Obudziłam się w środku nocy z silnymi skurczami, jęknęłam cicho. Ross od jakiegoś czasu był czujny, obudził się.
-Już? -zapytał gwałtownie się podnosząc. Pokiwałam głową. Zerwał się z łóżka.
-Odeszły mi wody. -szepnęłam.
-Czekaj, wytrzymaj. -ewidentnie panikował, jak bym nie była w takim stanie do może by to było słodkie. Zaczął szybko pakować moje najpotrzebniejsze rzeczy.
-Jessu uspokójcie się, jest 3 nad ranem..ja chcę spać! -w drzwiach staną zaspany Rocky.
-Ali rodzi! Jak dude mam być spokojny!? -Ross trzasnął drzwiami od szafy. Pomógł mi wstać. Cały się trząsł, bałam się, że nie dam rady. Rocky patrzył na brata z uśmiechem, ta zdenerwowany Ross go chyba rozbawił, zdenerwowany? Przestraszony. Mark pojechał z nami bo Ross był w gorszym stanie ode mnie i nie mógł prowadzić.
-Ross to ja rodzę, nie ty. -powiedziałam śmiejąc się nerwowo. Popatrzył na mnie krzywo. Dojechaliśmy do szpitala, a nie długo po tym wylądowałam na porodówce. Ross był obok, trzymał mnie mocno za rękę.
-Jessu nienawidzę cię Lynch! -zawołałam płacząc. Ból był nie do wytrzymania. Nie brał tego na poważni, ale był przerażony, spocił się bardziej ode mnie.
-Wiem. -pocałował mnie w czoło. Usłyszałam płacz dziecka, odetchnęłam z ulgą zamykając oczy.
-Mają państwo synka. -powiedziała pielęgniarka. Chłopak był szczęśliwy, a jednocześnie dumny ze mnie, no i z siebie, że dał rade. Przytulił mnie.
Przenieśli mnie na sale, leżałam z zamkniętymi oczami trzymając Rossa za rękę.
-Byłaś dzielna. -szepnął mi do ucha.
-Ty też. -uśmiechnęłam się. Pocałował mnie w czoło. Do sali weszła pielęgniarka z małym zawiniątkiem, włożyła małego do łóżeczka, które stało obok. Blondyn od razu się poderwał, zajrzał do łóżeczka, uśmiechnął się.
-Mamy synka... -szepnął. -Mogę go wziąć na ręce? -popatrzył na pielęgniarkę. Wyjęła ostrożnie małego i włożyła go Rossowi w ramiona. Pielęgniarka nas zostawiła. Ross podszedł z nim do mnie uśmiechając się.
-Nie chcę, weź go. -poprosiłam czując łzy.
-Ale to... -nie pozwoliłam mu do kończyć, nie chciałam tego dziecka, poczułam takie obrzydzenie do niego.
-Nie chcę go! Rozumiesz! -rozpłakałam się.
-To jest nasze dziecko... -powiedział patrząc na malucha. Przyszła pielęgniarka, zabrała mu małego, który się rozpłakał. Ross wyszedł z sali, widziałam przez szybę jak rozmawia z Markiem.
Zmęczona zasnęłam, obudziłam się po trzech godzinach. Blondyn siedział obok z głową na łóżku, spał, uśmiechnęłam się lekko głaszcząc go po włosach, przebudził się, poderwał głowę do góry.
-Ali...-szepnął błagalnym głosem.
-Boję się...za bardzo...przepraszam. -szepnęłam, po policzku spłynęła mi łza.
BUM mamy kolejny rozdział, mam nadzieję, że go poczytacie i po komentujecie bo to dla mnie WIELKA motywacja.
Mam nadzieję, że przeczytacie tego imagina i go jakoś ocenicie.
Emm no to kolejny rozdział się pojawi jak będzie minimum 5 komentarzy, tak chcę wiedzieć ile naprawdę osób to czyta.
Przepraszam za wszystkie błędy i w ogóle, ale pisałam go na szybko i nie jestem z niego za bardzo zadowolona.
A i w ogóle Kocham Was!
CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
środa, 12 listopada 2014
wtorek, 11 listopada 2014
imagine Victori
Misie łapcie tu imagine Victori...
Taa wiem jest zajebisty bo to jej i wg, ale piszcie w komentarzach co o tym sądzicie!
-Victoria idziesz ze mną poćwiczyć na ringu? – spytał mój starszy brat.
Od dziecka kręci go boks. Jestem moim przeciwieństwem. Niczego się nie boi, zawsze jest pewny siebie, a ja? Ja jestem nieśmiała, nigdy nie narażam się nikomu, ale gdzieś tam w głębi siebie kocham ten sport. Boks chodziarz jest tak strasznie brutalnym sportem ma to coś w sobie, tą magię.
- Pewnie, że idę. Daj mi chwilę przebiorę się i pozwolisz, że dzisiaj z toba poćwiczę. – uśmiechnęłam się szeroko do brata.
- Wow moja młodsza, zawsze mało pewna siebie siostrzyczka chcę zwojować coś w boksie. – Radek się zaśmiał. – Jestem z ciebie dumny. – puścił mi oczko, po czym wyszedł z pokoju.
Szybko się przebrałam i już po około 40min. Byliśmy na miejscu, czyli na sali treningowej. Mój starszy brat dużo mi mówił, między innymi jak mam uderzać, ale niestety nie wychodziło mi to. Uderzałam zbyt lekko a o to tu nie chodziło.
-Mała wyobraź sobie, że stoi przed tobą ktoś, kto cie skrzywdził, kogo nienawidzisz. – Radek na chwilę zamilkł. – Spróbuj. – wyszeptał mi do ucha, po czym odszedł o kilka kroków, gotowy do walki.
Zamknęłam oczy i się skoncentrowałam. Przed oczami miałam obraz swojego ojca, który zostawił mnie i Radka jak byliśmy bardzo mali.
Podeszłam do brata i z całej siły przywaliłam mu w twarz. Dosłownie w mgnieniu oka leżał na deskach.
-Niezły cios mała. – ktoś rzekł. Szybko obejrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam niczego sobie chłopaka. – Ale zrozum to miejsce raczej nie jest dla ciebie. Jesteś drobna a chyba nie chcielibyśmy, aby ktoś obił ci przypadkowo tą śliczną twarzyczkę. – zaśmiał się cicho.
Niestety to dla mnie nie było śmieszne i czym prędzej zeszłam z ringu i pokierowałam się na tyły budynku, aby się trochę uspokoić. Naprawdę chciałabym być silna osobą, która w tym momencie rzuciłaby temu chłopakowi jakiś zadziorny tekst, ale niestety to nie w moim typie. Zawsze w takich momentach staram się odizolować od ludzi. Niestety tym razem mi się to nie udało.
Nagle ktoś podszedł, usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.
- Nie bierz tego do siebie, co powiedziałem. – chłopak , przez którego wyszłam wcześniej z budynku tym razem wziął w dłonie moją twarz, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. – To nie miało tak zabrzmieć. Jesteś naprawdę dobra. –po chwili odsunął się ode mnie i położył swoją prawą rękę na
swoim sercu. – Mówię to ci, jako doświadczony bokser. – uśmiechnął się do mnie a ja poczułam się tak jakoś inaczej. Czyżby motylki w brzuchu? Nie to raczej nie to. Za wcześnie na to. Szybko skarciłam się w myślach.
- Serio? – spytałam po chwili. – Jesteś bokserem?
- Serio, serio. – znów się uśmiechnął. – Mam na imię Artur.
- Viktoria.
… i tak właśnie zaczęła się moja przygoda z jednym z najsławniejszych bokserów w Polsce. Pamiętam wszystkie najważniejsze dla niego walki, zawsze byłam przy nim, a gdy to ja potrzebowałam wsparcia on był przy mnie.
Pamiętam… jego walkę o być, albo nie być.
Od rana był bardzo zdenerwowany. Bał się. Właśnie tak. Ten mężczyzna, który niczego się nie bał, a jednak. Był tak przerażony jak nigdy.
- Kochanie dasz radę. – starałam się go pocieszyć.
- Nie dam. Rozumiesz? Mój przeciwnik jest ode mnie silniejszy. – w jego oczach widziałam strach.
- Okay. Jeśli moje pocieszenia nic ci nie pomagają to zadziałam inaczej. – odchrząknęłam. – Jeśli dzisiaj przegrasz śpisz w salonie.
Wtedy cały dzień się z niego w ten sposób nabijałam chodziarz kłamałam, nigdy nie wyrzuciłabym go z naszej sypialni, a on biedny w to wszystko uwierzył. A gdy już wygrał, co było dla mnie wiadome od samego początku podszedł do mnie i rzekł:
- Wygrałem. Nie śpię w salonie, więc się bój! – po czym pocałował mnie przelotnie i poszedł udzielać wywiadu.
Pamiętam… dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Od rana chodziłam podenerwowana. Mieszkałam wtedy niestety z Radkiem, ponieważ byłam pokłócona z Arturem. Nie miałam pojęcia jak mu to powiedzieć? A jeśli on nie chce tego dziecka? Jeśli rozstaniemy się już na zawsze? Jeśli nigdy się już do niego nie przytulę? Wiele tego typu pytań chodziło mi po głowie.
Wieczorem, kiedy leżałam i płakałam w poduszkę dostałam SMS-a. Oczywiście od niego. Od razu przeczytałam jego treść „ Wyjdź na balkon. Proszę. „ . Oczywiście już po chwili stałam na balkonie, z którego ujrzałam Artura śpiewającego piosenkę Artura Rojka – Syreny. Chodziarz dobrze wiedział, że nie umie śpiewać, zrobił to i za to go kochałam.
Gdy przestał zbiegłam do niego na dół i mocno się w niego wtuliłam, ale wciąż się przejmowałam tym jak mu powiedzieć o ciąży. Mój chłopak szybko skapnął się, że jest coś nie tak, więc się spytał o to a ja mu odpowiedziałam, że jestem z nim w ciąży, a ten jakby nigdy nic zaczął na cały głos krzyczeć „ Zostanę ojcem! „
Pamiętam… również dzień, kiedy go zabrakło. Zostawił mnie samą z dwójką kochanych dzieci i szóstką wnucząt. Dzieciaki często przychodzą do mnie i błagają mnie abym opowiedziała im jakąś historię o dziadku, a ja oczywiście im opowiadam, bo przecież miałam, co. Tyle razem przeżyliśmy. To były najlepsze lata mojego życia, które już nie wrócą.
Tak bardzo za nim tęsknię…
NO TO MISIE KOMENTUJEMY!!
JA OSOBIŚCIE UWAŻAM, ŻE JEST ZAJEBISTY!
Taa wiem jest zajebisty bo to jej i wg, ale piszcie w komentarzach co o tym sądzicie!
-Victoria idziesz ze mną poćwiczyć na ringu? – spytał mój starszy brat.
Od dziecka kręci go boks. Jestem moim przeciwieństwem. Niczego się nie boi, zawsze jest pewny siebie, a ja? Ja jestem nieśmiała, nigdy nie narażam się nikomu, ale gdzieś tam w głębi siebie kocham ten sport. Boks chodziarz jest tak strasznie brutalnym sportem ma to coś w sobie, tą magię.
- Pewnie, że idę. Daj mi chwilę przebiorę się i pozwolisz, że dzisiaj z toba poćwiczę. – uśmiechnęłam się szeroko do brata.
- Wow moja młodsza, zawsze mało pewna siebie siostrzyczka chcę zwojować coś w boksie. – Radek się zaśmiał. – Jestem z ciebie dumny. – puścił mi oczko, po czym wyszedł z pokoju.
Szybko się przebrałam i już po około 40min. Byliśmy na miejscu, czyli na sali treningowej. Mój starszy brat dużo mi mówił, między innymi jak mam uderzać, ale niestety nie wychodziło mi to. Uderzałam zbyt lekko a o to tu nie chodziło.
-Mała wyobraź sobie, że stoi przed tobą ktoś, kto cie skrzywdził, kogo nienawidzisz. – Radek na chwilę zamilkł. – Spróbuj. – wyszeptał mi do ucha, po czym odszedł o kilka kroków, gotowy do walki.
Zamknęłam oczy i się skoncentrowałam. Przed oczami miałam obraz swojego ojca, który zostawił mnie i Radka jak byliśmy bardzo mali.
Podeszłam do brata i z całej siły przywaliłam mu w twarz. Dosłownie w mgnieniu oka leżał na deskach.
-Niezły cios mała. – ktoś rzekł. Szybko obejrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam niczego sobie chłopaka. – Ale zrozum to miejsce raczej nie jest dla ciebie. Jesteś drobna a chyba nie chcielibyśmy, aby ktoś obił ci przypadkowo tą śliczną twarzyczkę. – zaśmiał się cicho.
Niestety to dla mnie nie było śmieszne i czym prędzej zeszłam z ringu i pokierowałam się na tyły budynku, aby się trochę uspokoić. Naprawdę chciałabym być silna osobą, która w tym momencie rzuciłaby temu chłopakowi jakiś zadziorny tekst, ale niestety to nie w moim typie. Zawsze w takich momentach staram się odizolować od ludzi. Niestety tym razem mi się to nie udało.
Nagle ktoś podszedł, usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.
- Nie bierz tego do siebie, co powiedziałem. – chłopak , przez którego wyszłam wcześniej z budynku tym razem wziął w dłonie moją twarz, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. – To nie miało tak zabrzmieć. Jesteś naprawdę dobra. –po chwili odsunął się ode mnie i położył swoją prawą rękę na
swoim sercu. – Mówię to ci, jako doświadczony bokser. – uśmiechnął się do mnie a ja poczułam się tak jakoś inaczej. Czyżby motylki w brzuchu? Nie to raczej nie to. Za wcześnie na to. Szybko skarciłam się w myślach.
- Serio? – spytałam po chwili. – Jesteś bokserem?
- Serio, serio. – znów się uśmiechnął. – Mam na imię Artur.
- Viktoria.
… i tak właśnie zaczęła się moja przygoda z jednym z najsławniejszych bokserów w Polsce. Pamiętam wszystkie najważniejsze dla niego walki, zawsze byłam przy nim, a gdy to ja potrzebowałam wsparcia on był przy mnie.
Pamiętam… jego walkę o być, albo nie być.
Od rana był bardzo zdenerwowany. Bał się. Właśnie tak. Ten mężczyzna, który niczego się nie bał, a jednak. Był tak przerażony jak nigdy.
- Kochanie dasz radę. – starałam się go pocieszyć.
- Nie dam. Rozumiesz? Mój przeciwnik jest ode mnie silniejszy. – w jego oczach widziałam strach.
- Okay. Jeśli moje pocieszenia nic ci nie pomagają to zadziałam inaczej. – odchrząknęłam. – Jeśli dzisiaj przegrasz śpisz w salonie.
Wtedy cały dzień się z niego w ten sposób nabijałam chodziarz kłamałam, nigdy nie wyrzuciłabym go z naszej sypialni, a on biedny w to wszystko uwierzył. A gdy już wygrał, co było dla mnie wiadome od samego początku podszedł do mnie i rzekł:
- Wygrałem. Nie śpię w salonie, więc się bój! – po czym pocałował mnie przelotnie i poszedł udzielać wywiadu.
Pamiętam… dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Od rana chodziłam podenerwowana. Mieszkałam wtedy niestety z Radkiem, ponieważ byłam pokłócona z Arturem. Nie miałam pojęcia jak mu to powiedzieć? A jeśli on nie chce tego dziecka? Jeśli rozstaniemy się już na zawsze? Jeśli nigdy się już do niego nie przytulę? Wiele tego typu pytań chodziło mi po głowie.
Wieczorem, kiedy leżałam i płakałam w poduszkę dostałam SMS-a. Oczywiście od niego. Od razu przeczytałam jego treść „ Wyjdź na balkon. Proszę. „ . Oczywiście już po chwili stałam na balkonie, z którego ujrzałam Artura śpiewającego piosenkę Artura Rojka – Syreny. Chodziarz dobrze wiedział, że nie umie śpiewać, zrobił to i za to go kochałam.
Gdy przestał zbiegłam do niego na dół i mocno się w niego wtuliłam, ale wciąż się przejmowałam tym jak mu powiedzieć o ciąży. Mój chłopak szybko skapnął się, że jest coś nie tak, więc się spytał o to a ja mu odpowiedziałam, że jestem z nim w ciąży, a ten jakby nigdy nic zaczął na cały głos krzyczeć „ Zostanę ojcem! „
Pamiętam… również dzień, kiedy go zabrakło. Zostawił mnie samą z dwójką kochanych dzieci i szóstką wnucząt. Dzieciaki często przychodzą do mnie i błagają mnie abym opowiedziała im jakąś historię o dziadku, a ja oczywiście im opowiadam, bo przecież miałam, co. Tyle razem przeżyliśmy. To były najlepsze lata mojego życia, które już nie wrócą.
Tak bardzo za nim tęsknię…
NO TO MISIE KOMENTUJEMY!!
JA OSOBIŚCIE UWAŻAM, ŻE JEST ZAJEBISTY!
sobota, 1 listopada 2014
25
Zdecydowałam się wrócić z nimi do LA, rodzice...em nie byli zachwyceni, ale no trudno, jestem dorosła w dodatku w ciąży, a dziecko chcę wychować przy jego ojcu którego bardzo kocham.
Ross był trochę nad opiekuńczy i czasami był nie do zniesienia.
Byłam już w 8 miesiącu, brzuch mi zawadzał, próbowałam się jakoś trzymać, ale nie dawałam rady mimo starań Rossa, często płakałam. Nie dawałam sobie rady z tym wszystkim, Lynchowie z Ratliffem też musieli załatwiać różne sprawy związane z zespołem, często nalegali żebym z nim jechała, w szczególności Ross i Rydel. Nie chciałam, za pewne bym im tylko przeszkadzała.
Takie dni, jak dzisiejszy zawsze spędzałam w łazience z żyletką w ręce...może to nie ucieczka od problemów, ale dawało ulgę...przynajmniej na chwilę. Nie popieram cięcia...bo kto popiera? Ale nie potrafiłam przestać.
