodnie później
-Ell, mam prośbę…
-Słucham i od razu mówię, że nie możesz sobie pograć na perkusji. –krzyczał z kuchni.
-No tym razem nie chodzi o perkusję, tylko no… byłbyś tak miły i pożyczyłbyś mi conversy… te w zebrę…??
-Teoretycznie i tak dzisiaj w nich nie będę chodził, ale… nie!
-Uhhh… -udałam obrażoną.
Dzisiaj wieczorem ma przylecieć Victoria na miesiąc i jadę z Rossem i Rikerem po nią na lotnisko. Nareszcie Riker ją zobaczy tak na żywo, a nie na ekranie laptopa. Cieszę się z jego szczęścia. Może się rodzinka powiększy.
Siedziałam w pokoju Rossa i słuchałam muzyki, nagle chłopka wszedł do pokoju.
-Musimy pogadać. –za bardzo nie wiedziałam o co mu chodzi i muszę przyznać, że byłam no trochę zdziwiona.
-O czym? –zamknęłam laptopa.
-Może byś chciała się na stałe do nas przeprowadzić? Rozmawiałem już z wszystkimi i nie mają nic przeciwko temu.
-No nie wiem, a co ja zrobię z moim domem…
-W sumie można by było go sprzedać, ale… wybór już należy do ciebie. –blondyn powiedział nie pewnie.
-Ehh no nie wiem, bardzo bym chciała, ale no nie wiem… muszę pomyśleć.
-Okey. –uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie w kancik ust. –A tak zmieniając temat… trzeba trochę Rikera uspokoić bo biega po domu jak nienormalny. –zaczęłam się śmiać.
-No wiesz chłopak się stresuje. W końcu jego dziewczyna przylatuje.
-Dobra w sumie mogę zrozumieć jego szczęście.  –zaczęłam się śmiać.
-Umm ja idę wziąć szybki prysznic  bo już powoli trzeba się zbierać. –wstałam z łóżka.
-Muszę Cię rozczarować, ale Riker zajął łazienkę godzinę temu.
-Uhhhh. No może się obejdę bez prysznica. –z powrotem usiadłam na łóżku obok blondyna.
30 minut później
-Riker idziesz? Ja z Rossem czekamy w samochodzie. –poszłam z Rossem w stronę samochodu.
-Idę, idę. –po chwil otrzymałam odpowiedź.
Na lotnisko dojechaliśmy po 30 minutach. Rozglądaliśmy się za dziewczyną, a jak ją zobaczyliśmy Riker od razu do niej podbiegł i ją przytulił. Umm wyglądali tak słodko. Przywitaliśmy się dziewczyną i ruszyliśmy w drogę powrotną. Przy drzwiach od razu wszyscy przywitali dziewczynę.
-No nareszcie jesteś… Riker cały czas mówił tylko o tobie. –jak zwykle tym swoim żartobliwym tonem odezwał się Rocky.
-No weź nie było aż tak źle… było bardzo źle… uratowałaś nas… -dołączył się Ell nie dopuszczając Victorii do głosu.
-I widzisz z kim ja muszę mieszkać, teraz ty przez najbliższy miesiąc też. –powiedział najstarszy z rodzeństwa do swojej dziewczyny na co ona się uśmiechnęła. Można było trochę wyczuć, że jest troszeczkę zestresowana, ale no co jej się dziwić. Poznała nas pod klubem przed koncertem, teraz ma zamieszkać z nami na miesiąc.
Riker
-Dobra dobra, my idziemy do mnie do pokoju. –popatrzyłem się na obok mnie stojącą dziewczynę.
-Tylko bez szaleństw. –popatrzyła się na nas uśmiechnięta Alice. U wszystkich to na twarzy wywołało szeroki uśmiech. Złapałem moją partnerkę za rękę. Uhhhuu jak to cudownie brzmi, ale no nie ważne i poszliśmy w stronę mojego pokoju. Po wejściu od pokoju zamknąłem za nami drzwi.
-Nie wiesz jak się za tobą stęskniłem… -złożyłem na ustach dziewczyny pocałunek.
-No mogę sobie wyobrazić… te dwa tygodnie bez ciebie były… potworne.

-Nadrobimy go. –położyliśmy się na łóżku… a reszty tego przemiłego wieczoru można się domyślić.

