Obudziłam się wcześnie rano jak
nigdy, bo zawsze lubiłam sobie pospać tak przynajmniej do 10. Ross jeszcze
spał. Postanowiłam, że zajdę na duł i zrobię sobie herbatę. W domu było cicho,
wszyscy jeszcze spali. Przygotowałam sobie kubek, usiadłam na blacie i czekałam
aż woda się zagotuje. Do kuchni wszedł Rocky w samych bokserkach i po jego
minie było widać, że chyba się nie wyspał, ale no haha tak słodko wyglądał.
-Dzień dobry. –zaśmiałam się.
-Cześć. –podszedł do mnie. –Co ty
tu tak wcześnie robisz?
-Coś nie mogłam spać i przyszłam
sobie zrobić herbatę, a ty?
-Riker mi nie dał spać.
–odpowiedział sarkastycznie.
-Oj biedactwo. –zaczęłam się
śmiać.
-To nie jest śmieszne, to jest
bardzo poważna sprawa.
-Oj to przepraszam. No, ale czemu
Ci nie dał spać?
-Cały czas albo byłem spychany z
łóżka, albo Riker coś gadał przez sen.
-Haaha to może tak dla od
stresowania chcesz herbatkę?
-A czemu nie. -zeszłam z blatu i
zalałam herbatę.
-O której my tak w ogóle
wyjeżdżamy?
-Gdzieś koło 12. –uśmiechnął się
do mnie.
-To może mniej więcej wiesz kiedy
dojedziemy do hotelu? –zapytałam podając mu kubek z herbatą.
-Spokojnie na 18 będziemy, a co
ty taka zainteresowana?
-Nie nic. Idę do pokoju.
–ruszyłam w stronę schodów. Ross już nie spał, leżał na łóżku.
-Gdzie byłaś?
-Poszłam zrobić sobie herbatę,
chcesz?
-Pewnie. –podałam mu kubek.
-Może byś my się wybrali na jakiś
spacer?
-Okey to się idę ubrać. –po 15
minutach cicho wyszliśmy z domu. Szliśmy powoli trzymając się za ręce. Kochałam
takie momenty kiedy byliśmy tylko we dwoje. Czułam się dziwnie chodząc tymi
drogami, które kiedyś były mi bardzo dobrze znane, a teraz mi są tak obce.
Nagle podeszła do mnie moja dawna przyjaciółka, nie jaka Jess, zmieniała
chłopaków jak rękawiczki, a na twarzy zawsze tona tapety.
-O boże jak ja dawno Cię nie
widziałam. –przytuliła mnie.
-No to masz teraz okazję. –od
niechcenia ją przytuliłam. I od razu zaczęła się rozmowa, ale bez mojego
udziału, tylko Ross i Jess. Trochę mi się zrobiło smutno bo opowiadałam mu o
niej, a on się zachowuje jak by tego nigdy nie słyszał. Gapili się cały czas na
siebie, a ja poczułam, że mogę go stracić. Chciało mi się po prostu płakać.
Poszłam w stronę domu, pewnie nawet nie zauważyli, że mnie niema. Biegłam, z
oczu lały mi się łzy.
Rodzice gdzieś pojechali z państwem
Lynch, siostry poszły z Ellem, Rylandem, Rydel i Rikerem na miasto, a w domu
był tylko Rocky, któremu kazali zrobić obiad.
Wbiegłam zapłakana do domu. Rocky
kiedy usłyszał jak ktoś wchodzi wyszedł z kuchni na korytarz. Pierwsze co
zrobił kiedy mnie zobaczył po prostu mnie przytulił bo wiedział, że niema sensu
mnie pocieszać bo i tak nic to nie da. Pewnie się domyślił, że chodzi o Rossa
bo sama wróciłam do domu.
Kiedy mnie przytulił ja
rozpłakałam się jeszcze bardziej. Co jak co, ale z Rockym się dogadywałam
bardzo dobrze, był jednym z moich najlepszych przyjaciół, mogłam z nim pogadać
w sumie o wszystkim. To on mnie poznał z Lynchami i dzięki niemu jestem z
Rossem. Jak się trochę uspokoiłam to mu wszystko opowiedziałam, zrobił mi
herbatę i zaproponował żebyś oglądnęli jakiś film.
Nagle do domu wbiegł Ross.
-Alice, jesteś?! –powiedział
wchodząc do salonu.