Leżałam na sofie w salonie przykryta koce, czekałam aż wrócą i mnie ktoś przytuli. Poczułam silne kopnięcie, jęknęłam cicho. Miałam dość tej ciąży. Może powinnam oddać to dziecko do adopcji...ta, ale już widzę Rossa jak się na to zgadza. Dziecko nie będzie jego problemem tylko moim, on pojedzie w trasę, a ja zostanę z nim sama, zajebiście.
Po kilku godzinach w końcu wrócili, Ross od razu wpadł do salonu żeby sprawdzić czy jest ze mną wszystko dobrze.
-A jak się czujesz? -zapytał siadając i obejmując mnie ramieniem.
-Ross ja nie umieram...jestem tylko...taaa tylko w ciąży -powiedziałam opierając głowę o jego ramię, popatrzył na mnie uważnie i przytulił.
-Martwiłem się, nie odbierałaś... -objął mnie ramieniem.
-Nie potrzebnie...miałam telefon w sypialni -jęknęłam czując kolejne kopnięcie. Położył rękę na moim brzuchu.
-Kocham Was... -szepnął całując mnie w czoło. Westchnęłam, wiedziałam, że prędzej czy później będę mu musiała powiedzieć o adopcji. Bałam się tej rozmowy. Rocky wszedł dumnie do salonu i wepchał się między nas odpychając Rossa, przytulił mnie, uśmiechnęłam się, blondynowi chyba nie za bardzo to się spodobało bo po chwili Rocky siedział na podłodze, a Ross na nim.
-Nie wiem czy wypada mi być zazdrosną, ale jestem! -zawołałam próbując zachować grobową minę.
-Co? Uważasz, że ja z nim...pfff! -zawołał oburzony Ross. -Ja tylko z tobą. -dodał po chwili patrząc na mnie, uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Taaa mamy tego skutki... -Rocky. Ross rzucił w niego poduszką. Westchnęłam. -Bo nawet idioto nie potrafisz się zabezpieczyć! -Rocky zwalił z siebie brata i usiadł obok mnie.
-Ja się cieszę, że będę miał dziecko i mi to jakoś nie przeszkadza! -zawołał Ross. Wstał i mocno mnie przytulił. Miałam łzy w oczach, może Rossowi to nie przeszkadzało, ale reszcie chyba tak.
-Ja chyba pójdę się wykąpać...-powiedziałam wstając z trudem, w tym momencie do salonu wszedł Riker z Viktorią.
-Mamy coś dla Was! -zawołał Riker pokazując niebieskie śpioszki. Już było wiadomo, że to chłopczyk. Ross był szczęśliwy i dumny z tego, że będzie ojcem. Podał nam śpioszki, przytuliłam go i Viktorię w podzięce za ubranko. Wyszłam z salonu, zahaczyłam jeszcze o pokój zabierając ręcznik, w łazience był już Ross. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Chcę się wykąpać... -chciałam go wypchnąć z łazienki, ale nie dałam rady.
-A ja tu zostaję...muszę Cię pilnować. -powiedział zamykając drzwi.
-Taaa jasne, przyznaj się, że chcesz sobie tylko popatrzeć.
-Pfff mogę to zrobić kiedy mam tylko na to ochotę. -powiedział ironicznie, popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Jasne! A teraz się odwróć bo chcę się rozebrać! -powiedziałam stanowczo.
-Myślisz, że Cię nigdy nie widziałem nago?
-Jessu Ross! Teraz wyglądam jak jakieś gówno, a to wszystko przez to, że nie potrafisz się zabezpieczyć! -powiedziałam z wyrzutem, miałam łzy w oczach, ale po chwili zaczęłam żałować tych słów.
-Myślałem, że się cieszysz... -Ross mający łzy w oczach...rzadki widok, ale momentalnie robi mi się go w tedy szkoda i mam ogromną potrzebę go przytulić, tak też zrobiłam.
-Cieszę... -skłamałam. -Przepraszam. -pocałowałam go delikatnie. Uśmiechnął się. Pomógł mi się rozebrać, stałam chwilę patrząc w lustro, wyglądałam strasznie...ale jemu to chyba nie przeszkadzało, obejmował mnie od tylu uśmiechając się, po kilku minutach takiego stania w końcu weszłam pod prysznic z nim, pomógł mi się umyć.
Po godzinie leżeliśmy już w łóżku wtuleni w siebie.
Widzę, że już chyba nikt tego nie czyta...
Wiem nie wychodzi mi to pisanie....
przepraszam...
Ross był trochę nad opiekuńczy i czasami był nie do zniesienia.
Byłam już w 8 miesiącu, brzuch mi zawadzał, próbowałam się jakoś trzymać, ale nie dawałam rady mimo starań Rossa, często płakałam. Nie dawałam sobie rady z tym wszystkim, Lynchowie z Ratliffem też musieli załatwiać różne sprawy związane z zespołem, często nalegali żebym z nim jechała, w szczególności Ross i Rydel. Nie chciałam, za pewne bym im tylko przeszkadzała.
Takie dni, jak dzisiejszy zawsze spędzałam w łazience z żyletką w ręce...może to nie ucieczka od problemów, ale dawało ulgę...przynajmniej na chwilę. Nie popieram cięcia...bo kto popiera? Ale nie potrafiłam przestać.
Leżałam na sofie w salonie przykryta koce, czekałam aż wrócą i mnie ktoś przytuli. Poczułam silne kopnięcie, jęknęłam cicho. Miałam dość tej ciąży. Może powinnam oddać to dziecko do adopcji...ta, ale już widzę Rossa jak się na to zgadza. Dziecko nie będzie jego problemem tylko moim, on pojedzie w trasę, a ja zostanę z nim sama, zajebiście.
Po kilku godzinach w końcu wrócili, Ross od razu wpadł do salonu żeby sprawdzić czy jest ze mną wszystko dobrze.
-A jak się czujesz? -zapytał siadając i obejmując mnie ramieniem.
-Ross ja nie umieram...jestem tylko...taaa tylko w ciąży -powiedziałam opierając głowę o jego ramię, popatrzył na mnie uważnie i przytulił.
-Martwiłem się, nie odbierałaś... -objął mnie ramieniem.
-Nie potrzebnie...miałam telefon w sypialni -jęknęłam czując kolejne kopnięcie. Położył rękę na moim brzuchu.
-Kocham Was... -szepnął całując mnie w czoło. Westchnęłam, wiedziałam, że prędzej czy później będę mu musiała powiedzieć o adopcji. Bałam się tej rozmowy. Rocky wszedł dumnie do salonu i wepchał się między nas odpychając Rossa, przytulił mnie, uśmiechnęłam się, blondynowi chyba nie za bardzo to się spodobało bo po chwili Rocky siedział na podłodze, a Ross na nim.
-Nie wiem czy wypada mi być zazdrosną, ale jestem! -zawołałam próbując zachować grobową minę.
-Co? Uważasz, że ja z nim...pfff! -zawołał oburzony Ross. -Ja tylko z tobą. -dodał po chwili patrząc na mnie, uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Taaa mamy tego skutki... -Rocky. Ross rzucił w niego poduszką. Westchnęłam. -Bo nawet idioto nie potrafisz się zabezpieczyć! -Rocky zwalił z siebie brata i usiadł obok mnie.
-Ja się cieszę, że będę miał dziecko i mi to jakoś nie przeszkadza! -zawołał Ross. Wstał i mocno mnie przytulił. Miałam łzy w oczach, może Rossowi to nie przeszkadzało, ale reszcie chyba tak.
-Ja chyba pójdę się wykąpać...-powiedziałam wstając z trudem, w tym momencie do salonu wszedł Riker z Viktorią.
-Mamy coś dla Was! -zawołał Riker pokazując niebieskie śpioszki. Już było wiadomo, że to chłopczyk. Ross był szczęśliwy i dumny z tego, że będzie ojcem. Podał nam śpioszki, przytuliłam go i Viktorię w podzięce za ubranko. Wyszłam z salonu, zahaczyłam jeszcze o pokój zabierając ręcznik, w łazience był już Ross. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Chcę się wykąpać... -chciałam go wypchnąć z łazienki, ale nie dałam rady.
-A ja tu zostaję...muszę Cię pilnować. -powiedział zamykając drzwi.
-Taaa jasne, przyznaj się, że chcesz sobie tylko popatrzeć.
-Pfff mogę to zrobić kiedy mam tylko na to ochotę. -powiedział ironicznie, popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Jasne! A teraz się odwróć bo chcę się rozebrać! -powiedziałam stanowczo.
-Myślisz, że Cię nigdy nie widziałem nago?
-Jessu Ross! Teraz wyglądam jak jakieś gówno, a to wszystko przez to, że nie potrafisz się zabezpieczyć! -powiedziałam z wyrzutem, miałam łzy w oczach, ale po chwili zaczęłam żałować tych słów.
-Myślałem, że się cieszysz... -Ross mający łzy w oczach...rzadki widok, ale momentalnie robi mi się go w tedy szkoda i mam ogromną potrzebę go przytulić, tak też zrobiłam.
-Cieszę... -skłamałam. -Przepraszam. -pocałowałam go delikatnie. Uśmiechnął się. Pomógł mi się rozebrać, stałam chwilę patrząc w lustro, wyglądałam strasznie...ale jemu to chyba nie przeszkadzało, obejmował mnie od tylu uśmiechając się, po kilku minutach takiego stania w końcu weszłam pod prysznic z nim, pomógł mi się umyć.
Po godzinie leżeliśmy już w łóżku wtuleni w siebie.
Widzę, że już chyba nikt tego nie czyta...
Wiem nie wychodzi mi to pisanie....
przepraszam...
czwartek, 16 października 2014
24
Mój telefon był wyłączony, kilka razy kontaktowałam się z Rydel i Rockym. Ross się nie odzywał, bolało mnie to, ale obwiniał mnie o to, że mogłam się przespać np z Rockym. Rodzice nie byli szczęśliwi na wiadomość o ciąży, ale musieli się z tym pogodzić.
Znowu się załamałam, całe dnie spędzałam w swoim pokoju...czekałam na Rossa...nie wiem dla czego, po prostu za nim tęskniłam, potrzebowałam go, bolało mnie to, że nie ma go obok.
Minęły 3 miesiące, brzuch był już dobrze widoczny. R5 miało mieć koncert w Warszawie, cieszyłam się bo miałam się spotkać z nimi, ale bałam się spotkania z Rossem...bałam się jak zareaguje, co będzie z nami, nie chciałam się rozczarować. Koncert się miał odbyć dzisiaj wieczorem, do Warszawy przyjechałam dzień wcześniej, miałam tam ciocię.
Koncert miał zacząć się o 20, umówiłam się z nimi po 14, mieliśmy trochę pochodzić po mieście, a potem miałam z nimi jechać do klubu. Ross nie wiedział, że dzisiaj mnie spotka, obawiałam się trochę, ale próbowałam tego nie okazywać.
Ogarnęłam się i pojechałam w umówione miejsce, do parku. Zobaczyłam ich zdali, uśmiechnęłam się i w miarę możliwości szybciej do nich podeszłam, Rydel mocno mnie przytuliła (popłakałam się), potem Rocky, Riker i Ryland, doszłam do Rossa, zawahałam się, ale go przytuliłam. Poczułam ja mocno mnie obejmuje, uśmiechnęłam się, tak bardzo mi tego brakowało, musieliśmy sobie jeszcze wszystko wyjaśnić.
-Ali... -szepnął mi do ucha. -Przepraszam... -dokończył po chwili.
-Zostawimy Was samych. -powiedział Rydel, zostaliśmy sami, znowu mnie mocno przytulił.Poczułam znowu, że jest blisko.
-To jest moje, na pewno moje dziecko... -szepnął dotykając delikatnie ręką mojego brzucha.
-Czemu mi nie wierzyłeś? Dobrze o tym wiesz, ze z nikim innym niż z tobą nie poszłam bym do łóżka! -odsunęłam się od niego.
-Przepraszam, wiem jestem idiotą, nie wiem czemu tak pomyślałem...przepraszam, proszę wybacz mi. Jesteś dla mnie najważniejsza, nikt inny się nie liczy, tylko ty, kocham Cię najmocniej na świecie. -przytulił mnie mocno. -Nie zostawiaj mnie już. -szepnął i delikatnie mnie pocałował. Uśmiechnęłam się.
-Nie zostawię jak ty nie będziesz mnie o coś takiego obwiniał. -powiedziałam cicho. Przytulił mnie mocno.
-Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem, jak bardzo mi Cię brakowało. -szepnął.
-Domyślam się. -uśmiechnęłam się.
-A jak się czujesz? -popatrzył na wypukły brzuch.
-Różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale daję radę. -uśmiechnęłam się. Dotknął delikatnie rękami mojego brzucha. Przeszedł po mnie przyjemny dreszcz. Delikatnie go pocałowałam.
Spędziliśmy we dwójkę popołudnie, potem pojechałam z nim do klubu. Próby, koncert, podczas koncertu siedziałam ze Stormie wszystko sobie wyjaśniłyśmy, znowu było jak dawniej.
Potem pojechałam z nimi do hotelu, miałam zostać tam na noc. Weszłam z Rossem do jego hotelowego pokoju, przebrałam się w jego luźną bluzę i położyłam spać, po chwili leżał obok, wtuliłam się w niego i usnęłam.
Przepraszam za to zamieszanie, ale no dude tak wyszło.
Znowu się załamałam, całe dnie spędzałam w swoim pokoju...czekałam na Rossa...nie wiem dla czego, po prostu za nim tęskniłam, potrzebowałam go, bolało mnie to, że nie ma go obok.
Minęły 3 miesiące, brzuch był już dobrze widoczny. R5 miało mieć koncert w Warszawie, cieszyłam się bo miałam się spotkać z nimi, ale bałam się spotkania z Rossem...bałam się jak zareaguje, co będzie z nami, nie chciałam się rozczarować. Koncert się miał odbyć dzisiaj wieczorem, do Warszawy przyjechałam dzień wcześniej, miałam tam ciocię.
Koncert miał zacząć się o 20, umówiłam się z nimi po 14, mieliśmy trochę pochodzić po mieście, a potem miałam z nimi jechać do klubu. Ross nie wiedział, że dzisiaj mnie spotka, obawiałam się trochę, ale próbowałam tego nie okazywać.
Ogarnęłam się i pojechałam w umówione miejsce, do parku. Zobaczyłam ich zdali, uśmiechnęłam się i w miarę możliwości szybciej do nich podeszłam, Rydel mocno mnie przytuliła (popłakałam się), potem Rocky, Riker i Ryland, doszłam do Rossa, zawahałam się, ale go przytuliłam. Poczułam ja mocno mnie obejmuje, uśmiechnęłam się, tak bardzo mi tego brakowało, musieliśmy sobie jeszcze wszystko wyjaśnić.
-Ali... -szepnął mi do ucha. -Przepraszam... -dokończył po chwili.
-Zostawimy Was samych. -powiedział Rydel, zostaliśmy sami, znowu mnie mocno przytulił.Poczułam znowu, że jest blisko.
-To jest moje, na pewno moje dziecko... -szepnął dotykając delikatnie ręką mojego brzucha.
-Czemu mi nie wierzyłeś? Dobrze o tym wiesz, ze z nikim innym niż z tobą nie poszłam bym do łóżka! -odsunęłam się od niego.
-Przepraszam, wiem jestem idiotą, nie wiem czemu tak pomyślałem...przepraszam, proszę wybacz mi. Jesteś dla mnie najważniejsza, nikt inny się nie liczy, tylko ty, kocham Cię najmocniej na świecie. -przytulił mnie mocno. -Nie zostawiaj mnie już. -szepnął i delikatnie mnie pocałował. Uśmiechnęłam się.
-Nie zostawię jak ty nie będziesz mnie o coś takiego obwiniał. -powiedziałam cicho. Przytulił mnie mocno.
-Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem, jak bardzo mi Cię brakowało. -szepnął.
-Domyślam się. -uśmiechnęłam się.
-A jak się czujesz? -popatrzył na wypukły brzuch.
-Różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale daję radę. -uśmiechnęłam się. Dotknął delikatnie rękami mojego brzucha. Przeszedł po mnie przyjemny dreszcz. Delikatnie go pocałowałam.
Spędziliśmy we dwójkę popołudnie, potem pojechałam z nim do klubu. Próby, koncert, podczas koncertu siedziałam ze Stormie wszystko sobie wyjaśniłyśmy, znowu było jak dawniej.
Potem pojechałam z nimi do hotelu, miałam zostać tam na noc. Weszłam z Rossem do jego hotelowego pokoju, przebrałam się w jego luźną bluzę i położyłam spać, po chwili leżał obok, wtuliłam się w niego i usnęłam.
Przepraszam za to zamieszanie, ale no dude tak wyszło.
poniedziałek, 13 października 2014
NOTKA
Po namyśle postanowiłam jednak wrócić, przepraszam, że tak mieszam, ale sytuacja tego wymagała.
Czekam na komentarze itp.
Nowy rozdział dodam jak najszybciej.
Kocham Was! ♥
Czekam na komentarze itp.
Nowy rozdział dodam jak najszybciej.
Kocham Was! ♥
wtorek, 30 września 2014
NOTKA
Tego bloga usuwam, dalsza część najprawdopodobniej będzie pisana, ale na innym blogu. Więc zapraszam na mojego twittera (tysiaczek_) tam będę o wszystkim pisać.
Dziękuję za te wszystkie komentarze, i że w ogóle ktoś to czytał. Dziękuję. Kocham Was!
Dziękuję za te wszystkie komentarze, i że w ogóle ktoś to czytał. Dziękuję. Kocham Was!
piątek, 26 września 2014
23
Mijały dni. Jeszcze nie powiedzieliśmy reszcie, że jestem w ciąży. Mieliśmy zając się tym dzisiaj, jak wszyscy będą w domu.
Leżałam z Rossem na łóżku bawiąc się jego włosami.
-Boję się ich reakcji, twoi rodzice nie będą szczęśliwi. -jęknęłam.
