czwartek, 7 sierpnia 2014

17

Obudził mnie mój wibrujący telefon. Z zamkniętymi oczami wyjęłam go z kieszeni. Ross. Odebrałam.
-Hmm?
-No nareszcie. Gdzie ty jesteś!?
-Też miło Cię słyszeć.
-Gdzie jesteś!?
-W parku.
-Zaraz po ciebie przyjadę, siedź tam. -rozłączył się.
Trochę głupio mi było. Zachowałam się jak jakaś idiotka, która na dodatek noc spędziła w parku. Nawet nie chciałam wiedzieć jak wyglądam. Na Rossa nie czekałam długo bo po chwili go już zobaczyłam. Nawet się do mnie nie odezwał. Miał prawo. Nie dziwię mu się. Poszłam za nim do samochodu. Do domu jechaliśmy w ciszy. Po wejściu do domu od razu poszedł do swojego pokoju trzaskając drzwiami, ja skierowałam się do kuchni gdzie zastałam Rydel.
-Gdzie ty tyle byłaś, martwiłam się.
-Musiałam trochę odreagować. -powiedziałam krótko nalewając wody do szklanki.
-Pokłóciłaś się z Rossem, prawda?
-Może trochę, ale no nie ważne. Idę chyba do mnie.
-Przecież nikt nie zabrania Ci tu mieszkać.
-Wiem... -wyszłam. Skierowałam się do pokoju blondyna, ponieważ znajdowały się tam moje klucze i chciałam zabrać kilka rzeczy. Weszłam nie pukając. Od razu skierowałam się do szafy i wyciągnęłam kilka rzeczy. Chłopak się tylko na mnie patrzył.
-Wybierasz się gdzieś? -zapytał po chwili.
-Tak, idę do siebie.
-Czemu?
-A czemu nie? -nie uzyskała już odpowiedzi. Wyszłam. Na dole zaczepił mnie jeszcze Ratliff. Nie miałam jakoś ochoty wyjaśniać im, że pokłóciłam się z Rossem o taką "bzdetę" i dla tego idę do siebie. Jakoś dawno nie była w moim domu. Czułam się tak trochę nieswojo. Nie miałam żadnych planów. Sięgnęłam po laptopa i weszłam na twittera. Dawno mnie tam nie było. I pomyśleć, że kiedyś całe dnie tam spędzałam. Nic ciekawego się tam nie działo. Dostałam sms.
"Może masz ochotę gdzieś wyjść?" -Connor. Umm w sumie i tak nie mam żadnych planów, a co mi tam.
"Okej. O której i gdzie?"
"18, przyjdę po ciebie ♥" -Eww jest dopiero 13. Mam jeszcze czas.
Postanowiłam wziąć sobie długą i gorącą kąpiel. Jakoś brakowało mi Rossa obok. Czułam się dziwnie kiedy go niema. W sumie to wszystko prze zemnie, ale no co mu się w tym nie podoba, że przyjaźnię się z Connorem. Jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Nie chcę o tym na razie myśleć. Mam w planach dobrze się bawić. W wannie spędziłam dobre 3 godziny. Potem był szybki makijaż i włosy.
Zaszalejemy ubieram sukienkę. Jakoś nigdy nie nosiłam sukienek, ale raz się żyje. Ubrałam krótką, koronkową, obcisłą czarną sukienkę. Do tego wysokie buty. Gotowa byłam o 17:55. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Connor! Otworzyłam.
-Oł ty masz sukienkę. -zmierzył mnie wzrokiem.
-No mam, mam.
-Muszę przyznać, że Ci pasuje. -uśmiechnął się zalotnie.
-Idziemy? -kiwnął głową. W samochodzie panowała cisza. Nagle poczułam jak mój telefon zawibrował. Sms.
"Tylko dla tego, że nie akceptuję, że tak po prostu mu wybaczyłaś to ty przekreślasz nasz cały związek?" -Pewnie widział jak wsiadam do tego samochodu. Cholera.
-Connor jakoś źle się czuję...odwieziesz mnie do domu?
-Przestań, przejdzie Ci.
-Proszę...
-Nie! -znowu przypomniał mi się ten stary Connor. Zaczęłam się bać bo nie wiedziałam co mu może przyjść do głowy. Nie chciałam o tym myśleć. Dojechaliśmy pod jakąś dużą willę...czyli jednak nie klub tylko jakaś domówka na której nikogo nie będę znała. Świetnie. Drzwi były otwarte. Poszłam za brunetem. Dom był zapełniony ludźmi. Głośna muzyka, drinki... jakoś nie czułam się za dobrze. To raczej nie moje klimaty. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Brunet na chwilkę gdzieś zniknął. Usiadłam na sofie czekając na niego. Po chwili jednak się pojawił z dwoma drinkami. Podał mi go. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Potem atmosfera się trochę rozluźniła. Jacyś obcy kolesie zaczęli mnie prosić do tańca. Connor znowu zachowywał się normalnie. Nagle pociągnął mnie za rękę i kierował się schodami na górę do jakiegoś pokoju. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Odepchnęłam go.
-Słyszałam, że jesteśmy przyjaciółmi.
-Wiedziałem, że jesteś głupia, ale nie aż tak. Jak się tak szybko nie poddaję kochanie. -znowu się do mnie zbliżył. Wybiegłam z domu. Miałam jakąś godzinę drogi do ulicy na której mieszkam. Zaczęłam płakać. Bo przez moją naiwność możliwe, że rozwaliłam mój i Rossa związek.

Jednak tak szybko mi z nim nie poszło jak myślałam. Jakoś nie miałam na niego pomysłu.I no dalej nie jest za długi, ale przynajmniej jest. Mam nadzieję, że się spodobał. Mi jakoś nie za bardzo, ale no jakoś idzie. Jakoś szybko zleciało, mamy już 17 rozdział. Dziękuję tym co czytają. Kocham was mordki. ♥

3 komentarze:

  1. Jest super. Jest dłuższy niż tamten ale mógłby być dłuższy bo kocham to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cooo? Co się dzieje? Ale ten Connor jest okropny.
    Alice zachowała się jak wariatka, jakby chciała, żeby zawsze Ross za nią latał. Zrobiła awanturę o byle gówno, a Ross miał prawo tak myśleć. Zdenerwowała mnie.
    Proszę, zwracaj uwagę na to 'otwarłam'. Powinno być 'otworzyłam'.
    Czekam na next
    rossomefanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń