wtorek, 26 sierpnia 2014

21

Poczułam jak się porusza. Otworzyłam oczy. Patrzył na mnie lekko się uśmiechając. Przybiegła pielęgniarka. Zapisała coś i wyszła.
-Jesteś. -powiedział zachrypniętym głosem.
-Jestem i nie zamierzam się nigdzie wybierać. -ścisnął moją dłoń.
-Kocham Cię i tęskniłem. -uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Potem jeszcze przyszło jego rodzeństwo i rodzice. Codziennie siedziałam przy jego łóżku. Rano jechałam do domu się przebrać i coś zjeść, a potem znowu do szpitala. Riker przyjeżdżał już z Victorią. Ross szybko wracał do zdrowia. Po miesiącu wyszedł ze szpitala, ale musiał lecieć na zdjęcia.
Ross w końcu skończył się pakować, dwa tygodnie go nie będzie. Nie wiem jak dam radę, ale muszę.
Siedziałam na jego łóżku patrząc jak zasuwa ostatnią walizkę.
Ostatni wieczór z nim przed długą rozłąką...pieprzone dwa tygodnie. Głęboko wzdychnęłam.
-Już. -stanął przede mną, złapał za ręce i się uśmiechnął. -Masz nie robić nic głupiego.
-Wiem...-powiedziałam przeciągając.
-Będę tęsknił. -ukucnął przede mną.
-Wiem, ale musisz tam lecieć. To tylko dwa tygodnie...co ja mówię to aż dwa tygodnie. -nacisnęłam na "aż".
-Będę codziennie dzwonił i pisał. Kilka razy dziennie...tak żebyś o mnie nie zapomniała.
-Ja? O tobie? Uwierz o tobie nie da się zapomnieć. -uśmiechnęłam się.
-Mhhyyy... -spuścił głowę.  -domyśliłam się, że dalej chodzi mu o Connora.
-W tedy byłam głupia i dalej jestem, ale przepraszam.
-I teraz musisz ponieść odpowiednią karę. -uśmiechnął się złowieszczo i przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Potem wszystko potoczyło się po kolei.
Wcześnie rano Ross musiał jechać na lotnisko. Jeszcze przed tym zdążyłam się z nim pożegnać.
Mieliśmy jeszcze 15 minut tylko dla siebie. Usiedliśmy obok siebie na łóżku łapiąc się za ręce. Po moim policzku spłynęła łza, blondyn ją szybko otarł.
-Ej nie płacz. -wtuliłam się w niego. Mocno mnie objął. -Wiesz, że jak bym mógł to bym Cię wziął. -pokiwałam głową.
-Będę bardzo tęsknić, ale będę czekać.
-Masz się sama w nocy nigdzie nie włóczyć. -popatrzyłam na niego zirytowana. Mocno mnie przytulił. -Chodź bo muszę już jechać. -wstał i podał mi rękę, zeszliśmy na duł. Riker miał go odwieść na lotnisko. Przytuliłam się do niego jeszcze przy samochodzie. Pojechał, a ja się rozpłakałam. Przytuliłam się do Rydel.

Tydzień później 
Wszystko powoli się uspokoiło. Praktycznie całe dnie spędzałam w domu. Codziennie rozmawiałam z Rossem przez telefon.
Każdego dnia z niecierpliwością czekałam na ten jeden telefon. Jedna rozmowa, która trwała 10 minut, to było zdecydowanie za mało jak dla mnie.
Teraz jak go nie było poduszka była moim partnerem...dobra stop dziwnie to zabrzmiało.

Siedziałam sama w domu bo wszyscy gdzieś wyszli...nie wiem kiedy zasnęłam...chciałam obudzić się za tydzień. Żeby już moje kochanie było przy mnie, przytulił mnie i powiedział, że już nigdy mnie nie zostawi.

Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale nie mogłam jakoś napisać tego rozdziału.
Tak wiem krótki.
Beznadziejny, ale jest! 
Teraz będę rozdziały dodawać rzadziej bo wiecie...szkoła się zacznie i te sprawy.
Jak macie jakieś pytanie wejdźcie w zakładkę "kontakt".
Piszcie mi swoją opinię w komentarzach. 