-Już tak nie przeżywaj. To nie jest przecież tylko twoja wina, bo sama sobie tego dziecka nie spłodziłaś. -uśmiechnął się, delikatnie mnie pocałował.
-To jak idziemy? Chcę mieć już to za sobą. -uśmiechnął się. Zeszliśmy do salonu. Siedzieli tam wszyscy, Marki i Stormie też. Uśmiechnęłam się nerwowo łapiąc blondyna za rękę. Bałam się ich reakcji, ale jednocześnie byłam ciekawa jak zareagują. Wiedziałam, że to na pewno nie będzie pozytywna reakcja. Stanęliśmy na środku, zaskoczyło to ich, ale no Rockyego wkurwiło bo telewizor mu zasłoniliśmy.
-No więc...musimy Wam coś powiedzieć. -zaczął Ross. Popatrzyli na nas zdziwieni.
-Będziemy mieli dziecko... -dokończyłam. Cała się trzęsłam. Mark wstał.
-Dzieci...Wy macie po 18 lat... -powiedział cicho. -Stormie nie wiedziała co ma powiedzieć. Była zaskoczona, przerażona, ale i może troszeczkę szczęśliwa.
-Wiedziałem, wiedziałem, że to się tak w końcu skończy! -zawołał Ross śmiejąc się. -Mój młodszy braciszek mnie wyprzedzi. -wstał i poklepał go po plecach. Czułam się troszkę speszona.
-Wpadli...taa... -Riker, objął ręką swoją dziewczynę.
-Będzie dobrze, urodzisz to dziecko, a my Wam pomożemy je wychować. -Stormie zamyśliła się.
-Może by było lepiej jak bym usunęła...ja nie chce robić problemów. Co pomyślą fani... -jęknęłam.
-Nie, nie możesz. Dziecko nie jest niczemu winne. A z fanami coś wymyślimy. -Mark. Przytuliłam się do Rossa. Objął mnie mocno.
-Będzie dobrze. -szepnął. Uśmiechnęłam się lekko.
-Awhhh to dziecko pewnie będzie takie zajebiste jak ja... -rozmarzył się Rocky. Ross popatrzył na niego złowieszczo.
-No nie, to będzie idioto moje dziecko! -Ross.
-Phhyy kto wie, kto wie... -zaśmiał się Rocky.
-Co ty sugerujesz...Rocky? -Rydel.
-Sugeruje, że zdradziłam Rossa! Dobrze wiesz, że nigdy bym tego nie zrobiła! -wyszłam z salonu. Zamknęłam się w łazience. Rozpłakałam się. Nigdy bym nie zdradziła Rossa, za dużo dla mnie znaczy, za bardzo go kocham, jak on w ogóle mógł tak pomyśleć. Ktoś zapukał do łazienki.
-Al...przecież żartowałem... -nie odezwałam się. Starałam się przestać płakać żeby mnie nie usłyszał.
-Idź z tond! -Rydel odepchnęła go od drzwi. -Mogę? -zapytała cicho. Powoli wstałam i otworzyłam jej drzwi. Przytuliłam się do niej.
-Ja go nie zdradziłam...na prawdę... -rozpłakałam się.
-Wiem, nie płacz. Rocky najpierw mówi potem myśli i dobrze o tym wiesz. -dalej płakałam.
-A co jeśli Ross mu uwierzył...?
-Idź do niego, pogadaj z nim. -uśmiechnęła się. Posłuchałam jej. Skierowałam się w stronę pokoju blondyna. Siedział na łóżku brzdąkając coś na gitarze. Usiadłam obok niego.
-Ross...ja Cię nie zdradziłam, z nikim innym nie spałam oprócz ciebie. -powiedziałam ze łzami w oczach.
-A skąd ja mam taką pewność. Przez cały miesiąc mnie nie było. -powiedział ostro, wstał.
-A nie wystarczy Ci to, że ja mówię, że z nikim nie spałam. -popatrzyłam na niego.
-Nie wiem, nie wiem. Już dużo razy mnie zawiodłaś. Nie wiem czy Ci mogę zaufać. -próbowałam się nie rozpłakać. Bolało mnie to, że mi nie wieży. Wstałam, wyjęłam moją torbę i zaczęłam się pakować. Stał i patrzył się na mnie, nic nie powiedział. Zeszłam na duł płacząc, zaczęłam ubierać buty.
-Gdzie ty idziesz. -usłyszałam Rockyego.
-Wracam do Polski.
-Ale wiesz, że nie chciałem...teraz przeze mnie się będziesz wyprowadzać? -widać, że żałował tego co zrobił.
-To nie twoja wina. To przez Rossa...nie wieży mi. -złapałam za klamkę i wyszłam, od razu się rozpłakałam. Złapałam taxówkę i pojechałam na lotnisko.
No to dzisiaj napisałam już rozdział bo jutro mnie niema, jak wspominałam wcześniej.
Doszłam do wniosku, że nowe rozdziały będą się pojawiały w sobotę-niedzielę.
Życzę miłego czytanie!
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
Leżałam z Rossem na łóżku bawiąc się jego włosami.
-Boję się ich reakcji, twoi rodzice nie będą szczęśliwi. -jęknęłam.
-Już tak nie przeżywaj. To nie jest przecież tylko twoja wina, bo sama sobie tego dziecka nie spłodziłaś. -uśmiechnął się, delikatnie mnie pocałował.
-To jak idziemy? Chcę mieć już to za sobą. -uśmiechnął się. Zeszliśmy do salonu. Siedzieli tam wszyscy, Marki i Stormie też. Uśmiechnęłam się nerwowo łapiąc blondyna za rękę. Bałam się ich reakcji, ale jednocześnie byłam ciekawa jak zareagują. Wiedziałam, że to na pewno nie będzie pozytywna reakcja. Stanęliśmy na środku, zaskoczyło to ich, ale no Rockyego wkurwiło bo telewizor mu zasłoniliśmy.
-No więc...musimy Wam coś powiedzieć. -zaczął Ross. Popatrzyli na nas zdziwieni.
-Będziemy mieli dziecko... -dokończyłam. Cała się trzęsłam. Mark wstał.
-Dzieci...Wy macie po 18 lat... -powiedział cicho. -Stormie nie wiedziała co ma powiedzieć. Była zaskoczona, przerażona, ale i może troszeczkę szczęśliwa.
-Wiedziałem, wiedziałem, że to się tak w końcu skończy! -zawołał Ross śmiejąc się. -Mój młodszy braciszek mnie wyprzedzi. -wstał i poklepał go po plecach. Czułam się troszkę speszona.
-Wpadli...taa... -Riker, objął ręką swoją dziewczynę.
-Będzie dobrze, urodzisz to dziecko, a my Wam pomożemy je wychować. -Stormie zamyśliła się.
-Może by było lepiej jak bym usunęła...ja nie chce robić problemów. Co pomyślą fani... -jęknęłam.
-Nie, nie możesz. Dziecko nie jest niczemu winne. A z fanami coś wymyślimy. -Mark. Przytuliłam się do Rossa. Objął mnie mocno.
-Będzie dobrze. -szepnął. Uśmiechnęłam się lekko.
-Awhhh to dziecko pewnie będzie takie zajebiste jak ja... -rozmarzył się Rocky. Ross popatrzył na niego złowieszczo.
-No nie, to będzie idioto moje dziecko! -Ross.
-Phhyy kto wie, kto wie... -zaśmiał się Rocky.
-Co ty sugerujesz...Rocky? -Rydel.
-Sugeruje, że zdradziłam Rossa! Dobrze wiesz, że nigdy bym tego nie zrobiła! -wyszłam z salonu. Zamknęłam się w łazience. Rozpłakałam się. Nigdy bym nie zdradziła Rossa, za dużo dla mnie znaczy, za bardzo go kocham, jak on w ogóle mógł tak pomyśleć. Ktoś zapukał do łazienki.
-Al...przecież żartowałem... -nie odezwałam się. Starałam się przestać płakać żeby mnie nie usłyszał.
-Idź z tond! -Rydel odepchnęła go od drzwi. -Mogę? -zapytała cicho. Powoli wstałam i otworzyłam jej drzwi. Przytuliłam się do niej.
-Ja go nie zdradziłam...na prawdę... -rozpłakałam się.
-Wiem, nie płacz. Rocky najpierw mówi potem myśli i dobrze o tym wiesz. -dalej płakałam.
-A co jeśli Ross mu uwierzył...?
-Idź do niego, pogadaj z nim. -uśmiechnęła się. Posłuchałam jej. Skierowałam się w stronę pokoju blondyna. Siedział na łóżku brzdąkając coś na gitarze. Usiadłam obok niego.
-Ross...ja Cię nie zdradziłam, z nikim innym nie spałam oprócz ciebie. -powiedziałam ze łzami w oczach.
-A skąd ja mam taką pewność. Przez cały miesiąc mnie nie było. -powiedział ostro, wstał.
-A nie wystarczy Ci to, że ja mówię, że z nikim nie spałam. -popatrzyłam na niego.
-Nie wiem, nie wiem. Już dużo razy mnie zawiodłaś. Nie wiem czy Ci mogę zaufać. -próbowałam się nie rozpłakać. Bolało mnie to, że mi nie wieży. Wstałam, wyjęłam moją torbę i zaczęłam się pakować. Stał i patrzył się na mnie, nic nie powiedział. Zeszłam na duł płacząc, zaczęłam ubierać buty.
-Gdzie ty idziesz. -usłyszałam Rockyego.
-Wracam do Polski.
-Ale wiesz, że nie chciałem...teraz przeze mnie się będziesz wyprowadzać? -widać, że żałował tego co zrobił.
-To nie twoja wina. To przez Rossa...nie wieży mi. -złapałam za klamkę i wyszłam, od razu się rozpłakałam. Złapałam taxówkę i pojechałam na lotnisko.
No to dzisiaj napisałam już rozdział bo jutro mnie niema, jak wspominałam wcześniej.
Doszłam do wniosku, że nowe rozdziały będą się pojawiały w sobotę-niedzielę.
Życzę miłego czytanie!
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
niedziela, 21 września 2014
22
Jak zwykle siedziałam w domu. Jutro wieczorem miał wrócić Ross. Wszyscy gdzieś poszli...tak nie dali rady mnie wyciągnąć z domu.
Siedziałam przed telewizorem jedząc nutelle. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi...tak...to pewnie oni czegoś zapomnieli...poszłam otworzyć.
-Ross!- rzuciłam się na niego.Mocno go przytulając. Po chwili go puściłam żeby mógł wejść do środka. -Myślałam, że wracasz jutro...
-Chciałem zrobić Ci niespodziankę.- uśmiechnął się.
-Strasznie za tobą tęskniłam!- znowu rzuciłam mu się na szyję.
-Już nigdy bez ciebie nigdzie nie lecę.
-Przecież Ci już nie pozwolę. -wtuliłam się w jego szyję.
Siedziałam przed telewizorem jedząc nutelle. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi...tak...to pewnie oni czegoś zapomnieli...poszłam otworzyć.
-Ross!- rzuciłam się na niego.Mocno go przytulając. Po chwili go puściłam żeby mógł wejść do środka. -Myślałam, że wracasz jutro...
-Chciałem zrobić Ci niespodziankę.- uśmiechnął się.
-Strasznie za tobą tęskniłam!- znowu rzuciłam mu się na szyję.
-Już nigdy bez ciebie nigdzie nie lecę.
-Przecież Ci już nie pozwolę. -wtuliłam się w jego szyję.
5 miesięcy później
Czułam się nie za dobrze, ale nikomu nie mówiłam. Nie chciałam ich martwić i tak mieli dużo na głowie. Nowa płyta i te sprawy.
Dla pewności postanowiłam zrobić test ciążowy...jak ich nie było. Jego wynik doprowadził mnie do łez. Tak ciąża...ciąża...zepsuję mu wszystko...karierę, to na co sam tyle pracował. Doszłam do wniosku, że mu powiem potem jak wrócą. Nie będę tego przed nim tego ukrywać.
Leżałam w salonie czekając aż wrócą. W końcu drzwi do domu się otwarły. Powoli wstałam i podeszłam do nich. Przytuliłam się do Rossa.
-Hej kochanie. -powiedział cicho. Uśmiechnęłam się.
-Ross możemy porozmawiać...ale na osobności?
-Pewnie. -uśmiechnęła się, poszliśmy na górę do pokoju. Zamknęłam drzwi. Podałam mu test ciążowy.
-Cholera. -jękną. -Wpadliśmy. -powiedział cicho, był zdenerwowany, ale kto by nie był. -Przecież...
-Tak zabezpieczaliśmy się, ale nie ostatnio...-powiedziałam cicho. -Ja nie chcę, nie chcę dziecka. Jestem za młoda. -Nic nie mówił, patrzył w podłogę. -Wiedziałam, spokojnie nie musisz się tym przejmować dam sobie radę sama. -wyszłam trzaskając drzwiami. Na dole zaczepił mnie jeszcze Riker, ale go zignorowałam. Wyszłam z domu. Postanowiłam udać się na spacer żeby to wszystko jeszcze raz przemyśleć i pomyśleć co dalej...nie mogę tu zostać...nie mogę tego wszystkiego mu i w sumie im zniszczyć. "18 LETNI WOKALISTA ZESPOŁU R5 BĘDZIE MIAŁ DZIECKO!"
Tak świetnie...po co ja się w ogóle w to wszystko pakowałam, zachciało mi się wyjechać do LA, mieć chłopaka z którym teraz będę miała dziecko, zajebiście. Taaa...przecież ja tylko chciałam spełniać marzenia... Trzeba się z tym wszystkim zmierzyć. Wrócę do Polski, wychowam dziecko, które nie będzie wiedziało, że jego ojcem jest Ross Lynch. Taki plan w tej sytuacji wydawał mi się najlepszy, Ross zapomni, ze w ogóle ma dziecko, nie będzie się musiał niczym przejmować, no chyba, że alimentami, ale to raczej nie będzie dla niego duży problem. Po tych moich długich przemyśleniach wróciłam, weszłam do pokoju chłopka, siedział brzdąkając coś na gitarze.
-Postanowiłam, że będzie lepiej jak wyjadę....wychowam sama dziecko, a ty nie będziesz się musiał tym przejmować. -usiadłam na łóżku.
-Nie, dziecko potrzebuje ojca, a ja Ci nie pozwolę tak po prostu wyjechać! -wstał.
-Bo?!
-Bo wyobraź sobie, że jesteś dla mnie ważna i Cię Kocham...ale widzę teraz, że tobie chyba na mnie nie zależy i jesteś ze mną dla tego, że gram w zespole... -powiedział już trochę ciszej, jego głos się łamał, był zdenerwowany.
-Nie jestem z tobą tylko dla tego, że jesteś w zespole, kocham Cię bardzo...ale nie mogę, nie mogę Ci tego wszystkiego zniszczyć ciążą, zrozum to...za bardzo mi na tobie zależy... -powiedziałam płacząc.
-Tak Ci bardzo na mnie zależy, że tak po prostu chcesz mnie zostawić?! Wyjechać? -chodził nerwowo po pokoju.
-Ja nie chcę zniszczyć twojej kariery. Ross Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejszy, ale... -rozpłakałam się. -Jak ty to sobie wyobrażasz? -powiedziałam drżącym głosem. Nie odpowiedział. -No właśnie...ni jak... -gwałtownie wstałam i poszłam w strone drzwi. Złapł mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Nie możesz mi tego zrobić. -wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Dotknął mojego policzka dłonią. -Al... nie możesz...nie możesz mnie tak po prostu zostawić, za dużo razem przeżyliśmy. -Po jego policzku spłynęła łza. Patrzyłam na niego, tak bardzo go kochałam...nie mogłam, nie mogłam, ale...no właśnie zawsze jakieś "ale". -Ja się cieszę, że będziemy mieć dziecko, będziemy prawdziwa rodziną, może to i za wcześnie, ale ja się cieszę. -Lekko się uśmiechnęłam, przypomniały mi się te wszystkie razem spędzone chwile, te miłe, ale i też kłótnie.
-Nie zostawię, nie mogę. -uśmiechnęłam się. Chłopak delikatnie mnie pocałował.
-Kocham Cię. -szepnął mi do ucha.
Tak bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, że trzeba było aż tak długo czekać na ten rozdział, ale jedynie kiedy mogłam go napisać to weekend, a on i tak nie zawsze spędzałam w domu. Za kolejny zabiorę się jak najszybciej, ale nie wiem czy uda mi się napisać w następnym tygodniu bo wesele na które muszę iść, ale jak wyrwę się wcześniej w co wątpię to na pewno napiszę.
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
Czekam na komentarze z opinią tą dobrą i zła.
Kocham Was miśki! XOXO
Nowy rozdzial jak będzie minimum 3 komentarze.
Tak świetnie...po co ja się w ogóle w to wszystko pakowałam, zachciało mi się wyjechać do LA, mieć chłopaka z którym teraz będę miała dziecko, zajebiście. Taaa...przecież ja tylko chciałam spełniać marzenia... Trzeba się z tym wszystkim zmierzyć. Wrócę do Polski, wychowam dziecko, które nie będzie wiedziało, że jego ojcem jest Ross Lynch. Taki plan w tej sytuacji wydawał mi się najlepszy, Ross zapomni, ze w ogóle ma dziecko, nie będzie się musiał niczym przejmować, no chyba, że alimentami, ale to raczej nie będzie dla niego duży problem. Po tych moich długich przemyśleniach wróciłam, weszłam do pokoju chłopka, siedział brzdąkając coś na gitarze.
-Postanowiłam, że będzie lepiej jak wyjadę....wychowam sama dziecko, a ty nie będziesz się musiał tym przejmować. -usiadłam na łóżku.
-Nie, dziecko potrzebuje ojca, a ja Ci nie pozwolę tak po prostu wyjechać! -wstał.
-Bo?!
-Bo wyobraź sobie, że jesteś dla mnie ważna i Cię Kocham...ale widzę teraz, że tobie chyba na mnie nie zależy i jesteś ze mną dla tego, że gram w zespole... -powiedział już trochę ciszej, jego głos się łamał, był zdenerwowany.
