-Jesteś. -powiedział zachrypniętym głosem.
-Jestem i nie zamierzam się nigdzie wybierać. -ścisnął moją dłoń.
-Kocham Cię i tęskniłem. -uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Potem jeszcze przyszło jego rodzeństwo i rodzice. Codziennie siedziałam przy jego łóżku. Rano jechałam do domu się przebrać i coś zjeść, a potem znowu do szpitala. Riker przyjeżdżał już z Victorią. Ross szybko wracał do zdrowia. Po miesiącu wyszedł ze szpitala, ale musiał lecieć na zdjęcia.
Ross w końcu skończył się pakować, dwa tygodnie go nie będzie. Nie wiem jak dam radę, ale muszę.
Siedziałam na jego łóżku patrząc jak zasuwa ostatnią walizkę.
Ostatni wieczór z nim przed długą rozłąką...pieprzone dwa tygodnie. Głęboko wzdychnęłam.
-Już. -stanął przede mną, złapał za ręce i się uśmiechnął. -Masz nie robić nic głupiego.
-Wiem...-powiedziałam przeciągając.
-Będę tęsknił. -ukucnął przede mną.
-Wiem, ale musisz tam lecieć. To tylko dwa tygodnie...co ja mówię to aż dwa tygodnie. -nacisnęłam na "aż".
-Będę codziennie dzwonił i pisał. Kilka razy dziennie...tak żebyś o mnie nie zapomniała.
-Ja? O tobie? Uwierz o tobie nie da się zapomnieć. -uśmiechnęłam się.
-Mhhyyy... -spuścił głowę. -domyśliłam się, że dalej chodzi mu o Connora.
-W tedy byłam głupia i dalej jestem, ale przepraszam.
-I teraz musisz ponieść odpowiednią karę. -uśmiechnął się złowieszczo i przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Potem wszystko potoczyło się po kolei.
Wcześnie rano Ross musiał jechać na lotnisko. Jeszcze przed tym zdążyłam się z nim pożegnać.
Mieliśmy jeszcze 15 minut tylko dla siebie. Usiedliśmy obok siebie na łóżku łapiąc się za ręce. Po moim policzku spłynęła łza, blondyn ją szybko otarł.
-Ej nie płacz. -wtuliłam się w niego. Mocno mnie objął. -Wiesz, że jak bym mógł to bym Cię wziął. -pokiwałam głową.
-Będę bardzo tęsknić, ale będę czekać.
-Masz się sama w nocy nigdzie nie włóczyć. -popatrzyłam na niego zirytowana. Mocno mnie przytulił. -Chodź bo muszę już jechać. -wstał i podał mi rękę, zeszliśmy na duł. Riker miał go odwieść na lotnisko. Przytuliłam się do niego jeszcze przy samochodzie. Pojechał, a ja się rozpłakałam. Przytuliłam się do Rydel.
Tydzień później
Wszystko powoli się uspokoiło. Praktycznie całe dnie spędzałam w domu. Codziennie rozmawiałam z Rossem przez telefon.
Każdego dnia z niecierpliwością czekałam na ten jeden telefon. Jedna rozmowa, która trwała 10 minut, to było zdecydowanie za mało jak dla mnie.
Teraz jak go nie było poduszka była moim partnerem...dobra stop dziwnie to zabrzmiało.
Siedziałam sama w domu bo wszyscy gdzieś wyszli...nie wiem kiedy zasnęłam...chciałam obudzić się za tydzień. Żeby już moje kochanie było przy mnie, przytulił mnie i powiedział, że już nigdy mnie nie zostawi.
Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale nie mogłam jakoś napisać tego rozdziału.
Tak wiem krótki.
Beznadziejny, ale jest!
Teraz będę rozdziały dodawać rzadziej bo wiecie...szkoła się zacznie i te sprawy.
Jak macie jakieś pytanie wejdźcie w zakładkę "kontakt".
Piszcie mi swoją opinię w komentarzach.
Kocham Was! ♥
Każdego dnia z niecierpliwością czekałam na ten jeden telefon. Jedna rozmowa, która trwała 10 minut, to było zdecydowanie za mało jak dla mnie.
Teraz jak go nie było poduszka była moim partnerem...dobra stop dziwnie to zabrzmiało.
Siedziałam sama w domu bo wszyscy gdzieś wyszli...nie wiem kiedy zasnęłam...chciałam obudzić się za tydzień. Żeby już moje kochanie było przy mnie, przytulił mnie i powiedział, że już nigdy mnie nie zostawi.
Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale nie mogłam jakoś napisać tego rozdziału.
Tak wiem krótki.
Beznadziejny, ale jest!
Teraz będę rozdziały dodawać rzadziej bo wiecie...szkoła się zacznie i te sprawy.
Jak macie jakieś pytanie wejdźcie w zakładkę "kontakt".
Piszcie mi swoją opinię w komentarzach.
Kocham Was! ♥