-Widzę, że przypomniałeś sobie o
moim istnieniu. –powiedziałam sarkastycznie, a do oczu znowu mi napłynęły łzy.
-O co Ci chodzi?
-Serio pytasz się o co jej
chodzi? –przerwał Rocky. Nie czekając na jego odpowiedź kontynuował.
–Rozmawiałeś sobie z jakąś laską i ZAPOMNIAŁEŚ
w ogóle o jej istnieniu, ZAPOMNIAŁEŚ, że ona w ogóle tam z tobą jest,
ZAPOMNIAŁEŚ o niej.
-Ross mówiłam Ci o niej, mówiłam
jak mnie skrzywdziła. Wróciłam do domu dla tego, że nie byłam tam potrzebna,
stałam z boku, a ty nawet na mnie nie zwracałeś uwagi tylko się na nią gapiłeś.
-Ja, ja przepraszam, ale to ty
jesteś dla mnie najważniejsza i to bez ciebie nie mogę żyć. Alice przepraszam.
–nie zastanawiając się podeszłam do niego i się przytuliłam. Właśnie tego
potrzebowałam.
Wszyscy wrócili i z małym
opóźnieniem pojechaliśmy do hotelu. Na miejsce dojechaliśmy o 17:42. Poszliśmy
do hotelu zanieść wszystkie rzeczy.
Riker
Od razu po wejściu do hotelu
wziąłem szybki prysznic, a następnie napisałem do Viki.
-Spotkamy się o 18:30?
-Pewnie, a gdzie? J -dziewczyna po chwili
mi odpisałam.
-Wyślij mi swój adres to po ciebie przyjadę. –pojechałem najpierw
do kwiaciarni po jakąś ładną różę, długo się nie mogłem zdecydować nad kolorem,
ale ostatecznie wybrałem tradycyjną czerwoną róże.
Zadzwoniłem do drzwi, otwarła mi
ona. Wyglądała ślicznie, a ja nie mogłem uwierzyć, że to właśnie ja dzisiaj się
z nią spotkam. Przywitaliśmy się, wręczyłem jej kwiat i wsiedliśmy do
samochodu. Jechaliśmy w ciszy. Kiedy dotarliśmy na miejsce wysiadłem z
samochodu aby jej otworzyć drzwi.
-Gdzie idziemy? –zapytała trochę
nie pewnie.
-Idziemy się przejść.
–uśmiechnąłem się. –Musimy porozmawiać. –dziewczyna tylko na mnie popatrzyła.
Kontynuowałem. –Kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłem tam pod klubem od razu mi się
spodobałaś. Potem cały czas o tobie myślałem, musiałem do ciebie zadzwonić,
chciałem usłyszeć twój głos. Dzisiaj mam okazję się z tobą spotkać. Powiem to
otwarcie, ja się w tobie zakochałem. –dziewczyna stanęła i przez chwilę się na
mnie patrzyła. Z jej wyrazu twarzy nic nie można było odczytać. Po chwili ciszy
się odezwała.
-Riker… to kochane, ale… ty
mieszkasz w USA ja mieszkam w Polsce. Bardzo Cię lubię, nawet bardziej niż
bardzo, ale jak ty to sobie wyobrażasz? –no wyobrażam to sobie nijak, ale moje
życie bez niej też będzie wyglądało nijak. Ja się tak łatwo nie poddam.
-Spróbujmy być razem, zostajemy
tu do końca tego tygodnia, a potem i może będziemy się spotykać ze dwa razy w
miesiącu, ale mi jeszcze tak nigdy nie zależało. Coś wymyślimy.
-Też Cię bardzo lubię, bardziej
niż bardzo, ale no nie wiem… jutro dam Ci odpowiedź. –uśmiechnęła się do mnie.
-Będę czekał. –chodziliśmy tak
przez dobrą godzinę, ale trzeba było już wracać, odwiozłem ją do domu i
wróciłem do hotelu. Od razu położyłem się.
Wydaje mi się, że trochę za dużo się tu dzieje, ale już dodałam bo potem nie wiem czy będę miała czas coś nowego napisać. Przewiduję nowy rozdział na poniedziałek/wtorek. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którym się chce to czytać i zapraszam do komentowania, to dla mnie bardzo ważne, chcę wiedzieć co o tym myślicie. Przyjmę też i słuszną krytykę.
Focham się... kropka.
OdpowiedzUsuń