Tak wiem krótki, ale mało czasu było, pisałam go od poniedziałku i nie mogłam go skończyć. Nie jestem z niego zadowolona, ale już trzeba było coś dodać.
Dalej jeszcze nie wiem w jakie dni by było najlepiej dodawać nowe rozdziały więc proszę o waszą pomoc. Piszcie mi w komentarza w jakie dni chcecie i potem coś wspólnie z wami wybiorę.
I ja w dalszym ciągu proszę o komentarze bo nikt tego nie komentuje i no nie znam waszej opinii. Proszę.

niedziela, 6 lipca 2014

Notka

Przykro mi, ale nie jeste pewna czy dam radę dodać nowy rozdział na poniedziałek czy wtorek. Trochę go już zaczełam pisać, myślałam, że go dzisiaj dokończę, ale braknie mi czasu. Może mi się uda go napisać w tym tygodniu, ale niestety nic nie mogę obiecać. Mam nadzieję, że nikt mi nie będzie miał tego za złe.
Jeszcze raz przepraszam.
Jak macie jakieś pytania do mnie to piszcie do mnie na twitterze.
@pati57XD -MÓJ TWITTER

czwartek, 3 lipca 2014

7

Obudziłam się wcześnie rano jak nigdy, bo zawsze lubiłam sobie pospać tak przynajmniej do 10. Ross jeszcze spał. Postanowiłam, że zajdę na duł i zrobię sobie herbatę. W domu było cicho, wszyscy jeszcze spali. Przygotowałam sobie kubek, usiadłam na blacie i czekałam aż woda się zagotuje. Do kuchni wszedł Rocky w samych bokserkach i po jego minie było widać, że chyba się nie wyspał, ale no haha tak słodko wyglądał.
-Dzień dobry. –zaśmiałam się.
-Cześć. –podszedł do mnie. –Co ty tu tak wcześnie robisz?
-Coś nie mogłam spać i przyszłam sobie zrobić herbatę, a ty?
-Riker mi nie dał spać. –odpowiedział sarkastycznie.
-Oj biedactwo. –zaczęłam się śmiać.
-To nie jest śmieszne, to jest bardzo poważna sprawa.
-Oj to przepraszam. No, ale czemu Ci nie dał spać?
-Cały czas albo byłem spychany z łóżka, albo Riker coś gadał przez sen.
-Haaha to może tak dla od stresowania chcesz herbatkę?
-A czemu nie. -zeszłam z blatu i zalałam herbatę.
-O której my tak w ogóle wyjeżdżamy?
-Gdzieś koło 12. –uśmiechnął się do mnie.
-To może mniej więcej wiesz kiedy dojedziemy do hotelu? –zapytałam podając mu kubek z herbatą.
-Spokojnie na 18 będziemy, a co ty taka zainteresowana?
-Nie nic. Idę do pokoju. –ruszyłam w stronę schodów. Ross już nie spał, leżał na łóżku.
-Gdzie byłaś?
-Poszłam zrobić sobie herbatę, chcesz?
-Pewnie. –podałam mu kubek.
-Może byś my się wybrali na jakiś spacer?
-Okey to się idę ubrać. –po 15 minutach cicho wyszliśmy z domu. Szliśmy powoli trzymając się za ręce. Kochałam takie momenty kiedy byliśmy tylko we dwoje. Czułam się dziwnie chodząc tymi drogami, które kiedyś były mi bardzo dobrze znane, a teraz mi są tak obce. Nagle podeszła do mnie moja dawna przyjaciółka, nie jaka Jess, zmieniała chłopaków jak rękawiczki, a na twarzy zawsze tona tapety.
-O boże jak ja dawno Cię nie widziałam. –przytuliła mnie.
-No to masz teraz okazję. –od niechcenia ją przytuliłam. I od razu zaczęła się rozmowa, ale bez mojego udziału, tylko Ross i Jess. Trochę mi się zrobiło smutno bo opowiadałam mu o niej, a on się zachowuje jak by tego nigdy nie słyszał. Gapili się cały czas na siebie, a ja poczułam, że mogę go stracić. Chciało mi się po prostu płakać. Poszłam w stronę domu, pewnie nawet nie zauważyli, że mnie niema. Biegłam, z oczu lały mi się łzy.
Rodzice gdzieś pojechali z państwem Lynch, siostry poszły z Ellem, Rylandem, Rydel i Rikerem na miasto, a w domu był tylko Rocky, któremu kazali zrobić obiad.
Wbiegłam zapłakana do domu. Rocky kiedy usłyszał jak ktoś wchodzi wyszedł z kuchni na korytarz. Pierwsze co zrobił kiedy mnie zobaczył po prostu mnie przytulił bo wiedział, że niema sensu mnie pocieszać bo i tak nic to nie da. Pewnie się domyślił, że chodzi o Rossa bo sama wróciłam do domu.