Kocham Was! ♥

czwartek, 14 sierpnia 2014

20

Jedno się zaczyna, a drugie kończy. Nie! Nic się nie kończy. On będzie żył. Musi! Ja nie mogę go stracić...ja go potrzebuję. Bez niego moje życie straci jakikolwiek sens. To dzięki niemu żyję i dla niego. On nie może...nie może mnie zostawić.
-Jesteśmy! I co z nim? -usłyszałam głos Stormie.
-Alice była u niego, ale kazali jej wyjść bo...chyba z nim gorzej. -Riker.
-Lekarz już był? -tym razem Mark. 
-Jeszcze nie, czekamy. -wsłuchiwałam się w tą rozmowę. Cała się trzęsłam, bałam się. Rydel cały czas siedziała obok.
-Trzymaj. -Rocky podał mi plastikowy kubeczek z wodą. Napiłam się. Wszyscy z niecierpliwością czekali na lekarza. Mark chodził nerwowo po korytarzu. Drzwi się zaczęły otwierać. Wychodzi lekarz. Poderwałam się...jak i wszyscy.
-Udało nam się go uratować. Jego serce się zatrzymało. Jak na razie jego stan jest stabilny.
-Można do niego wejść? -zaczęła mama rodzeństwa.
-Na razie nie, ale jutro będzie można do niego wejść. Mogą państwo wracać do domu, jak coś się będzie działo będziemy dzwonić. -poszedł.
-Riker zabierz ich do domu. Ja z mama tu zostaniemy. -rozkazał Mark.
-Ja też zostaję. -zaprzeczyłam. 
-Jedź do domu, wyśpisz się i jutro tu przyjedziesz. Jak coś będzie wiadomo będziemy dzwonić. -podeszła do mnie Stormie i mnie przytuliła.
-W domu na pewno nie usnę. Proszę, chcę zostać. -rodzice rodzeństwa popatrzyli na mnie bezradnie. Zostałam z nimi w szpitalu. Wszyscy siedzieli w ciszy. Nikt się do siebie nie odzywał. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam przeglądać nasze wspólne zdjęcia. Lekko się uśmiechnęłam. Stormie usiadła obok mnie. Spojrzała na telefon, lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy.
-On da radę. Jest silny. -popatrzyłam na nią. Jej oczy się zaszkliły. -Będzie dobrze. -tym razem ja ją przytuliłam. Fani chyba już się o wszystkim dowiedzieli bo zbierali się do szpitala, a mój telefon nie przestawał wibrować (powiadomienia z twittera).
Podeszłam do szklanej szyby gdzie było widać salę Rossa. Nie ma go! Niema! Lekarz wychodzi.
-Przykro nam...ale był za słaby...nie dał rady.
-Co? Ale jak to! -zaczęłam krzyczeć i jednocześnie płakać. -To nie prawda on żyje. On żyje!
-Hej Alice już dobrze, to tylko sen. Ciii. -otworzyłam oczy. To tylko sen pomyślałam, ale dla pewności podeszłam do szyby. Jest, leży tam. 
-Chcesz coś do jedzenia? -zaproponował Mark.
-Nie jestem głodna.-pokiwał głową i usiadł i podszedł do Stormie. Stała zapłakana z chusteczką.
Całą noc spędziliśmy w szpitalu. Rano przyjechał Ryland, Rocky, Rydel i Riker, a rodzice rodzeństwa pojechali do domu.Pozwolili nam na chwilę do niego wejść. Cała się trzęsłam i Rydel też...może się trochę bałam go zobaczyć...bałam się o niego, że w każdej chwili może odejść, a z drugiej bardzo chciałam go zobaczyć, potrzymać za rękę. Weszliśmy do sali. Stanęliśmy obok łóżka. Tak bardzo chciałam żeby otworzył oczy, powiedział, że mnie kocha. Wszyscy siedzieliśmy tam dobrą godzinę, ale musieli już wyjść, udało się namówić lekarza żebym została.
Usiadłam na krześle i złapałam go za rękę. Położyłam głowę na łóżku. Moje zmęczenie dało za wygraną. Zasnęłam mocno trzymając jego rękę.