-Nie jestem z tobą tylko dla tego, że jesteś w zespole, kocham Cię bardzo...ale nie mogę, nie mogę Ci tego wszystkiego zniszczyć ciążą, zrozum to...za bardzo mi na tobie zależy... -powiedziałam płacząc.
-Tak Ci bardzo na mnie zależy, że tak po prostu chcesz mnie zostawić?! Wyjechać? -chodził nerwowo po pokoju.
-Ja nie chcę zniszczyć twojej kariery. Ross Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejszy, ale... -rozpłakałam się. -Jak ty to sobie wyobrażasz? -powiedziałam drżącym głosem. Nie odpowiedział. -No właśnie...ni jak... -gwałtownie wstałam i poszłam w strone drzwi. Złapł mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Nie możesz mi tego zrobić. -wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Dotknął mojego policzka dłonią. -Al... nie możesz...nie możesz mnie tak po prostu zostawić, za dużo razem przeżyliśmy. -Po jego policzku spłynęła łza. Patrzyłam na niego, tak bardzo go kochałam...nie mogłam, nie mogłam, ale...no właśnie zawsze jakieś "ale". -Ja się cieszę, że będziemy mieć dziecko, będziemy prawdziwa rodziną, może to i za wcześnie, ale ja się cieszę. -Lekko się uśmiechnęłam, przypomniały mi się te wszystkie razem spędzone chwile, te miłe, ale i też kłótnie.
-Nie zostawię, nie mogę. -uśmiechnęłam się. Chłopak delikatnie mnie pocałował.
-Kocham Cię. -szepnął mi do ucha.
Tak bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, że trzeba było aż tak długo czekać na ten rozdział, ale jedynie kiedy mogłam go napisać to weekend, a on i tak nie zawsze spędzałam w domu. Za kolejny zabiorę się jak najszybciej, ale nie wiem czy uda mi się napisać w następnym tygodniu bo wesele na które muszę iść, ale jak wyrwę się wcześniej w co wątpię to na pewno napiszę.
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
Czekam na komentarze z opinią tą dobrą i zła.
Kocham Was miśki! XOXO
Nowy rozdzial jak będzie minimum 3 komentarze.
poniedziałek, 8 września 2014
NOTKA
Pisze tą notke bo chce się dowiedziec ile osób czyta to ff i czy mam sie bardzo śpieszyc z nowym rozdzialem. Wiec jak czytasz to to zostaw mi obojetnie jaki komentarzyk pod tym postem.
Kocham Was!
Kocham Was!
wtorek, 26 sierpnia 2014
21
Poczułam jak się porusza. Otworzyłam oczy. Patrzył na mnie lekko się uśmiechając. Przybiegła pielęgniarka. Zapisała coś i wyszła.
-Jesteś. -powiedział zachrypniętym głosem.
-Jestem i nie zamierzam się nigdzie wybierać. -ścisnął moją dłoń.
-Kocham Cię i tęskniłem. -uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Potem jeszcze przyszło jego rodzeństwo i rodzice. Codziennie siedziałam przy jego łóżku. Rano jechałam do domu się przebrać i coś zjeść, a potem znowu do szpitala. Riker przyjeżdżał już z Victorią. Ross szybko wracał do zdrowia. Po miesiącu wyszedł ze szpitala, ale musiał lecieć na zdjęcia.
Ross w końcu skończył się pakować, dwa tygodnie go nie będzie. Nie wiem jak dam radę, ale muszę.
Siedziałam na jego łóżku patrząc jak zasuwa ostatnią walizkę.
Ostatni wieczór z nim przed długą rozłąką...pieprzone dwa tygodnie. Głęboko wzdychnęłam.
-Już. -stanął przede mną, złapał za ręce i się uśmiechnął. -Masz nie robić nic głupiego.
-Wiem...-powiedziałam przeciągając.
-Będę tęsknił. -ukucnął przede mną.
-Wiem, ale musisz tam lecieć. To tylko dwa tygodnie...co ja mówię to aż dwa tygodnie. -nacisnęłam na "aż".
-Będę codziennie dzwonił i pisał. Kilka razy dziennie...tak żebyś o mnie nie zapomniała.
-Ja? O tobie? Uwierz o tobie nie da się zapomnieć. -uśmiechnęłam się.
-Mhhyyy... -spuścił głowę. -domyśliłam się, że dalej chodzi mu o Connora.
-W tedy byłam głupia i dalej jestem, ale przepraszam.
-I teraz musisz ponieść odpowiednią karę. -uśmiechnął się złowieszczo i przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Potem wszystko potoczyło się po kolei.
Wcześnie rano Ross musiał jechać na lotnisko. Jeszcze przed tym zdążyłam się z nim pożegnać.
Mieliśmy jeszcze 15 minut tylko dla siebie. Usiedliśmy obok siebie na łóżku łapiąc się za ręce. Po moim policzku spłynęła łza, blondyn ją szybko otarł.
-Ej nie płacz. -wtuliłam się w niego. Mocno mnie objął. -Wiesz, że jak bym mógł to bym Cię wziął. -pokiwałam głową.
-Będę bardzo tęsknić, ale będę czekać.
-Masz się sama w nocy nigdzie nie włóczyć. -popatrzyłam na niego zirytowana. Mocno mnie przytulił. -Chodź bo muszę już jechać. -wstał i podał mi rękę, zeszliśmy na duł. Riker miał go odwieść na lotnisko. Przytuliłam się do niego jeszcze przy samochodzie. Pojechał, a ja się rozpłakałam. Przytuliłam się do Rydel.
-Jesteś. -powiedział zachrypniętym głosem.
-Jestem i nie zamierzam się nigdzie wybierać. -ścisnął moją dłoń.
-Kocham Cię i tęskniłem. -uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Potem jeszcze przyszło jego rodzeństwo i rodzice. Codziennie siedziałam przy jego łóżku. Rano jechałam do domu się przebrać i coś zjeść, a potem znowu do szpitala. Riker przyjeżdżał już z Victorią. Ross szybko wracał do zdrowia. Po miesiącu wyszedł ze szpitala, ale musiał lecieć na zdjęcia.
Ross w końcu skończył się pakować, dwa tygodnie go nie będzie. Nie wiem jak dam radę, ale muszę.
Siedziałam na jego łóżku patrząc jak zasuwa ostatnią walizkę.
Ostatni wieczór z nim przed długą rozłąką...pieprzone dwa tygodnie. Głęboko wzdychnęłam.
-Już. -stanął przede mną, złapał za ręce i się uśmiechnął. -Masz nie robić nic głupiego.
-Wiem...-powiedziałam przeciągając.
-Będę tęsknił. -ukucnął przede mną.
-Wiem, ale musisz tam lecieć. To tylko dwa tygodnie...co ja mówię to aż dwa tygodnie. -nacisnęłam na "aż".
-Będę codziennie dzwonił i pisał. Kilka razy dziennie...tak żebyś o mnie nie zapomniała.
-Ja? O tobie? Uwierz o tobie nie da się zapomnieć. -uśmiechnęłam się.
-Mhhyyy... -spuścił głowę. -domyśliłam się, że dalej chodzi mu o Connora.
-W tedy byłam głupia i dalej jestem, ale przepraszam.
-I teraz musisz ponieść odpowiednią karę. -uśmiechnął się złowieszczo i przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Potem wszystko potoczyło się po kolei.
Wcześnie rano Ross musiał jechać na lotnisko. Jeszcze przed tym zdążyłam się z nim pożegnać.
Mieliśmy jeszcze 15 minut tylko dla siebie. Usiedliśmy obok siebie na łóżku łapiąc się za ręce. Po moim policzku spłynęła łza, blondyn ją szybko otarł.
-Ej nie płacz. -wtuliłam się w niego. Mocno mnie objął. -Wiesz, że jak bym mógł to bym Cię wziął. -pokiwałam głową.
-Będę bardzo tęsknić, ale będę czekać.
-Masz się sama w nocy nigdzie nie włóczyć. -popatrzyłam na niego zirytowana. Mocno mnie przytulił. -Chodź bo muszę już jechać. -wstał i podał mi rękę, zeszliśmy na duł. Riker miał go odwieść na lotnisko. Przytuliłam się do niego jeszcze przy samochodzie. Pojechał, a ja się rozpłakałam. Przytuliłam się do Rydel.
Tydzień później
Wszystko powoli się uspokoiło. Praktycznie całe dnie spędzałam w domu. Codziennie rozmawiałam z Rossem przez telefon.
Każdego dnia z niecierpliwością czekałam na ten jeden telefon. Jedna rozmowa, która trwała 10 minut, to było zdecydowanie za mało jak dla mnie.
Teraz jak go nie było poduszka była moim partnerem...dobra stop dziwnie to zabrzmiało.
Siedziałam sama w domu bo wszyscy gdzieś wyszli...nie wiem kiedy zasnęłam...chciałam obudzić się za tydzień. Żeby już moje kochanie było przy mnie, przytulił mnie i powiedział, że już nigdy mnie nie zostawi.
Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale nie mogłam jakoś napisać tego rozdziału.
Tak wiem krótki.
Beznadziejny, ale jest!
Teraz będę rozdziały dodawać rzadziej bo wiecie...szkoła się zacznie i te sprawy.
Jak macie jakieś pytanie wejdźcie w zakładkę "kontakt".
Piszcie mi swoją opinię w komentarzach.
Kocham Was! ♥
Każdego dnia z niecierpliwością czekałam na ten jeden telefon. Jedna rozmowa, która trwała 10 minut, to było zdecydowanie za mało jak dla mnie.
Teraz jak go nie było poduszka była moim partnerem...dobra stop dziwnie to zabrzmiało.
Siedziałam sama w domu bo wszyscy gdzieś wyszli...nie wiem kiedy zasnęłam...chciałam obudzić się za tydzień. Żeby już moje kochanie było przy mnie, przytulił mnie i powiedział, że już nigdy mnie nie zostawi.
Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale nie mogłam jakoś napisać tego rozdziału.
Tak wiem krótki.
Beznadziejny, ale jest!
Teraz będę rozdziały dodawać rzadziej bo wiecie...szkoła się zacznie i te sprawy.
Jak macie jakieś pytanie wejdźcie w zakładkę "kontakt".
Piszcie mi swoją opinię w komentarzach.
Kocham Was! ♥
czwartek, 14 sierpnia 2014
20
Jedno się zaczyna, a drugie kończy. Nie! Nic się nie kończy. On będzie żył. Musi! Ja nie mogę go stracić...ja go potrzebuję. Bez niego moje życie straci jakikolwiek sens. To dzięki niemu żyję i dla niego. On nie może...nie może mnie zostawić.
-Jesteśmy! I co z nim? -usłyszałam głos Stormie.
-Alice była u niego, ale kazali jej wyjść bo...chyba z nim gorzej. -Riker.
-Lekarz już był? -tym razem Mark.
-Jeszcze nie, czekamy. -wsłuchiwałam się w tą rozmowę. Cała się trzęsłam, bałam się. Rydel cały czas siedziała obok.
-Trzymaj. -Rocky podał mi plastikowy kubeczek z wodą. Napiłam się. Wszyscy z niecierpliwością czekali na lekarza. Mark chodził nerwowo po korytarzu. Drzwi się zaczęły otwierać. Wychodzi lekarz. Poderwałam się...jak i wszyscy.
-Udało nam się go uratować. Jego serce się zatrzymało. Jak na razie jego stan jest stabilny.
-Można do niego wejść? -zaczęła mama rodzeństwa.
-Na razie nie, ale jutro będzie można do niego wejść. Mogą państwo wracać do domu, jak coś się będzie działo będziemy dzwonić. -poszedł.
-Riker zabierz ich do domu. Ja z mama tu zostaniemy. -rozkazał Mark.
-Ja też zostaję. -zaprzeczyłam.
-Jedź do domu, wyśpisz się i jutro tu przyjedziesz. Jak coś będzie wiadomo będziemy dzwonić. -podeszła do mnie Stormie i mnie przytuliła.
-W domu na pewno nie usnę. Proszę, chcę zostać. -rodzice rodzeństwa popatrzyli na mnie bezradnie. Zostałam z nimi w szpitalu. Wszyscy siedzieli w ciszy. Nikt się do siebie nie odzywał. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam przeglądać nasze wspólne zdjęcia. Lekko się uśmiechnęłam. Stormie usiadła obok mnie. Spojrzała na telefon, lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy.
-On da radę. Jest silny. -popatrzyłam na nią. Jej oczy się zaszkliły. -Będzie dobrze. -tym razem ja ją przytuliłam. Fani chyba już się o wszystkim dowiedzieli bo zbierali się do szpitala, a mój telefon nie przestawał wibrować (powiadomienia z twittera).
Podeszłam do szklanej szyby gdzie było widać salę Rossa. Nie ma go! Niema! Lekarz wychodzi.
-Przykro nam...ale był za słaby...nie dał rady.
-Co? Ale jak to! -zaczęłam krzyczeć i jednocześnie płakać. -To nie prawda on żyje. On żyje!
-Hej Alice już dobrze, to tylko sen. Ciii. -otworzyłam oczy. To tylko sen pomyślałam, ale dla pewności podeszłam do szyby. Jest, leży tam.
-Chcesz coś do jedzenia? -zaproponował Mark.
-Nie jestem głodna.-pokiwał głową i usiadł i podszedł do Stormie. Stała zapłakana z chusteczką.
Całą noc spędziliśmy w szpitalu. Rano przyjechał Ryland, Rocky, Rydel i Riker, a rodzice rodzeństwa pojechali do domu.Pozwolili nam na chwilę do niego wejść. Cała się trzęsłam i Rydel też...może się trochę bałam go zobaczyć...bałam się o niego, że w każdej chwili może odejść, a z drugiej bardzo chciałam go zobaczyć, potrzymać za rękę. Weszliśmy do sali. Stanęliśmy obok łóżka. Tak bardzo chciałam żeby otworzył oczy, powiedział, że mnie kocha. Wszyscy siedzieliśmy tam dobrą godzinę, ale musieli już wyjść, udało się namówić lekarza żebym została.
Usiadłam na krześle i złapałam go za rękę. Położyłam głowę na łóżku. Moje zmęczenie dało za wygraną. Zasnęłam mocno trzymając jego rękę.
Ostatnio siedzę w domu i mam wenę więc piszę. Łapcie 20 rozdział. Wahałam się czy go dodać, ale macie. Mam nadzieje, że się spodoba.
CZYTASZ-KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
Usiadłam na krześle i złapałam go za rękę. Położyłam głowę na łóżku. Moje zmęczenie dało za wygraną. Zasnęłam mocno trzymając jego rękę.
Ostatnio siedzę w domu i mam wenę więc piszę. Łapcie 20 rozdział. Wahałam się czy go dodać, ale macie. Mam nadzieje, że się spodoba.
CZYTASZ-KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
środa, 13 sierpnia 2014
19
Było już całkiem jasno. Ross jeszcze spał. Przysunęłam się do niego i przytuliła. Poczułam jak się porusza.
-Nie śpisz już? -powiedział zaspanym głosem.
-No jakoś nie. -uśmiechnął się po czym spojrzał na ekran swojego iphona.
-Muszę już wstawać. -spojrzałam na niego ze smutkiem. -Jadę na plan. Mam tam być na 12, a jest już 11.
-Ale szybko wracaj. -uśmiechnął się i leniwie wstał. Zrobiłam podobnie. Szybko się ubrałam i zbiegłam na duł. W kuchni wszyscy już siedzieli jedząc śniadanie. Przywitałam się z wszystkimi i zrobiłam herbatę sobie i Rossowi.
Po chwili już go nie było. Siedzieliśmy oglądając telewizor. Ryland siedział ze swoją dziewczyną w pokoju. Tak Ryland ma dziewczynę i za szybko się chyba do tego nie przyzwyczaję.
-Może zagramy w butelkę? -odezwał się Rocky?
-Umm jak dla mnie spoko. -uśmiechnęłam się.Wszyscy przytaknęli. Ell przyniósł jakąś pustą butelkę i po chwili już siedzieliśmy na podłodze.
-No to kto zaczyna? -zapytał Riker?
-Ty! -krzyknął Rocky. Blondyn zakręcił butelką.
-Rocky! Pytanie czy wyzwanie?
-No to szalejemy...pytanie!
-Kiedy ostatnio się zakochałeś w dziewczynie? -brunet popatrzył na mnie. Chwilę się zastanowił.
-Tak szczerze mówiąc to się cały czas zakochuję. -lekko się uśmiechnął. -Rydel! Pytanie vs wyzwanie?
-Wyzwanie. -szeroko się uśmiechnęła.
-Poproś Ratliffa do tańca i ładnie z nim zatańcz. -blondynka popatrzyła się na brata. Chwilę się zawahała, ale w końcu razem zatańczyli.
-Jak słodko. -szeroko się uśmiechnęłam.
-Tak wiem, jestem uroczy. -powiedział bardzo poważnie Ell. Nagle zadzwonił telefon Rikera. Wyszedł. Po kilku minutach wrócił. Wyglądał na przerażonego.
-Riker...? -zaczęła Rydel. -Co się stało?
-Ross... -kiedy usłyszałam jego imię wiedziałam już, że coś się mu stało. -Ross jest w szpitalu, miał wypadek, jego stan jest ciężki.Siedziałam bez ruchu.Nic nie widziałam.
-Alice? Wszystko dobrze? -poczułam jak Rocky mnie obejmuje. -Nie odpowiedziałam. -Chcesz jechać z nami do niego? -pokiwałam głową. Pomógł mi wstać. Ryland ze swoją dziewczyną też pojechali. Wszyscy po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Riker poszedł się dowiedzieć co jest z Rossem. Rocky zadzwonił do rodziców, a Rydel z Ellem siedzieli obok mnie. Blondynka się strasznie trzęsła. Wszyscy czekali na lekarza. Po 15 minutowy czekaniu w końcu wyszedł. Wszyscy się poderwali.
-I co z nim? -zapytała Rydel.