Kiedy mnie przytulił ja rozpłakałam się jeszcze bardziej. Co jak co, ale z Rockym się dogadywałam bardzo dobrze, był jednym z moich najlepszych przyjaciół, mogłam z nim pogadać w sumie o wszystkim. To on mnie poznał z Lynchami i dzięki niemu jestem z Rossem. Jak się trochę uspokoiłam to mu wszystko opowiedziałam, zrobił mi herbatę i zaproponował żebyś oglądnęli jakiś film.
Nagle do domu wbiegł Ross.
-Alice, jesteś?! –powiedział wchodząc do salonu.
-Widzę, że przypomniałeś sobie o moim istnieniu. –powiedziałam sarkastycznie, a do oczu znowu mi napłynęły łzy.
-O co Ci chodzi?
-Serio pytasz się o co jej chodzi? –przerwał Rocky. Nie czekając na jego odpowiedź kontynuował. –Rozmawiałeś sobie z jakąś laską i ZAPOMNIAŁEŚ  w ogóle o jej istnieniu, ZAPOMNIAŁEŚ, że ona w ogóle tam z tobą jest, ZAPOMNIAŁEŚ o niej.
-Ross mówiłam Ci o niej, mówiłam jak mnie skrzywdziła. Wróciłam do domu dla tego, że nie byłam tam potrzebna, stałam z boku, a ty nawet na mnie nie zwracałeś uwagi tylko się na nią gapiłeś.
-Ja, ja przepraszam, ale to ty jesteś dla mnie najważniejsza i to bez ciebie nie mogę żyć. Alice przepraszam. –nie zastanawiając się podeszłam do niego i się przytuliłam. Właśnie tego potrzebowałam.
Wszyscy wrócili i z małym opóźnieniem pojechaliśmy do hotelu. Na miejsce dojechaliśmy o 17:42. Poszliśmy do hotelu zanieść wszystkie rzeczy.
Riker
Od razu po wejściu do hotelu wziąłem szybki prysznic, a następnie napisałem do Viki.
-Spotkamy się o 18:30?
-Pewnie, a gdzie? J -dziewczyna po chwili mi odpisałam.
-Wyślij mi swój adres to po ciebie przyjadę. –pojechałem najpierw do kwiaciarni po jakąś ładną różę, długo się nie mogłem zdecydować nad kolorem, ale ostatecznie wybrałem tradycyjną czerwoną róże.
Zadzwoniłem do drzwi, otwarła mi ona. Wyglądała ślicznie, a ja nie mogłem uwierzyć, że to właśnie ja dzisiaj się z nią spotkam. Przywitaliśmy się, wręczyłem jej kwiat i wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy w ciszy. Kiedy dotarliśmy na miejsce wysiadłem z samochodu aby jej otworzyć drzwi.
-Gdzie idziemy? –zapytała trochę nie pewnie.
-Idziemy się przejść. –uśmiechnąłem się. –Musimy porozmawiać. –dziewczyna tylko na mnie popatrzyła. Kontynuowałem. –Kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłem tam pod klubem od razu mi się spodobałaś. Potem cały czas o tobie myślałem, musiałem do ciebie zadzwonić, chciałem usłyszeć twój głos. Dzisiaj mam okazję się z tobą spotkać. Powiem to otwarcie, ja się w tobie zakochałem. –dziewczyna stanęła i przez chwilę się na mnie patrzyła. Z jej wyrazu twarzy nic nie można było odczytać. Po chwili ciszy się odezwała.
-Riker… to kochane, ale… ty mieszkasz w USA ja mieszkam w Polsce. Bardzo Cię lubię, nawet bardziej niż bardzo, ale jak ty to sobie wyobrażasz? –no wyobrażam to sobie nijak, ale moje życie bez niej też będzie wyglądało nijak. Ja się tak łatwo nie poddam.
-Spróbujmy być razem, zostajemy tu do końca tego tygodnia, a potem i może będziemy się spotykać ze dwa razy w miesiącu, ale mi jeszcze tak nigdy nie zależało. Coś wymyślimy.
-Też Cię bardzo lubię, bardziej niż bardzo, ale no nie wiem… jutro dam Ci odpowiedź. –uśmiechnęła się do mnie.

-Będę czekał. –chodziliśmy tak przez dobrą godzinę, ale trzeba było już wracać, odwiozłem ją do domu i wróciłem do hotelu. Od razu położyłem się. 

Wydaje mi się, że trochę za dużo się tu dzieje, ale już dodałam bo potem nie wiem czy będę miała czas coś nowego napisać. Przewiduję nowy rozdział na poniedziałek/wtorek. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którym się chce to czytać i zapraszam do komentowania, to dla mnie bardzo ważne, chcę wiedzieć co o tym myślicie. Przyjmę też i słuszną krytykę.