Ostatnio siedzę w domu i mam wenę więc piszę. Łapcie 20 rozdział. Wahałam się czy go dodać, ale macie. Mam nadzieje, że się spodoba. 
CZYTASZ-KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ 

środa, 13 sierpnia 2014

19

Było już całkiem jasno. Ross jeszcze spał. Przysunęłam się do niego i przytuliła. Poczułam jak się porusza.
-Nie śpisz już? -powiedział zaspanym głosem.
-No jakoś nie. -uśmiechnął się po czym spojrzał na ekran swojego iphona.
-Muszę już wstawać. -spojrzałam na niego ze smutkiem. -Jadę na plan. Mam tam być na 12, a jest już 11.
-Ale szybko wracaj. -uśmiechnął się i leniwie wstał. Zrobiłam podobnie. Szybko się ubrałam i zbiegłam na duł. W kuchni wszyscy już siedzieli jedząc śniadanie. Przywitałam się z wszystkimi i zrobiłam herbatę sobie i Rossowi.
Po chwili już go nie było. Siedzieliśmy oglądając telewizor. Ryland siedział ze swoją dziewczyną w pokoju. Tak Ryland ma dziewczynę i za szybko się chyba do tego nie przyzwyczaję. 
-Może zagramy w butelkę? -odezwał się Rocky?
-Umm jak dla mnie spoko. -uśmiechnęłam się.Wszyscy przytaknęli. Ell przyniósł jakąś pustą butelkę i po chwili już siedzieliśmy na podłodze. 
-No to kto zaczyna? -zapytał Riker?
-Ty! -krzyknął Rocky. Blondyn zakręcił butelką.
-Rocky! Pytanie czy wyzwanie?
-No to szalejemy...pytanie!
-Kiedy ostatnio się zakochałeś w dziewczynie? -brunet popatrzył na mnie. Chwilę się zastanowił.
-Tak szczerze mówiąc to się cały czas zakochuję. -lekko się uśmiechnął. -Rydel! Pytanie vs wyzwanie?
-Wyzwanie. -szeroko się uśmiechnęła. 
-Poproś Ratliffa do tańca i ładnie z nim zatańcz. -blondynka popatrzyła się na brata. Chwilę się zawahała, ale w końcu razem zatańczyli.
-Jak słodko. -szeroko się uśmiechnęłam.
-Tak wiem, jestem uroczy. -powiedział bardzo poważnie Ell. Nagle zadzwonił telefon Rikera. Wyszedł. Po kilku minutach wrócił. Wyglądał na przerażonego.
-Riker...? -zaczęła Rydel. -Co się stało? 
-Ross... -kiedy usłyszałam jego imię wiedziałam już, że coś się mu stało. -Ross jest w szpitalu, miał wypadek, jego stan jest ciężki.Siedziałam bez ruchu.Nic nie widziałam.
-Alice? Wszystko dobrze? -poczułam jak Rocky mnie obejmuje. -Nie odpowiedziałam. -Chcesz jechać z nami do niego? -pokiwałam głową. Pomógł mi wstać. Ryland ze swoją dziewczyną też pojechali. Wszyscy po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Riker poszedł się dowiedzieć co jest z Rossem. Rocky zadzwonił do rodziców, a Rydel z Ellem siedzieli obok mnie. Blondynka się strasznie trzęsła. Wszyscy czekali na lekarza. Po 15 minutowy czekaniu w końcu wyszedł. Wszyscy się poderwali.
-I co z nim? -zapytała Rydel.
-Jego stan jest bardzo ciężki. -odpowiedział krótko. -Jest nieprzytomny. Może ktoś do niego wejść, ale jedna osoba.
-To może niech Alice pójdzie. -zaproponował Rocky, a reszta go poparła. Otworzyłam powoli drzwi od sali. Od razu w oczy rzuciła mi się ta blond czuprynka. Powoli podchodziłam do jego łóżka. Cała się trzęsłam. Pogłaskałam go po głowie i pocałowałam w czoło. Usiadłam na krześle które się znajdowało obok łóżka. Złapałam go za rękę.
Poczułam jak ściska moją rękę. Zaraz po tym rozluźnił uścisk, a wszystkie maszyny zaczęły wariować.
Lekarz i pielęgniarki wbiegły do sali. Odciągały mnie od niego, chciałam zostać, być przy nim. Wyprowadzili mnie z sali. Zsunęłam się po ścianie i po po prostu się rozpłakałam. Rydel usiadała obok mnie. Próbowali dowiedzieć się co się z nim dzieje, ale ja nie mogłam nic powiedzieć.

Mamy ten 19 rozdział. Tak jakoś naszła mnie wena, cały dzień przesiedziałam w domu. Więc bum. Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na komentarze. 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Kocham Was miśki i pozdrawiam.


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

18

Doszłam do drzwi Lynchów. Musiałam przeprosić Rossa. A co jak mi nie wybaczy. Znowu z moich oczu wypłynęły łzy. Weź się w garść. Zadzwoniłam. Nie czekałam długo. Usłyszałam kroki. Przetarłam ręką oczy i nie chciałam wiedzieć jak wyglądam. Otworzył Riker.
-Jest Ross? -od razu zadałam pytanie.
-Jess..a tobie co się stało? -nie odpowiedziałam tylko prosto pobiegłam do pokoju blondyna. Nie pukając weszłam do pokoju blondyna. Ross siedział obok jakiejś brunetki. Zatrzymałam się i nie wiedziałam co mam zrobić.
-Widzę, że już się pocieszyłeś.
-To nie tak... -próbował się bronić.
-A jak?
-To może ja już pójdę. -dziewczyna wstała i wyszła z pokoju.
-To nie tak jak myślisz. -podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam głowę w drugą stronę. -To koleżanka, ale nie jesteśmy ze sobą tak blisko jak ty z Connorem.
-Mnie z nim nic nie łączy i już raczej nic nie będzie! -wyrwałam rękę i kierowałam się do drzwi, ale blondyn znowu mnie złapał.
-Właśnie widzę. I jak fajnie było na imprezie? -do oczu znowu napłynęły mi łzy. -Co się stało? -rozpłakałam się. Przypomniałam mi się sytuacja sprzed kilku godzin. Nie mogłam nic powiedzieć. Chłopak mnie mocno przytulił.

-Przepraszam. -powiedziałam łapiąc oddech. Na chwilę mnie puścił i zamknął drzwi. Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Usiedliśmy na łóżku.
-Powiesz mi co się stało...?
-No bo... -próbowałam złapać oddech. -Był już trochę pijany i... -głos mi się załamał i znowu się rozpłakałam. -Próbował mnie zgwałcić. A ja głupia mu uwierzyłam, że się zmienił. -przytuliłam się do blondyna. Mocno mnie objął. Nic nie odpowiedział. Siedzieliśmy w ciszy, ale nagle do pokoju wbiegł Rocky.
-Ymm jest kolacja i Rydel się pyta czy jecie z nami. -powiedział stojąc w drzwiach.
-Jesteś głodna? -Ross popatrzył się na mnie. Pokiwałam przecząco głową. -Ja też nie jestem głodny. -Brunet wyszedł zamykając za sobą drzwi. Wyciągnął telefon w celu sprawdzenia godziny. -Jesteś śpiąca?
-Nie bardzo.
-Chodź. -podał mi rękę.
-Gdzie...? -powiedziałam dalej siedząc.
-Zobaczysz. -pociągnął mnie. Ubrałam standardowe trampki i wyszliśmy. W samochodzie siedzieliśmy w ciszy. Po dotarciu na miejsce jak się okazało plażę Ross otworzył mi drzwi. Szliśmy brzegiem oceanu trzymając buty w ręce. Doszliśmy w jakieś całkiem odludnione miejsce. Usiedliśmy wygodnie na piasku wpatrując się w powoli znikające gwiazdy. Robiło się coraz jaśniej.
Poczułam jak blondyn mnie obejmuje.Popatrzył mi głęboko w oczy.
-Ostatnio byłem na kastingu... -popatrzyłam na niego pytająco, bo oni czy nie wiedziała. -Dostałem jedną z głównych ról. -kontynuował. -I za miesiąc wylatuję do Londynu na zdjęcia... -to ostatnie powiedział nie pewnie. -patrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Z jednej strony się cieszyłam a z drugiej...już mniej. -Powiesz coś?
-No za bardzo nie wiem co mam powiedzieć.
-Cieszysz się? -pokiwałam głową. -Jak mnie nie będzie masz nie robić nic głupiego. -popatrzyłam na niego pytająco.
-A co bym niby miała zrobić? Będę grzeczna. -uśmiechnęłam się. -Mam pytanie?
-Hmm?
-Jestem taką...suką, tyle razy Cię skrzywdziłam, zrobiłam coś nie tak, a ty i tak mnie kochasz i zawsze mi pomagasz.Jak ty dajesz radę i masz siłę do tego?
-Bo za bardzo Cię kocham żeby Ci nie pomóc jak potrzebujesz tej pomocy. Fakt wiele razy mnie zawiodłaś, choćby tą sytuacją z Connorem, ale uważam, że jesteśmy dla siebie stworzeni i nie możemy tak po prostu tego wszystkiego przekreślić.
-Wow to było...takie, takie kochane. Kochany jesteś. -dałam mu buziaka w policzek.
-Wiem, wiem. Wracamy? -pokiwałam głową. Pojechaliśmy do domu.