-Jego stan jest bardzo ciężki. -odpowiedział krótko. -Jest nieprzytomny. Może ktoś do niego wejść, ale jedna osoba.
-To może niech Alice pójdzie. -zaproponował Rocky, a reszta go poparła. Otworzyłam powoli drzwi od sali. Od razu w oczy rzuciła mi się ta blond czuprynka. Powoli podchodziłam do jego łóżka. Cała się trzęsłam. Pogłaskałam go po głowie i pocałowałam w czoło. Usiadłam na krześle które się znajdowało obok łóżka. Złapałam go za rękę.
-I co z nim? -zapytała Rydel.
-Jego stan jest bardzo ciężki. -odpowiedział krótko. -Jest nieprzytomny. Może ktoś do niego wejść, ale jedna osoba.
-To może niech Alice pójdzie. -zaproponował Rocky, a reszta go poparła. Otworzyłam powoli drzwi od sali. Od razu w oczy rzuciła mi się ta blond czuprynka. Powoli podchodziłam do jego łóżka. Cała się trzęsłam. Pogłaskałam go po głowie i pocałowałam w czoło. Usiadłam na krześle które się znajdowało obok łóżka. Złapałam go za rękę.
Poczułam jak ściska moją rękę. Zaraz po tym rozluźnił uścisk, a wszystkie maszyny zaczęły wariować.
Lekarz i pielęgniarki wbiegły do sali. Odciągały mnie od niego, chciałam zostać, być przy nim. Wyprowadzili mnie z sali. Zsunęłam się po ścianie i po po prostu się rozpłakałam. Rydel usiadała obok mnie. Próbowali dowiedzieć się co się z nim dzieje, ale ja nie mogłam nic powiedzieć.
Mamy ten 19 rozdział. Tak jakoś naszła mnie wena, cały dzień przesiedziałam w domu. Więc bum. Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na komentarze.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Kocham Was miśki i pozdrawiam.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
18
Doszłam do drzwi Lynchów. Musiałam przeprosić Rossa. A co jak mi nie wybaczy. Znowu z moich oczu wypłynęły łzy. Weź się w garść. Zadzwoniłam. Nie czekałam długo. Usłyszałam kroki. Przetarłam ręką oczy i nie chciałam wiedzieć jak wyglądam. Otworzył Riker.
-Jest Ross? -od razu zadałam pytanie.
-Jess..a tobie co się stało? -nie odpowiedziałam tylko prosto pobiegłam do pokoju blondyna. Nie pukając weszłam do pokoju blondyna. Ross siedział obok jakiejś brunetki. Zatrzymałam się i nie wiedziałam co mam zrobić.
-Widzę, że już się pocieszyłeś.
-To nie tak... -próbował się bronić.
-A jak?
-To może ja już pójdę. -dziewczyna wstała i wyszła z pokoju.
-To nie tak jak myślisz. -podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam głowę w drugą stronę. -To koleżanka, ale nie jesteśmy ze sobą tak blisko jak ty z Connorem.
-Mnie z nim nic nie łączy i już raczej nic nie będzie! -wyrwałam rękę i kierowałam się do drzwi, ale blondyn znowu mnie złapał.
-Właśnie widzę. I jak fajnie było na imprezie? -do oczu znowu napłynęły mi łzy. -Co się stało? -rozpłakałam się. Przypomniałam mi się sytuacja sprzed kilku godzin. Nie mogłam nic powiedzieć. Chłopak mnie mocno przytulił.
-Przepraszam. -powiedziałam łapiąc oddech. Na chwilę mnie puścił i zamknął drzwi. Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Usiedliśmy na łóżku.
-Powiesz mi co się stało...?
-No bo... -próbowałam złapać oddech. -Był już trochę pijany i... -głos mi się załamał i znowu się rozpłakałam. -Próbował mnie zgwałcić. A ja głupia mu uwierzyłam, że się zmienił. -przytuliłam się do blondyna. Mocno mnie objął. Nic nie odpowiedział. Siedzieliśmy w ciszy, ale nagle do pokoju wbiegł Rocky.
-Ymm jest kolacja i Rydel się pyta czy jecie z nami. -powiedział stojąc w drzwiach.
-Jesteś głodna? -Ross popatrzył się na mnie. Pokiwałam przecząco głową. -Ja też nie jestem głodny. -Brunet wyszedł zamykając za sobą drzwi. Wyciągnął telefon w celu sprawdzenia godziny. -Jesteś śpiąca?
-Nie bardzo.
-Chodź. -podał mi rękę.
-Gdzie...? -powiedziałam dalej siedząc.
-Zobaczysz. -pociągnął mnie. Ubrałam standardowe trampki i wyszliśmy. W samochodzie siedzieliśmy w ciszy. Po dotarciu na miejsce jak się okazało plażę Ross otworzył mi drzwi. Szliśmy brzegiem oceanu trzymając buty w ręce. Doszliśmy w jakieś całkiem odludnione miejsce. Usiedliśmy wygodnie na piasku wpatrując się w powoli znikające gwiazdy. Robiło się coraz jaśniej.
Poczułam jak blondyn mnie obejmuje.Popatrzył mi głęboko w oczy.
-Ostatnio byłem na kastingu... -popatrzyłam na niego pytająco, bo oni czy nie wiedziała. -Dostałem jedną z głównych ról. -kontynuował. -I za miesiąc wylatuję do Londynu na zdjęcia... -to ostatnie powiedział nie pewnie. -patrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Z jednej strony się cieszyłam a z drugiej...już mniej. -Powiesz coś?
-No za bardzo nie wiem co mam powiedzieć.
-Cieszysz się? -pokiwałam głową. -Jak mnie nie będzie masz nie robić nic głupiego. -popatrzyłam na niego pytająco.
-A co bym niby miała zrobić? Będę grzeczna. -uśmiechnęłam się. -Mam pytanie?
-Hmm?
-Jestem taką...suką, tyle razy Cię skrzywdziłam, zrobiłam coś nie tak, a ty i tak mnie kochasz i zawsze mi pomagasz.Jak ty dajesz radę i masz siłę do tego?
-Bo za bardzo Cię kocham żeby Ci nie pomóc jak potrzebujesz tej pomocy. Fakt wiele razy mnie zawiodłaś, choćby tą sytuacją z Connorem, ale uważam, że jesteśmy dla siebie stworzeni i nie możemy tak po prostu tego wszystkiego przekreślić.
-Wow to było...takie, takie kochane. Kochany jesteś. -dałam mu buziaka w policzek.
-Wiem, wiem. Wracamy? -pokiwałam głową. Pojechaliśmy do domu.
Z dedykacją dla tych wszystkich kochanych osóbek co tak ładnie to wszystko czytają.
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, ale mam nadzieję, że nie będzie trzeba długo czekać.
Jeśli jest ktoś chętny żeby zrobić zwiastun to śmiało pisać do mnie na twitterze. Na pewno odpiszę. ♥
TWITTER:@tysiaczek_
-Jest Ross? -od razu zadałam pytanie.
-Jess..a tobie co się stało? -nie odpowiedziałam tylko prosto pobiegłam do pokoju blondyna. Nie pukając weszłam do pokoju blondyna. Ross siedział obok jakiejś brunetki. Zatrzymałam się i nie wiedziałam co mam zrobić.
-Widzę, że już się pocieszyłeś.
-To nie tak... -próbował się bronić.
-A jak?
-To może ja już pójdę. -dziewczyna wstała i wyszła z pokoju.
-To nie tak jak myślisz. -podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam głowę w drugą stronę. -To koleżanka, ale nie jesteśmy ze sobą tak blisko jak ty z Connorem.
-Mnie z nim nic nie łączy i już raczej nic nie będzie! -wyrwałam rękę i kierowałam się do drzwi, ale blondyn znowu mnie złapał.
-Właśnie widzę. I jak fajnie było na imprezie? -do oczu znowu napłynęły mi łzy. -Co się stało? -rozpłakałam się. Przypomniałam mi się sytuacja sprzed kilku godzin. Nie mogłam nic powiedzieć. Chłopak mnie mocno przytulił.
-Przepraszam. -powiedziałam łapiąc oddech. Na chwilę mnie puścił i zamknął drzwi. Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Usiedliśmy na łóżku.
-Powiesz mi co się stało...?
-No bo... -próbowałam złapać oddech. -Był już trochę pijany i... -głos mi się załamał i znowu się rozpłakałam. -Próbował mnie zgwałcić. A ja głupia mu uwierzyłam, że się zmienił. -przytuliłam się do blondyna. Mocno mnie objął. Nic nie odpowiedział. Siedzieliśmy w ciszy, ale nagle do pokoju wbiegł Rocky.
-Ymm jest kolacja i Rydel się pyta czy jecie z nami. -powiedział stojąc w drzwiach.
-Jesteś głodna? -Ross popatrzył się na mnie. Pokiwałam przecząco głową. -Ja też nie jestem głodny. -Brunet wyszedł zamykając za sobą drzwi. Wyciągnął telefon w celu sprawdzenia godziny. -Jesteś śpiąca?
-Nie bardzo.
-Chodź. -podał mi rękę.
-Gdzie...? -powiedziałam dalej siedząc.
-Zobaczysz. -pociągnął mnie. Ubrałam standardowe trampki i wyszliśmy. W samochodzie siedzieliśmy w ciszy. Po dotarciu na miejsce jak się okazało plażę Ross otworzył mi drzwi. Szliśmy brzegiem oceanu trzymając buty w ręce. Doszliśmy w jakieś całkiem odludnione miejsce. Usiedliśmy wygodnie na piasku wpatrując się w powoli znikające gwiazdy. Robiło się coraz jaśniej.
Poczułam jak blondyn mnie obejmuje.Popatrzył mi głęboko w oczy.
-Ostatnio byłem na kastingu... -popatrzyłam na niego pytająco, bo oni czy nie wiedziała. -Dostałem jedną z głównych ról. -kontynuował. -I za miesiąc wylatuję do Londynu na zdjęcia... -to ostatnie powiedział nie pewnie. -patrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Z jednej strony się cieszyłam a z drugiej...już mniej. -Powiesz coś?
-No za bardzo nie wiem co mam powiedzieć.
-Cieszysz się? -pokiwałam głową. -Jak mnie nie będzie masz nie robić nic głupiego. -popatrzyłam na niego pytająco.
-A co bym niby miała zrobić? Będę grzeczna. -uśmiechnęłam się. -Mam pytanie?
-Hmm?
-Jestem taką...suką, tyle razy Cię skrzywdziłam, zrobiłam coś nie tak, a ty i tak mnie kochasz i zawsze mi pomagasz.Jak ty dajesz radę i masz siłę do tego?
-Bo za bardzo Cię kocham żeby Ci nie pomóc jak potrzebujesz tej pomocy. Fakt wiele razy mnie zawiodłaś, choćby tą sytuacją z Connorem, ale uważam, że jesteśmy dla siebie stworzeni i nie możemy tak po prostu tego wszystkiego przekreślić.
-Wow to było...takie, takie kochane. Kochany jesteś. -dałam mu buziaka w policzek.
-Wiem, wiem. Wracamy? -pokiwałam głową. Pojechaliśmy do domu.
Z dedykacją dla tych wszystkich kochanych osóbek co tak ładnie to wszystko czytają.
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, ale mam nadzieję, że nie będzie trzeba długo czekać.
Jeśli jest ktoś chętny żeby zrobić zwiastun to śmiało pisać do mnie na twitterze. Na pewno odpiszę. ♥
TWITTER:
czwartek, 7 sierpnia 2014
17
Obudził mnie mój wibrujący telefon. Z zamkniętymi oczami wyjęłam go z kieszeni. Ross. Odebrałam.
-Hmm?
-No nareszcie. Gdzie ty jesteś!?
-Też miło Cię słyszeć.
-Gdzie jesteś!?
-W parku.
-Zaraz po ciebie przyjadę, siedź tam. -rozłączył się.
Trochę głupio mi było. Zachowałam się jak jakaś idiotka, która na dodatek noc spędziła w parku. Nawet nie chciałam wiedzieć jak wyglądam. Na Rossa nie czekałam długo bo po chwili go już zobaczyłam. Nawet się do mnie nie odezwał. Miał prawo. Nie dziwię mu się. Poszłam za nim do samochodu. Do domu jechaliśmy w ciszy. Po wejściu do domu od razu poszedł do swojego pokoju trzaskając drzwiami, ja skierowałam się do kuchni gdzie zastałam Rydel.
-Gdzie ty tyle byłaś, martwiłam się.
-Musiałam trochę odreagować. -powiedziałam krótko nalewając wody do szklanki.
-Pokłóciłaś się z Rossem, prawda?
-Może trochę, ale no nie ważne. Idę chyba do mnie.
-Przecież nikt nie zabrania Ci tu mieszkać.
-Wiem... -wyszłam. Skierowałam się do pokoju blondyna, ponieważ znajdowały się tam moje klucze i chciałam zabrać kilka rzeczy. Weszłam nie pukając. Od razu skierowałam się do szafy i wyciągnęłam kilka rzeczy. Chłopak się tylko na mnie patrzył.
-Wybierasz się gdzieś? -zapytał po chwili.
-Tak, idę do siebie.
-Czemu?
-A czemu nie? -nie uzyskała już odpowiedzi. Wyszłam. Na dole zaczepił mnie jeszcze Ratliff. Nie miałam jakoś ochoty wyjaśniać im, że pokłóciłam się z Rossem o taką "bzdetę" i dla tego idę do siebie. Jakoś dawno nie była w moim domu. Czułam się tak trochę nieswojo. Nie miałam żadnych planów. Sięgnęłam po laptopa i weszłam na twittera. Dawno mnie tam nie było. I pomyśleć, że kiedyś całe dnie tam spędzałam. Nic ciekawego się tam nie działo. Dostałam sms.
"Może masz ochotę gdzieś wyjść?" -Connor. Umm w sumie i tak nie mam żadnych planów, a co mi tam.
"Okej. O której i gdzie?"
"18, przyjdę po ciebie ♥" -Eww jest dopiero 13. Mam jeszcze czas.
Postanowiłam wziąć sobie długą i gorącą kąpiel. Jakoś brakowało mi Rossa obok. Czułam się dziwnie kiedy go niema. W sumie to wszystko prze zemnie, ale no co mu się w tym nie podoba, że przyjaźnię się z Connorem. Jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Nie chcę o tym na razie myśleć. Mam w planach dobrze się bawić. W wannie spędziłam dobre 3 godziny. Potem był szybki makijaż i włosy.
Zaszalejemy ubieram sukienkę. Jakoś nigdy nie nosiłam sukienek, ale raz się żyje. Ubrałam krótką, koronkową, obcisłą czarną sukienkę. Do tego wysokie buty. Gotowa byłam o 17:55. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Connor! Otworzyłam.
-Oł ty masz sukienkę. -zmierzył mnie wzrokiem.
-No mam, mam.
-Muszę przyznać, że Ci pasuje. -uśmiechnął się zalotnie.
-Idziemy? -kiwnął głową. W samochodzie panowała cisza. Nagle poczułam jak mój telefon zawibrował. Sms.
"Tylko dla tego, że nie akceptuję, że tak po prostu mu wybaczyłaś to ty przekreślasz nasz cały związek?" -Pewnie widział jak wsiadam do tego samochodu. Cholera.
-Connor jakoś źle się czuję...odwieziesz mnie do domu?
-Przestań, przejdzie Ci.
-Proszę...
-Nie! -znowu przypomniał mi się ten stary Connor. Zaczęłam się bać bo nie wiedziałam co mu może przyjść do głowy. Nie chciałam o tym myśleć. Dojechaliśmy pod jakąś dużą willę...czyli jednak nie klub tylko jakaś domówka na której nikogo nie będę znała. Świetnie. Drzwi były otwarte. Poszłam za brunetem. Dom był zapełniony ludźmi. Głośna muzyka, drinki... jakoś nie czułam się za dobrze. To raczej nie moje klimaty. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Brunet na chwilkę gdzieś zniknął. Usiadłam na sofie czekając na niego. Po chwili jednak się pojawił z dwoma drinkami. Podał mi go. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Potem atmosfera się trochę rozluźniła. Jacyś obcy kolesie zaczęli mnie prosić do tańca. Connor znowu zachowywał się normalnie. Nagle pociągnął mnie za rękę i kierował się schodami na górę do jakiegoś pokoju. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Odepchnęłam go.
-Słyszałam, że jesteśmy przyjaciółmi.
-Wiedziałem, że jesteś głupia, ale nie aż tak. Jak się tak szybko nie poddaję kochanie. -znowu się do mnie zbliżył. Wybiegłam z domu. Miałam jakąś godzinę drogi do ulicy na której mieszkam. Zaczęłam płakać. Bo przez moją naiwność możliwe, że rozwaliłam mój i Rossa związek.
Jednak tak szybko mi z nim nie poszło jak myślałam. Jakoś nie miałam na niego pomysłu.I no dalej nie jest za długi, ale przynajmniej jest. Mam nadzieję, że się spodobał. Mi jakoś nie za bardzo, ale no jakoś idzie. Jakoś szybko zleciało, mamy już 17 rozdział. Dziękuję tym co czytają. Kocham was mordki. ♥
-Hmm?
-No nareszcie. Gdzie ty jesteś!?
-Też miło Cię słyszeć.
-Gdzie jesteś!?
-W parku.
-Zaraz po ciebie przyjadę, siedź tam. -rozłączył się.
Trochę głupio mi było. Zachowałam się jak jakaś idiotka, która na dodatek noc spędziła w parku. Nawet nie chciałam wiedzieć jak wyglądam. Na Rossa nie czekałam długo bo po chwili go już zobaczyłam. Nawet się do mnie nie odezwał. Miał prawo. Nie dziwię mu się. Poszłam za nim do samochodu. Do domu jechaliśmy w ciszy. Po wejściu do domu od razu poszedł do swojego pokoju trzaskając drzwiami, ja skierowałam się do kuchni gdzie zastałam Rydel.
-Gdzie ty tyle byłaś, martwiłam się.
-Musiałam trochę odreagować. -powiedziałam krótko nalewając wody do szklanki.
-Pokłóciłaś się z Rossem, prawda?
-Może trochę, ale no nie ważne. Idę chyba do mnie.
-Przecież nikt nie zabrania Ci tu mieszkać.
-Wiem... -wyszłam. Skierowałam się do pokoju blondyna, ponieważ znajdowały się tam moje klucze i chciałam zabrać kilka rzeczy. Weszłam nie pukając. Od razu skierowałam się do szafy i wyciągnęłam kilka rzeczy. Chłopak się tylko na mnie patrzył.
-Wybierasz się gdzieś? -zapytał po chwili.
-Tak, idę do siebie.
-Czemu?
-A czemu nie? -nie uzyskała już odpowiedzi. Wyszłam. Na dole zaczepił mnie jeszcze Ratliff. Nie miałam jakoś ochoty wyjaśniać im, że pokłóciłam się z Rossem o taką "bzdetę" i dla tego idę do siebie. Jakoś dawno nie była w moim domu. Czułam się tak trochę nieswojo. Nie miałam żadnych planów. Sięgnęłam po laptopa i weszłam na twittera. Dawno mnie tam nie było. I pomyśleć, że kiedyś całe dnie tam spędzałam. Nic ciekawego się tam nie działo. Dostałam sms.
"Może masz ochotę gdzieś wyjść?" -Connor. Umm w sumie i tak nie mam żadnych planów, a co mi tam.
"Okej. O której i gdzie?"
"18, przyjdę po ciebie ♥" -Eww jest dopiero 13. Mam jeszcze czas.
Postanowiłam wziąć sobie długą i gorącą kąpiel. Jakoś brakowało mi Rossa obok. Czułam się dziwnie kiedy go niema. W sumie to wszystko prze zemnie, ale no co mu się w tym nie podoba, że przyjaźnię się z Connorem. Jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Nie chcę o tym na razie myśleć. Mam w planach dobrze się bawić. W wannie spędziłam dobre 3 godziny. Potem był szybki makijaż i włosy.
Zaszalejemy ubieram sukienkę. Jakoś nigdy nie nosiłam sukienek, ale raz się żyje. Ubrałam krótką, koronkową, obcisłą czarną sukienkę. Do tego wysokie buty. Gotowa byłam o 17:55. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Connor! Otworzyłam.
-Oł ty masz sukienkę. -zmierzył mnie wzrokiem.
-No mam, mam.
-Muszę przyznać, że Ci pasuje. -uśmiechnął się zalotnie.
-Idziemy? -kiwnął głową. W samochodzie panowała cisza. Nagle poczułam jak mój telefon zawibrował. Sms.
"Tylko dla tego, że nie akceptuję, że tak po prostu mu wybaczyłaś to ty przekreślasz nasz cały związek?" -Pewnie widział jak wsiadam do tego samochodu. Cholera.
-Connor jakoś źle się czuję...odwieziesz mnie do domu?
-Przestań, przejdzie Ci.
-Proszę...
-Nie! -znowu przypomniał mi się ten stary Connor. Zaczęłam się bać bo nie wiedziałam co mu może przyjść do głowy. Nie chciałam o tym myśleć. Dojechaliśmy pod jakąś dużą willę...czyli jednak nie klub tylko jakaś domówka na której nikogo nie będę znała. Świetnie. Drzwi były otwarte. Poszłam za brunetem. Dom był zapełniony ludźmi. Głośna muzyka, drinki... jakoś nie czułam się za dobrze. To raczej nie moje klimaty. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Brunet na chwilkę gdzieś zniknął. Usiadłam na sofie czekając na niego. Po chwili jednak się pojawił z dwoma drinkami. Podał mi go. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Potem atmosfera się trochę rozluźniła. Jacyś obcy kolesie zaczęli mnie prosić do tańca. Connor znowu zachowywał się normalnie. Nagle pociągnął mnie za rękę i kierował się schodami na górę do jakiegoś pokoju. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Odepchnęłam go.
-Słyszałam, że jesteśmy przyjaciółmi.
-Wiedziałem, że jesteś głupia, ale nie aż tak. Jak się tak szybko nie poddaję kochanie. -znowu się do mnie zbliżył. Wybiegłam z domu. Miałam jakąś godzinę drogi do ulicy na której mieszkam. Zaczęłam płakać. Bo przez moją naiwność możliwe, że rozwaliłam mój i Rossa związek.
Jednak tak szybko mi z nim nie poszło jak myślałam. Jakoś nie miałam na niego pomysłu.I no dalej nie jest za długi, ale przynajmniej jest. Mam nadzieję, że się spodobał. Mi jakoś nie za bardzo, ale no jakoś idzie. Jakoś szybko zleciało, mamy już 17 rozdział. Dziękuję tym co czytają. Kocham was mordki. ♥
niedziela, 3 sierpnia 2014
16
-...masz jedną szanse.
-Nie zmarnuję jej. -lekko się uśmiechną.
-Mam nadzieję.
-Czyli między nami ok?
-Tak, ale teraz muszę już wracać.
-Szkoda. -nie byłam jeszcze gotowa żeby go przytulić na pożegnanie więc po prostu odeszłam. Powoli szłam w stronę domu. W domu zastałam Rockyego i Rossa. Blondyn właśnie wychodził z salonu.
-Gdzie ty mi się włóczysz? Hmmm? -podeszłam do niego i się przytuliłam.
-Musiałam coś załatwić i się udało. -uśmiechnęłam się. Popatrzył na mnie pytająco. -Potem Ci powiem.
-Teraz...proszę? -zrobił tą swoją minę na którą ja oczywiście uległam.
-Ugh! No to chodź do pokoju. -poszliśmy w stronę pokoju. Zamknęliśmy drzwi.
-Więc...
-Rozmawiałam z Connorem.
-I...?
-I przeprosił mnie, zostaliśmy przyjaciółmi.
-AA ty tak po prostu mu wybaczyłaś?
-Tak, za bardzo mi na nim zależy... -blondyn popatrzył się na mnie.
-Zależy...
-Nie tak jak myślisz, tyle z nim przeżyłam i bardzo go lubię... -miałam ochotę powiedzieć "kocham" -ale to tylko przyjaźń.
-A ja mam wrażenie, że ty dalej coś do niego czujesz.
-Nie wierzysz mi? -nic nie odpowiedział. Wkurzona wybiegłam z pokoju. Rocky próbował coś powiedzieć, ale nie zdążył bo wybiegłam z domu. Chciałam iść do mojego domu, ale jak na złość klucze były w domu Lynchów. Nie miałam za bardzo ochoty tam wracać. Chciałam uniknąć spotkania z Rossem. Postanowiłam się przejść. Miałam dziwną ochotę napić się czegoś mocniejszego. Znalazłam w kieszeni kilka monet. Podeszłam do pobliskiego sklepu.
-Co podać? -zapytał całkiem przystojny sprzedawca. Uhhhh znowu mi wyleciał, że mam chłopka.
-Nie wiem...coś mocniejszego. -ciemno włosy kiwną głową. Spełnił moje oczekiwania. Zapłaciłam i szybko wyszłam ze sklepu. Postanowiłam udać się do pobliskiego parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam małymi łykami popijać napój. Godziny mijały, robiło się coraz ciemniej. Popatrzyłam na ekran telefonu:
3 nieodebrane połączenia od Rockyego
6 nieodebranych połączeń od Rydel i 7 od Rossa.
A jednak się o mnie martwią. Schowałam telefon do kieszeni. Nie byłam w stanie wracać do domu. Położyłam się na ławce. Zasnęłam.
Wiem, krótki, ale nowy pojawi się szybko. Liczę na komentarze. Postaram nowy napisać jak najszybciej i mam nadzieję, że będzie lepszy.
-Nie zmarnuję jej. -lekko się uśmiechną.
-Mam nadzieję.
-Czyli między nami ok?
-Tak, ale teraz muszę już wracać.
-Szkoda. -nie byłam jeszcze gotowa żeby go przytulić na pożegnanie więc po prostu odeszłam. Powoli szłam w stronę domu. W domu zastałam Rockyego i Rossa. Blondyn właśnie wychodził z salonu.
-Gdzie ty mi się włóczysz? Hmmm? -podeszłam do niego i się przytuliłam.
-Musiałam coś załatwić i się udało. -uśmiechnęłam się. Popatrzył na mnie pytająco. -Potem Ci powiem.
-Teraz...proszę? -zrobił tą swoją minę na którą ja oczywiście uległam.
-Ugh! No to chodź do pokoju. -poszliśmy w stronę pokoju. Zamknęliśmy drzwi.
-Więc...
-Rozmawiałam z Connorem.
-I...?
-I przeprosił mnie, zostaliśmy przyjaciółmi.
-AA ty tak po prostu mu wybaczyłaś?
-Tak, za bardzo mi na nim zależy... -blondyn popatrzył się na mnie.
-Zależy...
-Nie tak jak myślisz, tyle z nim przeżyłam i bardzo go lubię... -miałam ochotę powiedzieć "kocham" -ale to tylko przyjaźń.
-A ja mam wrażenie, że ty dalej coś do niego czujesz.
-Nie wierzysz mi? -nic nie odpowiedział. Wkurzona wybiegłam z pokoju. Rocky próbował coś powiedzieć, ale nie zdążył bo wybiegłam z domu. Chciałam iść do mojego domu, ale jak na złość klucze były w domu Lynchów. Nie miałam za bardzo ochoty tam wracać. Chciałam uniknąć spotkania z Rossem. Postanowiłam się przejść. Miałam dziwną ochotę napić się czegoś mocniejszego. Znalazłam w kieszeni kilka monet. Podeszłam do pobliskiego sklepu.
-Co podać? -zapytał całkiem przystojny sprzedawca. Uhhhh znowu mi wyleciał, że mam chłopka.
-Nie wiem...coś mocniejszego. -ciemno włosy kiwną głową. Spełnił moje oczekiwania. Zapłaciłam i szybko wyszłam ze sklepu. Postanowiłam udać się do pobliskiego parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam małymi łykami popijać napój. Godziny mijały, robiło się coraz ciemniej. Popatrzyłam na ekran telefonu:
3 nieodebrane połączenia od Rockyego
6 nieodebranych połączeń od Rydel i 7 od Rossa.
A jednak się o mnie martwią. Schowałam telefon do kieszeni. Nie byłam w stanie wracać do domu. Położyłam się na ławce. Zasnęłam.
Wiem, krótki, ale nowy pojawi się szybko. Liczę na komentarze. Postaram nowy napisać jak najszybciej i mam nadzieję, że będzie lepszy.
piątek, 1 sierpnia 2014
15
Leżałam na brzuch, a ręką próbowałam znaleźć Lyncha. Jednak mi się to nie udało. Odwróciłam się i ku mojemu zaskoczeniu go nie zobaczyłam. Sięgnęłam po telefon w celu sprawdzenia godziny. 13! Leniwie wstałam z łóżka i udałam się do kuchni. Zastałam tam tylko Rockyego, siedział przy stole zajadając się naleśnikami.
-Gdzie jest Ross? -zapytałam od razu po wejściu do kuchni.
-A może byś się tak przywitała, a nie. -popatrzył na mnie.
-Cześć Rochy, gdzie Ross?
-Tak lepiej. -głupio i z satysfakcją się uśmiechnął.
-Wezwali go na plan i nie chciał Cię budzić..a i kazał żebym Ci zrobił śniadanie. -podsunął talerz z naleśnikami w moją stronę.
-Ommmomo dziękuję. -usiadłam przy stole i zaczęłam pochłaniać posiłek. Brunet się tylko na mnie patrzył i uśmiechał. -Ej a tak w ogóle gdzie są wasi rodzice?
-Wyjechali na dwa tygodnie, a potem chyba się mają przeprowadzać bo coś tam mówili.
-Jakoś tak dziwnie będzie. -uśmiechnęłam się. Odwzajemnił mój. Uśmiech po chwili do kuchni przyszła reszta rodzeństwa. Siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy w sumie o wszystkim.
-To jakie macie plany na dzisiaj? -zapytała Rydel.
-Ja planuję się wybrać na jakieś zakupy...bo wiecie mój aniołek przylatuje. -wszyscy popatrzyli się na Rikera z miną "jaki aniołek". -Victoria idioci.
-No tak, wypadało by kupić nową koszulę. -dodał uśmiechnięty Ell.
-Ommm no to ja się zabieram z Rikusiem. -odpowiedziała Rydel. -A ty Alice masz jakieś plany? -wyrwała mnie z zamyślenia.
-Ymm...raczej nie, pewnie Ross wróci późno to posiedzę w domu przed telewizorem. -uśmiechnęłam się.
-Potowarzyszę Ci żebyś nie czuła się samotna. -dziwnie się na mnie popatrzył Rocky.
-Dz...dzięki. Na ciebie to zawsze można liczyć. -powiedziałam śmiejąc się.
-Wie, wiem.
-A ja nie zamierzam z wami siedzieć przed telewizorem tylko wybiorę się na zakupy. -powiedział dumnie Ell.
-Nie no, nie mam nic przeciwko żebyście się wybrali ze mną na zakupy. -odpowiedział ironicznie Riker.
-To jedziemy! Umm a ty Ryland gdzie? -powiedziała blondynka do wstającego brata.
-Idę do kumpla i nie wiem czy wrócę na noc. Pa. -wyszedł. Jeszcze chwilę posiedzieliśmy, ale po woli wszyscy się już zaczęli rozchodzić. W domu zostałam tylko ja i Rocky. Brunet siedział na fotelu, a ja leżałam na kanapie. Zaczęliśmy oglądać jakąś komedie romantyczną. Nie zbyt zwracałam uwagę na to co się dzieje woku mnie. Widziałam tylko ekran telewizora. Byłam tak skupiona na filmie, że nawet nie zauważyłam jak ktoś dzwoni do mnie. Dopiero uświadomił mi to Rocky.
-Halo?
-Cześć? I się nie rozłączaj. Może byś miała ochotę się przejść na spacer. Chcę tylko porozmawiać. Proszę...
-No nie wiem, nie chce mi się.
-Proszę...chcę tylko porozmawiać. -a co mi szkodzi.
-No dobra, już wychodzę, czekaj. -rozłączyłam się.
-Idziesz gdzieś?
-Idę się przejść, Connor dzwonił i mówi, ze chce porozmawiać. -Rocky nie znał tej całej historii z nim.
-Tak samego mnie zostawisz? -zrobił smutną minkę.
-No chętnie bym Cię zabrała, ale to rozmowa na cztery oczy...
-Dobra, dobra. -przewrócił oczami. Wyszłam z domu. Stał już na naszym podjeździe. Powoli podeszłam do niego. Na jego twarzy rysował się uśmiech. Przywitałam się z nim i poszliśmy powoli w stronę parku. Szliśmy powoli w ciszy.Jednak postanowiłam przerwać tą ciszę.
-To o czym chciałeś porozmawiać?
-Zrozumiałem, że masz chłopka z którym jesteś bardzo szczęśliwa. Nie chcę niszczyć waszego szczęścia. Wystarczy mi, że zepsułem swoje. Bądźmy przynajmniej przyjaciółmi, nic innego nie chcę. -popatrzył się na mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
-Nie mam pojęcia czy powinnam się zgodzić, ale...
I nareszcie mamy 15 rozdział. Pisałam go trzy razy i w końcu go mam. Wiem, że krótki i za to bardzo przepraszam, ale brak czasu.Dziękuję za komentarze i za to, że w ogóle ktoś to czyta. To pisanie nie idzie mi za dobrze, ale no jakoś się w to wszystko wplątałam i chciałam spróbować. Postaram się nowy rozdział dodać szybciej.
Pozdrawiam wszystkich czytelników. ♥♥♥♥♥
-Jakoś tak dziwnie będzie. -uśmiechnęłam się. Odwzajemnił mój. Uśmiech po chwili do kuchni przyszła reszta rodzeństwa. Siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy w sumie o wszystkim.
-To jakie macie plany na dzisiaj? -zapytała Rydel.
-Ja planuję się wybrać na jakieś zakupy...bo wiecie mój aniołek przylatuje. -wszyscy popatrzyli się na Rikera z miną "jaki aniołek". -Victoria idioci.
-No tak, wypadało by kupić nową koszulę. -dodał uśmiechnięty Ell.
-Ommm no to ja się zabieram z Rikusiem. -odpowiedziała Rydel. -A ty Alice masz jakieś plany? -wyrwała mnie z zamyślenia.
-Ymm...raczej nie, pewnie Ross wróci późno to posiedzę w domu przed telewizorem. -uśmiechnęłam się.
-Potowarzyszę Ci żebyś nie czuła się samotna. -dziwnie się na mnie popatrzył Rocky.
-Dz...dzięki. Na ciebie to zawsze można liczyć. -powiedziałam śmiejąc się.
-Wie, wiem.
-A ja nie zamierzam z wami siedzieć przed telewizorem tylko wybiorę się na zakupy. -powiedział dumnie Ell.
-Nie no, nie mam nic przeciwko żebyście się wybrali ze mną na zakupy. -odpowiedział ironicznie Riker.
-To jedziemy! Umm a ty Ryland gdzie? -powiedziała blondynka do wstającego brata.
-Idę do kumpla i nie wiem czy wrócę na noc. Pa. -wyszedł. Jeszcze chwilę posiedzieliśmy, ale po woli wszyscy się już zaczęli rozchodzić. W domu zostałam tylko ja i Rocky. Brunet siedział na fotelu, a ja leżałam na kanapie. Zaczęliśmy oglądać jakąś komedie romantyczną. Nie zbyt zwracałam uwagę na to co się dzieje woku mnie. Widziałam tylko ekran telewizora. Byłam tak skupiona na filmie, że nawet nie zauważyłam jak ktoś dzwoni do mnie. Dopiero uświadomił mi to Rocky.
-Halo?
-Cześć? I się nie rozłączaj. Może byś miała ochotę się przejść na spacer. Chcę tylko porozmawiać. Proszę...
-No nie wiem, nie chce mi się.
-Proszę...chcę tylko porozmawiać. -a co mi szkodzi.
-No dobra, już wychodzę, czekaj. -rozłączyłam się.
-Idziesz gdzieś?
-Idę się przejść, Connor dzwonił i mówi, ze chce porozmawiać. -Rocky nie znał tej całej historii z nim.
-Tak samego mnie zostawisz? -zrobił smutną minkę.
-No chętnie bym Cię zabrała, ale to rozmowa na cztery oczy...
-Dobra, dobra. -przewrócił oczami. Wyszłam z domu. Stał już na naszym podjeździe. Powoli podeszłam do niego. Na jego twarzy rysował się uśmiech. Przywitałam się z nim i poszliśmy powoli w stronę parku. Szliśmy powoli w ciszy.Jednak postanowiłam przerwać tą ciszę.
-To o czym chciałeś porozmawiać?
-Zrozumiałem, że masz chłopka z którym jesteś bardzo szczęśliwa. Nie chcę niszczyć waszego szczęścia. Wystarczy mi, że zepsułem swoje. Bądźmy przynajmniej przyjaciółmi, nic innego nie chcę. -popatrzył się na mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
-Nie mam pojęcia czy powinnam się zgodzić, ale...
I nareszcie mamy 15 rozdział. Pisałam go trzy razy i w końcu go mam. Wiem, że krótki i za to bardzo przepraszam, ale brak czasu.Dziękuję za komentarze i za to, że w ogóle ktoś to czyta. To pisanie nie idzie mi za dobrze, ale no jakoś się w to wszystko wplątałam i chciałam spróbować. Postaram się nowy rozdział dodać szybciej.
Pozdrawiam wszystkich czytelników. ♥♥♥♥♥
poniedziałek, 28 lipca 2014
14
Trasa się skończyła, a ja na dobre się przeprowadziłam do
Lynchów. Domu postanowiłam nie sprzedawać, ponieważ jak by rodzice przyjechali
to w tedy by mieszkali tam.
Po trasie zżyłam się
z nimi jeszcze bardziej.
Siedzimy właśnie w salonie i oglądamy film, ale nagle
zawibrował mi telefon. Wyszłam, ponieważ nie chciałam im przeszkadzać.
-Halo?
-Cześć, to ja Connor.
–od razu poznałam głos chłopaka.
-Czemu do mnie
dzwonisz, myślałam, że nasza znajomość jest już skończona.
-Dzwonię, bo jestem
przejazdem w LA i się dowiedziałem, że ty też jesteś. Mógł bym liczyć na
spotkanie?
-Nie wiem, nie.
–rozłączyłam się i wróciłam do salonu. Usiadłam obok blondyna, a on mnie objął.
-Kto to? –zapytał.
-Nikt. Rydel możemy pogadać? –zapytałam blondynki.
-Pewnie, chodź do mnie. –Ross się dziwnie na mnie patrzył. Nie
przejęłam się tym tylko poszłam z dziewczyną do jej pokoju. Zamknęłyśmy drzwi i
usiadłyśmy wygodnie na łóżku.
-To o czym chciałaś pogadać? –zapytała uśmiechając się.
-Dzwonił do mnie Connor… mój były, jest w LA i chce się
spotkać.
-No, ale jest twoim byłym, a ty masz już chłopaka, a pogadać
nie zaszkodzi.
-Nie chodzi o to. Ja w pewnym sensie boję się trochę tego
spotkania. Byliśmy razem dobry rok, ale dość ostro się pokłóciliśmy i
postanowiliśmy się rozstać. Po trzech latach nasze drogi się znowu zeszły, nie
potrafiliśmy bez siebie żyć, przeżyłam z nim masę pięknych i nie zapomnianych
chwil, ale on zeszedł trochę na złą drogę i znowu się pokłóciliśmy i
rozstaliśmy. Po tym zrobił się w stosunku do mnie strasznie arogancki. Nie wiem
co mu przyszło do głowy żebym się z nim spotkała.
-Wiesz może chce po prostu pogadać, jesteś w LA, on też to
czemu nie.
-Tak, tylko nie wiadomo jak Ross na to zareaguje, że się idę
spotkać z byłym chłopakiem.
-Może na razie po prostu mu nie mów, że to twój były
chłopak.
-Sama nie wiem, nie chce go okłamywać.
-No trochę fatalna sytuacja.
-Dobra chodź idziemy do nich. –zeszłyśmy na duł, film się
właśnie skończył, a Riker siedział dziwnie
szczęśliwy.
-A temu co? –zapytała Rydel.
-Victoria w przyszłym tygodni przylatuje. –odparł zadowolony
Riker.
-No to my ją zabieramy na zakupy. –powiedziała zadowolona
Rydel.
-Popieram. –uśmiechnęłam się.
-Tsaaa chciałybyście.
-Noo… -zaczęła Rydel.
-Ja za chwilkę wracam idę do łazienki. –wyszłam nie dla tego, że chciałam skorzystać z
toalety, ale postanowiłam, że się spotkam z Connorem. Napisałam mu szybko smsa.
„Możemy się spotkać
dzisiaj koło 18 w parku obok galerii.”
Po chwili dostałam odpowiedź.
„Mam na dzieję, że się
nie rozmyślisz i na pewno przyjdziesz. :)” –przemyłam twarz zimną wodą i wyszłam
z łazienki. Dochodziła 16, mam jeszcze 2 godziny. Poszłam jeszcze chwilę do
salonu, a potem się wyrwałam pod pretekstem, że idę na spacer. Ross oczywiście
chciał iść ze mną, ale jakoś udało mi się go przekonać.
-Szłam w stronę parku, w głowie kłębiło mi się mnóstwo
myśli. Nagle zobaczyłam dobrze znaną mi postać. Od razu wszystko mi się
przypomniało, miałam go ochotę przytulić. Podszedł do mnie.
-No hej piękna. –rozłożył ręce żeby mnie przytulić, ale się
odsunęłam.
-Daruj sobie. –powiedziałam zirytowana jego zachowaniem.
-A ciebie co ugryzło.
-Nic. No to może mi powiesz co Cię sprowadza do LA?
-To tylko tak przejazdem, w przyszłym tygodniu już mnie tu
nie będzie. –nic nie odpowiedziałam, usiadłam z brunetem na ławce. Chwile milczeliśmy,
ale on przerwał tą nie zręczną ciszę. –A tobie jak się ułożyło? Masz chłopaka?
–popatrzył się na mnie.
-Mam i jestem z nim bardzo szczęśliwa, a ty?
-Cieszę się, że Ci się ułożyło, a ja jestem sam i po za tym
to nic ciekawego się w moim życiu nie wydarzyło.
-Czemu sobie kogoś nie znajdziesz? –zapytałam nie pewnie.
-Bo nie potrafię być z nikim innym niż z tobą.
-Wiesz o tym dobrze, ze nasz temat jest już zamknięty.
-Alice… -położył rękę na moim policzku. –Ja wiem, że bardzo
chcesz być znowu ze mną tylko nie chcesz się do tego przyznać, ja wiem, że ty
mnie dalej bardzo kochasz.
-Muszę Cię rozczarować, ale już dawno Cię przestałam kochać.
–uśmiechnęłam się ironicznie i zdjęłam rękę chłopaka z mojego policzka. –I co tylko po to się chciałeś ze mną spotkać
żeby wyznać mi swoją wielką miłość?! To ty wszystko zepsułeś, mogliśmy teraz
być szczęśliwi, ale ty wszystko spieprzyłeś. Ja już sobie wszystko ułożyłam i
niema tam miejsca dla ciebie. –Wstałam szybko z ławki, ale brunet złapał mnie
za rękę, spojrzał jego brązowe oczy i wyrwałam się. Biegłam w stronę domu
Lynchów. Marzyłam tylko o tym, żeby on już zniknął z mojego życia, ale dobrze
wiedziałam, że się tak łatwo nie podda i zrobi wszystko żebym znowu z nim była…
pewnie nawet posunie się do tego żeby zniszczyć mój i Rossa związek.
Po wejściu do domu od razu pobiegłam do pokoju blondyna
gdzie go spotkałam. Stał przy oknie, ale kiedy weszłam od razu się odwrócił, a
ja się do niego przytuliłam.
-Ross… obiecasz mi coś? –zapytałam przerywając ciszę.
-Co tylko chcesz.
-Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz, obiecaj… -do oczu napłynęły
mi łzy.
-Obiecuję. Nigdy Cię nie zostawię. Do końca życia będziemy
razem. A jak będziesz chciała ode mnie odejść to ja Ci nie pozwolę.
-Kocham Cię.
-Ja ciebie też. –chłopak lekko pocałował mnie w czoło. –Wiem
jedno, że teraz musimy być silni i zwyciężyć to co pewnie nas niedługo spotka.
Nie wiem czy damy radę, ale mam taką nadzieję. Te najbliższe dni to będzie bardzo
duża i ciężka próba dla naszego związku.
Poszłam wziąć szybki prysznic, a potem położyłam się
wygodnie w łóżku czekając na mojego partnera. Po chwili przyszedł, jak zwykle w
samych bokserkach, a ja dalej nie mogłam się przyzwyczaić do tego widoku. Blondyn
położył się obok mnie i mocno mnie przytulił. Lecz tę piękną chwilę przerwał
nam mój telefon… przyszedł sms od Connora. Od razu go przeczytałam.
„No hej kochanie.
Jutro mam nadzieję, że też się spotkamy. A i podjąłem pewną decyzje, a mianowicie taką, że
zamieszkam na stałe w LA. Kocham Cię słonko i dobranoc”
Po przeczytaniu wiadomości uśmiech od razu zeszedł mi z
twarzy. Czemu on chce tu zamieszkać? Może powinnam o wszystkim powiedzieć
Rossowi… powiem mu jutro.
-Coś się stało?
-Nie, nic tylko jestem już troszkę zmęczona. Nie obrazisz
się ja już pójdę spać.
-No co ty. Dobranoc. –przytuliłam się do chłopaka i usnęłam.
Mamy już 14 rozdział. Muszę przyznać, że wciągnęła mnie to pisanie. Ale nie wiem czy jest dalej sens...
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
czwartek, 24 lipca 2014
13
Obudziłam się gdzieś nad ranem, byłam w ramionach Rossa.
Wiedziałam, że już pewnie nie usnę, więc postanowiłam wybrać się na krótki
spacer. Powoli próbowałam się wydostać z ramion śpiące blondyn, ale niestety go
obudziłam.
-Śpij, ja idę się przejść, za chwilkę wrócę. –wyszeptałam.
-Pójdę z tobą.
-Nie, ty śpij.
-Ale masz uważać na siebie. –pokiwałam głową i cicho wyszłam
z autokaru. Było szarawo i panował spokój i cisza, która była nie podobna do
tego wielkiego i zatłoczonego miasta. Powoli chodziłam uliczkami Londynu. Fajnie by było tu mieszkać, ale zakochałam
się w LA. Zobaczyłam grupkę chłopaków (19-25), byli pijani. Pewnie wracali z
jakiejś imprezy. Odwróciłam się w drugą stronę i skręciłam w inną uliczkę… szli
za mną. Jeszcze raz skręciłam, ale dalej szli za mną i pogwizdywali. Zaczęłam
biegnąć, bałam się ich.
-Gdzie Ci się tak śpieszy?! –zawołał jeden. Nic nie
odpowiedziałam, ale mój pech, że drogę ucieczki zagrodził mi ogromny betonowy
płot. D o szli do mnie, a ja nie
miałam gdzie uciec.
-No widzę, że trafiliśmy na dziewczynę Lyncha! Co za
zaszczyt. –zaczął jeden, a wszyscy zaczęli się śmiać z tego „żartu”, który
nawet nie był śmieszny. Byłam przerażona, wiedziałam, że nikt mnie pewnie nie
uratuje przed tym co ma mnie spotkać za chwilę. Jeden z nich do mnie podszedł i
przycisnął mnie do płotu.
-Zastaw mnie, puść mnie! –z oczu popłynął mi strumień łez.
-Kotku nikt Cię nie uratuje, dzisiaj jesteś nasza, więc daj
nam zrobić swoje i przestań się wydzierać. –zamknęłam oczy, ściągnął ze mnie
moją bluzkę. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Domyślałam się, że to Ross,
ale nic nie mogłam zrobić. Chciałam się wydostać, ale dostałam w twarz z
liścia. Nie Mogłam nic zrobić, musiałam czekać.
-Zostaw ją albo zadzwonię na policję! –usłyszałam głos
jakiegoś mężczyzny. Widać było, że się trochę wystraszyli i wszyscy pouciekali,
mężczyzna podszedł do mnie. Usiadłam opierając się o ogrodzenie, rozpłakałam
się. –Zrobili Ci coś?
-Nie zdążyli. –powiedziałam przez łzy, a mój telefon kolejny
raz zawibrował.
-Ross przyjedź po
mnie, proszę. –mówiłam płacząc.
-Alice! Co się stało!?
–widać było, że jest przestraszony i zdenerwowany.
-Po prostu przyjedź,
proszę. Jestem obok jakiegoś opuszczonego sklepu, niedaleko autokaru.
-Już jadę, czekaj tam.
Cała się trzęsłam i płakałam.
-Mogę zaczekać tutaj z tobą do póki ktoś po ciebie nie
przyjdzie. –mężczyzna przykucnął obok mnie i się miło uśmiechnął. Pokiwałam
głową. –John. –spojrzałam na niego pytająco. –Mam na imię John.
-Alice. –na tym się skończyła nasza rozmowa, ponieważ ja nie
byłam w stanie się uspokoić.
Ross
Biegłem i jej szukałem. Byłem przerażony. Bałem się o nią. W
końcu ją znalazłem. Szybko podbiegłem i ją przytuliłem.
-Ciiii już jestem, nie płacz. –od razu się domyśliłem co się
stało. Siedziała tam bez bluzki i cała się trzęsła. –Dziękuję, że się Pan nią zajął. –pokiwał
głową i odszedł. Wziąłem ją na ręce i powoli niosłem w stronę autokaru. Cały
czas płakałam, nie lubię kiedy jest w takim stanie. Nie chcę nawet myśleć co by
się stało gdyby nie ten mężczyzna. –Jesteśmy. –wszedłem z nią do autokaru.
Wszyscy już byli na nogach.
-Do cholery gdzie wy… Alice co się stało! –zaczął Rocky. Nic
nie odpowiedziałem. Położyłem ją na sofie, która się tam znajdowała i usiadłem
obok.
-Alice jejku co się stało. –podbiegła Rydel do bladej
dziewczyny. –Ross… ?-wszyscy patrzyli i się przyglądali spuchniętej od płaczu
twarzy dziewczyny. Po chwili przyszli rodzice.
-Ross co jest z Alice! Co się stało? –zaczął mój ojciec.
Widziałem w jego oczach przerażenie, ale to chyba u wszystkich można było
zobaczyć.
-Wyszła na spacer rano, a potem do mnie zadzwoniła, jakiś
mężczyzna ją uratował. Gdyby nie on to…
-Wyjdźcie wszyscy, idźcie się gdzieś przejść, a Ross niech z
nią sam zostanie. –rodzeństwo posłuchało rozkazu mamy i opuścili autokar.
Usiadłem obok niej i złapałem ją za rękę. Zdawałem sobie z tego sprawę, że
przeżyła ogromny szok.
Alice
Leżałam trzymając Rossa za rękę, praktycznie nie wiedziałam
co się ze mną dzieje, cały czas widziałam tylko tego kolesia, który wszędzie
mnie dotyka i pozbywa się mojego ubrania. Cała się trzęsłam, blondyn podał mi
kubek z herbatą.
-Masz, napij się. –napiłam się kilka łyków, po czym oddałam
mu kubek. Cały czas patrzyłam się mu prosto w oczy. Przez głowę przeszła mi
myśl. Bałam się, że oni mnie jeszcze dopadną, a Rossowi stanie się krzywda.
Leżałam kilka godzin tak, cały czas siedział obok mnie blondyn, który mocno
mnie trzymał za rękę.
-Boję się. –wyszeptałam, a do oczu znowu napłynęły mi łzy.
-Nic Ci się już nie stanie, ja o to zadbam. –otarł mi łzę,
która powoli spływała po moim policzku.
-Ross…
-Co się stało kochanie? –przejechał ręką po moich włosach.
-Na razie nie mówmy moim rodzicom, do niczego na szczęście nie doszło, a nie chcę ich martwić.
-Jak chcesz tak będzie. –uśmiechnął się do mnie. Powoli
zaczęłam wstawać. Podał mi rękę i już po chwili siedziałam obok niego opierając
głowę o jego ramię. Nagle jego telefon za wibrował. Odebrał.
-Halo?
-I jak z nią?
-Już lepiej.
-Ross za trzy godziny
mamy samolot więc…
-To wy gdzie
jesteście?
-Przed autokarem i nie
wiem czy możemy wejść. –blondyn popatrzył się na mnie, pokiwałam głową.
-Wchodźcie. –rozłączył
się.
Po chwili wszyscy po kolei weszli do autokaru.
-I jak się kochana czujesz? –Rydel usiadła obok mnie.
-Już lepiej, to wszystko dzięki Rossowi. Popatrzyłam się na
blondyna, który się do mnie uśmiechnął.
-Na poprawę humoru pacz co Ci kupiłem. –uśmiechnięty Ell
trzymał w rękach conversy w zebrę.
-Oooo dziękuję, kochany jesteś. –szeroko się uśmiechnęłam.
-Teraz już przynajmniej nie będziesz ich ode mnie sępić.
–szeroko się uśmiechnęłam po czym założyłam nowe conversy. Wszyscy patrzyli się
na mnie i uśmiechali.
-Dziękuję Wam za wszystko, jesteście dla mnie jak rodzina i
nie wiem jak bym sobie bez was poradziła w LA i teraz tutaj. –podeszłam do
każdego i ich przytuliłam.
-Alice ty jesteś dla nas jak nasza druga córka. –uśmiechnęła
się Stormie i Mark. Odwzajemniłam uśmiech.
Potem trzeba było zbierać się na lotnisko. Na kolejny
koncert, do kolejnych fanów.