Z dedykacją dla tych wszystkich kochanych osóbek co tak ładnie to wszystko czytają.
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, ale mam nadzieję, że nie będzie trzeba długo czekać.
Jeśli jest ktoś chętny żeby zrobić zwiastun to śmiało pisać do mnie na twitterze. Na pewno odpiszę. ♥
TWITTER: @tysiaczek_

czwartek, 7 sierpnia 2014

17

Obudził mnie mój wibrujący telefon. Z zamkniętymi oczami wyjęłam go z kieszeni. Ross. Odebrałam.
-Hmm?
-No nareszcie. Gdzie ty jesteś!?
-Też miło Cię słyszeć.
-Gdzie jesteś!?
-W parku.
-Zaraz po ciebie przyjadę, siedź tam. -rozłączył się.
Trochę głupio mi było. Zachowałam się jak jakaś idiotka, która na dodatek noc spędziła w parku. Nawet nie chciałam wiedzieć jak wyglądam. Na Rossa nie czekałam długo bo po chwili go już zobaczyłam. Nawet się do mnie nie odezwał. Miał prawo. Nie dziwię mu się. Poszłam za nim do samochodu. Do domu jechaliśmy w ciszy. Po wejściu do domu od razu poszedł do swojego pokoju trzaskając drzwiami, ja skierowałam się do kuchni gdzie zastałam Rydel.
-Gdzie ty tyle byłaś, martwiłam się.
-Musiałam trochę odreagować. -powiedziałam krótko nalewając wody do szklanki.
-Pokłóciłaś się z Rossem, prawda?
-Może trochę, ale no nie ważne. Idę chyba do mnie.
-Przecież nikt nie zabrania Ci tu mieszkać.
-Wiem... -wyszłam. Skierowałam się do pokoju blondyna, ponieważ znajdowały się tam moje klucze i chciałam zabrać kilka rzeczy. Weszłam nie pukając. Od razu skierowałam się do szafy i wyciągnęłam kilka rzeczy. Chłopak się tylko na mnie patrzył.
-Wybierasz się gdzieś? -zapytał po chwili.
-Tak, idę do siebie.
-Czemu?
-A czemu nie? -nie uzyskała już odpowiedzi. Wyszłam. Na dole zaczepił mnie jeszcze Ratliff. Nie miałam jakoś ochoty wyjaśniać im, że pokłóciłam się z Rossem o taką "bzdetę" i dla tego idę do siebie. Jakoś dawno nie była w moim domu. Czułam się tak trochę nieswojo. Nie miałam żadnych planów. Sięgnęłam po laptopa i weszłam na twittera. Dawno mnie tam nie było. I pomyśleć, że kiedyś całe dnie tam spędzałam. Nic ciekawego się tam nie działo. Dostałam sms.
"Może masz ochotę gdzieś wyjść?" -Connor. Umm w sumie i tak nie mam żadnych planów, a co mi tam.
"Okej. O której i gdzie?"
"18, przyjdę po ciebie ♥" -Eww jest dopiero 13. Mam jeszcze czas.
Postanowiłam wziąć sobie długą i gorącą kąpiel. Jakoś brakowało mi Rossa obok. Czułam się dziwnie kiedy go niema. W sumie to wszystko prze zemnie, ale no co mu się w tym nie podoba, że przyjaźnię się z Connorem. Jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Nie chcę o tym na razie myśleć. Mam w planach dobrze się bawić. W wannie spędziłam dobre 3 godziny. Potem był szybki makijaż i włosy.
Zaszalejemy ubieram sukienkę. Jakoś nigdy nie nosiłam sukienek, ale raz się żyje. Ubrałam krótką, koronkową, obcisłą czarną sukienkę. Do tego wysokie buty. Gotowa byłam o 17:55. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Connor! Otworzyłam.
-Oł ty masz sukienkę. -zmierzył mnie wzrokiem.
-No mam, mam.
-Muszę przyznać, że Ci pasuje. -uśmiechnął się zalotnie.
-Idziemy? -kiwnął głową. W samochodzie panowała cisza. Nagle poczułam jak mój telefon zawibrował. Sms.
"Tylko dla tego, że nie akceptuję, że tak po prostu mu wybaczyłaś to ty przekreślasz nasz cały związek?" -Pewnie widział jak wsiadam do tego samochodu. Cholera.
-Connor jakoś źle się czuję...odwieziesz mnie do domu?
-Przestań, przejdzie Ci.
-Proszę...
-Nie! -znowu przypomniał mi się ten stary Connor. Zaczęłam się bać bo nie wiedziałam co mu może przyjść do głowy. Nie chciałam o tym myśleć. Dojechaliśmy pod jakąś dużą willę...czyli jednak nie klub tylko jakaś domówka na której nikogo nie będę znała. Świetnie. Drzwi były otwarte. Poszłam za brunetem. Dom był zapełniony ludźmi. Głośna muzyka, drinki... jakoś nie czułam się za dobrze. To raczej nie moje klimaty. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Brunet na chwilkę gdzieś zniknął. Usiadłam na sofie czekając na niego. Po chwili jednak się pojawił z dwoma drinkami. Podał mi go. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Potem atmosfera się trochę rozluźniła. Jacyś obcy kolesie zaczęli mnie prosić do tańca. Connor znowu zachowywał się normalnie. Nagle pociągnął mnie za rękę i kierował się schodami na górę do jakiegoś pokoju. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Odepchnęłam go.
-Słyszałam, że jesteśmy przyjaciółmi.
-Wiedziałem, że jesteś głupia, ale nie aż tak. Jak się tak szybko nie poddaję kochanie. -znowu się do mnie zbliżył. Wybiegłam z domu. Miałam jakąś godzinę drogi do ulicy na której mieszkam. Zaczęłam płakać. Bo przez moją naiwność możliwe, że rozwaliłam mój i Rossa związek.

Jednak tak szybko mi z nim nie poszło jak myślałam. Jakoś nie miałam na niego pomysłu.I no dalej nie jest za długi, ale przynajmniej jest. Mam nadzieję, że się spodobał. Mi jakoś nie za bardzo, ale no jakoś idzie. Jakoś szybko zleciało, mamy już 17 rozdział. Dziękuję tym co czytają. Kocham was mordki. ♥

niedziela, 3 sierpnia 2014

16

-...masz jedną szanse.
-Nie zmarnuję jej. -lekko się uśmiechną.
-Mam nadzieję.
-Czyli między nami ok?
-Tak, ale teraz muszę już wracać.
-Szkoda. -nie byłam jeszcze gotowa żeby go przytulić na pożegnanie więc po prostu odeszłam. Powoli szłam w stronę domu. W domu zastałam Rockyego i Rossa. Blondyn właśnie wychodził z salonu.
-Gdzie ty mi się włóczysz? Hmmm? -podeszłam do niego i się przytuliłam.
-Musiałam coś załatwić i się udało. -uśmiechnęłam się. Popatrzył na mnie pytająco. -Potem Ci powiem.
-Teraz...proszę? -zrobił tą swoją minę na którą ja oczywiście uległam.
-Ugh! No to chodź do pokoju. -poszliśmy w stronę pokoju. Zamknęliśmy drzwi.
-Więc...
-Rozmawiałam z Connorem.
-I...?
-I przeprosił mnie, zostaliśmy przyjaciółmi.
-AA ty tak po prostu mu wybaczyłaś?
-Tak, za bardzo mi na nim zależy... -blondyn popatrzył się na mnie.
-Zależy...
-Nie tak jak myślisz, tyle z nim przeżyłam i bardzo go lubię... -miałam ochotę powiedzieć "kocham" -ale to tylko przyjaźń.
-A ja mam wrażenie, że ty dalej coś do niego czujesz.
-Nie wierzysz mi? -nic nie odpowiedział. Wkurzona wybiegłam z pokoju. Rocky próbował coś powiedzieć, ale nie zdążył bo wybiegłam z domu. Chciałam iść do mojego domu, ale jak na złość klucze były w domu Lynchów. Nie miałam za bardzo ochoty tam wracać. Chciałam uniknąć spotkania z Rossem. Postanowiłam się przejść. Miałam dziwną ochotę napić się czegoś mocniejszego. Znalazłam w kieszeni kilka monet. Podeszłam do pobliskiego sklepu.
-Co podać? -zapytał całkiem przystojny sprzedawca. Uhhhh znowu mi wyleciał, że mam chłopka.
-Nie wiem...coś mocniejszego. -ciemno włosy kiwną głową. Spełnił moje oczekiwania. Zapłaciłam i szybko wyszłam ze sklepu. Postanowiłam udać się do pobliskiego parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam małymi łykami popijać napój. Godziny mijały, robiło się coraz ciemniej. Popatrzyłam na ekran telefonu:
3 nieodebrane połączenia od Rockyego
6 nieodebranych połączeń od Rydel i 7 od Rossa.
A jednak się o mnie martwią. Schowałam telefon do kieszeni. Nie byłam w stanie wracać do domu. Położyłam się na ławce. Zasnęłam.

Wiem, krótki, ale nowy pojawi się szybko. Liczę na komentarze. Postaram nowy napisać jak najszybciej i mam nadzieję, że będzie lepszy. 

piątek, 1 sierpnia 2014

15

Leżałam na brzuch, a ręką próbowałam znaleźć Lyncha. Jednak mi się to nie udało. Odwróciłam się i ku mojemu zaskoczeniu go nie zobaczyłam. Sięgnęłam po telefon w celu sprawdzenia godziny. 13! Leniwie wstałam z łóżka i udałam się do kuchni. Zastałam tam tylko Rockyego, siedział przy stole zajadając się naleśnikami.
-Gdzie jest Ross? -zapytałam od razu po wejściu do kuchni.
-A może byś się tak przywitała, a nie. -popatrzył na mnie. 
-Cześć Rochy, gdzie Ross?
-Tak lepiej. -głupio i z satysfakcją się uśmiechnął.
-Wezwali go na plan i nie chciał Cię budzić..a i kazał żebym Ci zrobił śniadanie. -podsunął talerz z naleśnikami w moją stronę. 
-Ommmomo dziękuję. -usiadłam przy stole i zaczęłam pochłaniać posiłek. Brunet się tylko na mnie patrzył i uśmiechał. -Ej a tak w ogóle gdzie są wasi rodzice?
-Wyjechali na dwa tygodnie, a potem chyba się mają przeprowadzać bo coś tam mówili.
-Jakoś tak dziwnie będzie. -uśmiechnęłam się. Odwzajemnił mój. Uśmiech po chwili do kuchni przyszła reszta rodzeństwa. Siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy w sumie o wszystkim.
-To jakie macie plany na dzisiaj? -zapytała Rydel.
-Ja planuję się wybrać na jakieś zakupy...bo wiecie mój aniołek przylatuje. -wszyscy popatrzyli się na Rikera z miną "jaki aniołek". -Victoria idioci.
-No tak, wypadało by kupić nową koszulę. -dodał uśmiechnięty Ell.
-Ommm no to ja się zabieram z Rikusiem. -odpowiedziała Rydel. -A ty Alice masz jakieś plany? -wyrwała mnie z zamyślenia.
-Ymm...raczej nie, pewnie Ross wróci późno to posiedzę w domu przed telewizorem. -uśmiechnęłam się.
-Potowarzyszę Ci żebyś nie czuła się samotna. -dziwnie się na mnie popatrzył Rocky.
-Dz...dzięki. Na ciebie to zawsze można liczyć. -powiedziałam śmiejąc się.
-Wie, wiem.
-A ja nie zamierzam z wami siedzieć przed telewizorem tylko wybiorę się na zakupy. -powiedział dumnie Ell.
-Nie no, nie mam nic przeciwko żebyście się wybrali ze mną na zakupy. -odpowiedział ironicznie Riker.
-To jedziemy! Umm a ty Ryland gdzie? -powiedziała blondynka do wstającego brata.
-Idę do kumpla i nie wiem czy wrócę na noc. Pa. -wyszedł. Jeszcze chwilę posiedzieliśmy, ale po woli wszyscy się już zaczęli rozchodzić. W domu zostałam tylko ja i Rocky. Brunet siedział na fotelu, a ja leżałam na kanapie. Zaczęliśmy oglądać jakąś komedie romantyczną. Nie zbyt zwracałam uwagę na to co się dzieje woku mnie. Widziałam tylko ekran telewizora. Byłam tak skupiona na filmie, że nawet nie zauważyłam jak ktoś dzwoni do mnie. Dopiero uświadomił mi to Rocky.

-Halo?
-Cześć? I się nie rozłączaj. Może byś miała ochotę się przejść na spacer. Chcę tylko porozmawiać. Proszę...
-No nie wiem, nie chce mi się.
-Proszę...chcę tylko porozmawiać. -a co mi szkodzi.
-No dobra, już wychodzę, czekaj. -rozłączyłam się.

-Idziesz gdzieś?
-Idę się przejść, Connor dzwonił i mówi, ze chce porozmawiać. -Rocky nie znał tej całej historii z nim.
-Tak samego mnie zostawisz? -zrobił smutną minkę.
-No chętnie bym Cię zabrała, ale to rozmowa na cztery oczy...
-Dobra, dobra. -przewrócił oczami. Wyszłam z domu. Stał już na naszym podjeździe. Powoli podeszłam do niego. Na jego twarzy rysował się uśmiech. Przywitałam się z nim i poszliśmy powoli w stronę parku. Szliśmy powoli w ciszy.Jednak postanowiłam przerwać tą ciszę.
-To o czym chciałeś porozmawiać?
-Zrozumiałem, że masz chłopka z którym jesteś bardzo szczęśliwa. Nie chcę niszczyć waszego szczęścia. Wystarczy mi, że zepsułem swoje. Bądźmy przynajmniej przyjaciółmi, nic innego nie chcę. -popatrzył się na mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
-Nie mam pojęcia czy powinnam się zgodzić, ale...

I nareszcie mamy 15 rozdział. Pisałam go trzy razy i w końcu go mam. Wiem, że krótki i za to bardzo przepraszam, ale brak czasu.Dziękuję za komentarze i za to, że w ogóle ktoś to czyta. To pisanie nie idzie mi za dobrze, ale no jakoś się w to wszystko wplątałam i chciałam spróbować. Postaram się nowy rozdział dodać szybciej. 
Pozdrawiam wszystkich czytelników. ♥♥♥♥♥