Chcę podziękować dziewczynie, która regularnie czyta mojego bloga i go komentuje. DZIĘKUJĘ SŁONKO.
Mamy już 13 rozdział. Jednak go dodaje szybciej niż myślałam.
środa, 23 lipca 2014
12
Obudziłam się w objęciach Rossa. Podniosłam głowę… taaaa
byliśmy w ciężarówce. Spojrzałam na ekran mojego telefonu. Była godzina 2 nad
ranem i 5 nieodebranych połączeń od mamy i 3 od taty. Obudziłam Rossa.
-Czemu mnie budzisz, jest środek nocy. –powiedział z
zamkniętymi oczami.
-Wstawaj. Jesteśmy w ciężarówce i rodzice do mnie cały czas
dzwonią. –chłopak szybko się poderwał. Ubraliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną
do domu. Co chwilkę na siebie spoglądaliśmy i się głupio uśmiechaliśmy.
Próbowaliśmy cicho wejść do domu, ale nam się oczywiście nie udało bo jak to on
musiał się potknąć o buty i obudził mamę.
-Gdzie wyście tyle byli? –zapytała zaspana mama.
-Umm pokazywałam Rossowi miasto.
-Nooo muszę przyznać, że piękne macie to miasto. –głupio się
uśmiechnął. Taa jak by czegoś oryginalniejszego nie mógł wymyślić.
-Dobra idźcie może już spać bo z tego co wiem musicie
wcześnie wstać. –poszliśmy do mojego pokoju. Ja się od razu „walnęłam ” na
łóżko.
-Może byś się tak przebrała. Bo jak nie to ja będę zmuszony
to zrobić.
-Zrobię to sama bo byś miał za dużo atrakcji jak na jeden
dzień. –po 15 minutach już leżeliśmy w łóżku. Szybko zasnęliśmy po dni pełnym
„wrażeń”, że tak powiem. Ja dalej nie mogłam uwierzyć, że on przerwał trasę
specjalnie dla mnie. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego.
Ktoś chyba próbował mnie obudzić, ale niezbyt się tym
przejęłam i próbowałam ignorować, ale w końcu to już się robiło tak nieznośne,
że otwarłam oczy.
-No nareszcie. –zobaczyłam dobrze znanego mi blondyna.
-Co chcesz, że mnie tak wcześnie budzisz?
-Ehem mamy za godzinę samolot więc może byś wstała.
-To dzisiaj!? –zerwałam się z łóżka.
-Mhyy.
-Za 15 minut będę gotowa, a ty mi szybko włóż te ubrania co
leżą na krześle do walizki. –zabrałam ubrania i pobiegłam do łazienki.
Wyprostowałam włosy, zrobiłam lekki makijaż, bo o prysznicu mogłam
poważyć. Szybko zbiegłam na duł.
-Jestemm!
-No to jak idziemy.
-To jak jedziecie tą ciężarówką. –odezwał się tata.
-Tak!! Kocham Cię tatusiu.
-Wiem. –poszłam się jeszcze pożegnać z mamą i siostrami i
ruszyliśmy w drogę. W samochodzie panowała cisza. Siedziałam Rossowi na
kolanach ponieważ w ciężarówce były tylko dwa miejsca. Postanowiłam przerwać tą
męczącą ciszę.
-To rozumiem tato, że wy tym razem przylatujecie do mnie,
znaczy do nas. –uśmiechnęłam się, a Ross na słowa „nas” odwzajemnił uśmiech.
-Chętnie, ale wiesz praca.
-To weź urlop.
-Postaram się.
-Mamy nadzieję, że państwo przylecą jak najszybciej. Tym
razem my was będziemy oprowadzać po mieście. –odezwał się uśmiechnięty blondyn.
-Jak macie nas oprowadzać po mieście tak ja Alice ciebie
wczoraj to ja dziękuję. –tata się na nas popatrzył.
-Ale skąd ty wiesz? –popatrzyliśmy się na niego ze zdziwieniem.
-No proszę was, co można robić tyle w ciężarówce we dwoje?
–tylko się na niego popatrzyliśmy i nie kontynuowaliśmy tematu, bo ja
przynajmniej czułam się nie swojo. Reszta drogi minęła w ciszy. Pożegnaliśmy
się z tatą, naszym następnym celem był Londyn. Praktycznie cały lot przespałam,
trzymając chłopaka za rękę. Obudził mnie dopiero jak dolecieliśmy na miejsce.
-Alice obudź się, już jesteśmy. –lekko mną „potrząsał”.
Otwarłam oczy.
-Okej. No to chodź. –blondyn podał mi rękę i się powoli
podniosłam. Trochę mi się zakręciło w głowie, ale to normalne. Poszliśmy
odebrać bagaże .
-Umm Ross jak ty zamierzasz wrócić do autokaru?
-Mój tata po nas przyjedzie. –rozglądaliśmy się za Markiem.
Po chwili go ujrzeliśmy. Widać było, że jest trochę zły na Rossa, ale no co mu
się dziwić. Poszliśmy za nim do samochodu. Usiadłam z tyło z blondynem. Po
wejściu do samochodu tata blondyna od razu zaczął rozmowę.
-Masz mi może coś do powiedzenia Ross?
-Tak wiem zawiodłem was wszystkich, jesteście cholernie na
mnie wkurzeni, ale ja musiałem. Przepraszam.
-To trochę moja wina, bo gdybym nie wyjechała to by do tego
nie doszło. –stanęłam w obronie chłopaka.
-Alice to nie twoja wina tylko jego. Zrobił tak bo mu się
podobało.
-Tato, ale ja za nią za bardzo tęskniłem, nie dożyłbym tego
miesiąca.
-Dobra rozumiem, ale spróbuj to wytłumaczyć Rikerowi bo mu
się to niezbyt podobało.
-Coś wymyślę. –uśmiechnął się w moją stronę.
-Dobra jesteśmy. Dzisiaj jest nocka w autokarze więc masz
się pogodzić z Rikerem i wszystkich po przepraszać bo inaczej nie będzie
ciekawie. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do autokaru.
-No kochana na reszcie jesteś. Nawet nie wiesz jak się za
tobą stęskniłam! –od razu podbiegła Rydel i mnie przytuliła.
-Ja też się za wami wszystkimi bardzo stęskniłam. Te dwa
tygodnie bez was to jak jakaś tortura. –poprzytulałam się z wszystkimi.
-O kto to raczył wrócić? Przypomniałeś sobie, że dzisiaj
mamy koncert? –zaczął zdenerwowany Riker.
-Uspokój się. Też byś zrobił tak na moim miejscu.
-No jakoś ja nie przerywam sobie trasy i nie lecę do
Victorii bo mam taki kaprys.
-Tęskniłem za nią jasne! Jeszcze nigdy na tak długo się nie
rozstawaliśmy. Wiem zawiodłem Was wszystkich, fanów też. Przepraszam. –wszyscy
się na niego popatrzyli.
-Riker to też moja wina. –podeszłam do Rossa i złapałam go
za rękę.
-Mam nadzieję, że to był ostatni raz.
-Bo był.
-Czyli już okey?
-Można tak powiedzieć. –siedzieliśmy jeszcze chwilę, ale po
woli trzeba było się zbierać. Nie miałam jakoś ochoty tam iść. Nie wiem dla
czego, zostałam pod pretekstem, że boli mnie brzuch. Siedziałam sama, w ciszy.
Potrzebowałam takiej chwili by pobyć sama ze sobą. Po prostu ponudzić się.
Wcześniej tak wyglądało moje życie. Ja, pusty pokuj, laptop i telefon. Na
szczęście ktoś mnie w końcu z tego wyciągnął. Przeglądałam twistera i natknęłam
się na zdjęcia z dzisiejszego koncertu. Fanki płaczące z wrażenia i z tęsknoty
za idolami. Doskonale wiedziałam co czują bo byłam kiedyś na ich miejscu. Po
chwili wszyscy wrócili.
-Już jesteśmy! –krzyknął Rocky zaraz po wejściu.
-Widzę i słyszę. –uśmiechnęłam się.
-Tęskniłaś? –Ross mnie lekko pocałował.
-Troszeczkę.
-Nie wiem jak wy, ale ja chyba pójdę spać. –odparł Rocky.
-No my też idziemy. –Ross pociągnął mnie za rękę.
-I wy we dwójkę chcecie spać nade mną? –oburzył się brunet.
-Tak.
-To jak ja mam niby spać?
-Yyy no normalnie.
-Macie być cicho. –wszyscy dziwnie się na nas
popatrzyli. Łóżko Rossa znajdowało się na samej górze nad łóżkiem Rockyego.
Więc blondyn pomógł mi wejść. Po 10
minutach już leżał obok mnie. Objął mnie, byliśmy odwróceni w swoją stronę. Ale
zamiast spać to cały czas patrzyliśmy
się na siebie i głupio uśmiechaliśmy się. Postanowiłam posłuchać jakiejś
muzyki, wzięłam słuchawki i telefon i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę.
Oczywiście Ross zabrał mi jedną słuchawkę i tak słodko sobie poszliśmy spać.Doszłam do wniosku, że będę pisać to opowiadanie dla tych dwóch osób, ale też jest możliwa jakaś przerwa. Nie jestem pewna czy będzie, ale nie mogę jej wykluczyć. Spędzam teraz mało czasu w domu i za bardzo nie mam kiedy pisać.
Proszę znowu żeby komentować, wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna.
Jak chcecie się czegoś dowiedzieć to śmiało piszcie do mnie na twitterze.
MÓJ TWITTER:
poniedziałek, 21 lipca 2014
11
-Alice mogę? –zapukałam mama do pokoju.
-Mhyyy.
-Co się z tobą dzieje, to coś związanego z Rossem? –weszła do
pokoju i usiadła obok mnie.
-Ja po prostu cholernie za nim tęsknie. Nigdy się z nim nie
rozstawałam na tak długo. Nie przejmuj się mną. Przejdzie mi. –uśmiechnęłam
się, a mama wyszła z pokoju.
Ross
Wiedziałem, że Riker mnie zabije, ale mówi się trudno. W
końcu doleciałem do… Polski. Od razu wsiadłem w autobus i pojechałem do domu
blondynki.
Drzwi otworzył mi jej
tata.
-Ooo Ross miło Cię widzieć. Wchodź.
-Dzień dobry. –uśmiechnąłem się i wszedłem do środka. –Mogę
porozmawiać z Alice?
-Pewnie, jest u siebie. –pobiegłem w stronę jej pokoju. Nie
pukając do drzwi wbiegłem do środka.
-Wiem, że masz prawo być na mnie zła, jestem i byłem i będę
idiotą, ale przepraszam. –dziewczyna momentalnie się zerwała z łóżka i rzuciła
mi się na szyję.
-Ross! –mocno ją przytuliłem. –Tęskniłam.
-Już nigdy bez ciebie nie wyjadę, a tobie nie pozwolę.
-Kocham Cię. –nasze usta się złączyły.
Alice
Szczerze mogę powiedzieć, że byłam najszczęśliwsza na
świecie kiedy zobaczyłam jak Ross wchodzi do mojego pokoju, o tym właśnie
marzyłam.
-A tak w ogóle to ty czasami nie masz teraz trasy?
-Mam, ale ty jesteś ważniejsza. –nagle mój telefon
zawibrował.
-To Rydel, odbiorę.
-Halo?
-Alice?!
-Tak, a co się stało?
-Ross się pokłócił z Rikerem, że nie może przylecieć do ciebie i Ross
wyszedł kilkanaście godzin temu i jeszcze nie wrócił. Od nas nie odpiera
telefonów, Riker jest na niego mega wkurzony. Może ty byś do niego zadzwoniła,
od ciebie może by odebrał.
-Rydel… bo tak się składa, że Ross jest ze mną.
-Co!?
-Pogadam z nim.
-Życzę powodzenia. –rozłączyła się.
-Bardzo są na mnie wkurzeni? –zapytał od razu blondyn.
-Tak! Ross ty masz trasę nie możesz sobie jej tak przerwać
kiedy Ci się podoba, ty masz fanów którzy czekają żeby Cię zobaczyć.
-Wiem, ale ja musiałem. Ja musiałem Cię zobaczyć.
-To teraz co zamierzasz zrobić?
-Będę musiał tam wrócić bo inaczej żywego mnie już nie
zobaczysz. I tak sobie myślę czy byś nie poleciała ze mną?
-Ross…
-Proszę.
-Jak sam wrócę to nikt nie stanie w mojej obronie pewnie.
–kontynuował. –Jak chcesz mnie zobaczyć jeszcze żywego i takiego przystojnego
to leć ze mną.
-Przystojnego?
-No przecież jestem i to bardzo.
-Niech Ci będzie.
-Ej! To jak lecisz ze mną?
-Najpierw trzeba to wytłumaczyć mojej rodzince.
-Wieczorem wszystkich ściągniemy do salonu i im
wytłumaczymy. –na twarzy blondyna pojawił się uśmiech.
-Okej, czyli mniej więcej wszystko załatwione.
-Hyhy zgodziłaś się!!
-Nie. Czy ja powiedziałam, że się zgadzam.
-Emmm no to się zgadzasz?
-Powiedzmy, że tak. –chłopak mnie mocno przytulił.
-Awww kocham Cię Alice!
-Ja ciebie też. –i w tym momencie blondynowi zawibrował
telefon.
-Riker…
-Odbierz.
-Cześć braciszku.
-Ross idioto gdzie ty jesteś?!
-Nom tak się składa, że w Polsce, ale spokojnie wrócę , będę jutro
wieczorem.
-Fanom w Londynie powiedzieliśmy, że jesteś chory, ale na kolejnym
koncercie masz się pojawić.
-No będę i przestań się może drzeć. –na tym się skończyła nasza
rozmowa.
-I co tam?
-Jutro z samego rana wylatujemy.
-Świetnie…
-To jak idziemy pogadać z twoją rodziną?
-Okej. –blondyn złapał mnie za rękę i zeszliśmy do salonu
gdzie wszyscy siedzieli.
-Musimy wam coś powiedzieć… -zaczęłam. Wszyscy się na nas
popatrzyli. –Wiem, że miałam zostać do końca miesiąca, ale…
-Alice poleci ze mną do reszty mojej rodziny, która obecnie
znajduje się w Londynie i będzie nam towarzyszyć w trasie koncertowej… jak
oczywiście państwo nie mają nic przeciwko temu.
-Ej no też chcę. –ocknęła się Kayt.
-Może innym razem. –odpowiedziałam. –No mamo, tato może coś
powiecie?
-Problem w tym, że nie wiemy co. –odezwał się tata.
-Przykro nam, że już wyjeżdżasz, ale jak Cię tam potrzebują
to my Ci nie możemy w tym przeszkodzić. –trzymałam mocno za rękę Rossa, a do
oczu czułam jak mi napływają łzy. Nie jestem pewna czy tego chcę, ale na pewno
nie chcę się rozdzielać z Rossem na tak długo.
-Obiecuję, że nic się jej nie stanie. Będę ją pilnował.
–chłopak się popatrzył na mnie i uśmiechnął.
-Nie musisz mnie pilnować.
-Muszę.
-Uhhh…
-A kiedy wyjeżdżacie? Zapytała Syntia, która siedziała
cicho.
-Jutro z samego rana, bo wieczorem już tam musimy być.
–blondyn mnie wyprzedził.
-Jak chcecie mogę was podwieźć na lotnisko.
-Dziękuję tatusi, ale może będziesz tak miły i podwieziesz
nas ciężarówką? –wszyscy dziwnie się na mnie popatrzyli, a w szczególności
Ross. –No co?
-Macie tak dużo bagaży, że wam potrzebna ciężarówka?
-Nie, ale dawno nie jechałam Manusiem (ciężarówka).
-Mogę wam pozwolić się teraz przejechać.
-Emm bo nie wiem czy wiesz Alic, ale ja nie potrafię jeździć
ciężarówką.
-Ty nie, ale ja tak. –uśmiechnęłam się szeroko. –Tata uznał,
że to taka rodzinna tradycja i muszę się nauczyć. –chłopak się tylko
uśmiechnął.
-To tato gdzie są kluczyki?
-Tam gdzie zawsze.
-Okej, to my na chwilkę zmykamy. –pociągnęłam chłopaka za
rękę. Zabrałam kluczyki i wsiedliśmy do ciężarówki stojącej obok domu. (tata
kiedyś pracował w firmie transportowej, ale postanowił odkupić Maniusia).
Usiadłam na miejscu kierowcy, a blondyn na miejscu pasażera.
-Czuję się dziwnie kiedy to ja siedzę na miejscu pasażera.
-No i prawidłowo. –szeroko się uśmiechnęłam.
-To gdzie się wybieramy kochanie?
-Czy ty mi kiedykolwiek powiedziałeś gdzie się wybieramy?
-No na przykład jak jedziemy do sklepu….
-Tsaaa spokojnie może Cię nie zgwałcę….
-Nie mam nic przeciwko temu. –blondyn się dziwnie na mnie
popatrzył i szeroko uśmiechnął.
-Haha. Kocham Cię. –cmoknęłam go delikatnie w kancik ust. Zatrzymaliśmy
się na stacji benzynowej. –No, a teraz misiu bądź tak kochany i idź kupić mi
kebaba. –uśmiechnęłam się.
-Czuję się wykorzystywany.
-Proszę…
-Ugh no dobra. –chłopak otworzył drzwi i wyszedł. Nie musiałam
czekać na niego długo. Po chwili przyszedł z kebabem, którego mi podał. Cały
czas się dziwnie na mnie patrzył.
-Chcesz?
-Nie, czekam na nagrodę.
-I kto tu kogo wykorzystuje?
-Ale ja czekam na zasłużoną nagrodę. –już się nie odezwałam
tylko jadłam. Po kilku minutach skończyłam posiłek. Popiłam wodą i chciałam
przekręcić kluczyk w stacyjce, ale blondyn mnie złapał za rękę. Chciałam coś
powiedzieć, ale mi przeszkodził, wyprzedził mnie i zaczął namiętnie całować.
-Proponuję zasunąć zasłony. –szybko to zrobił i wrócił do
wykonywanej wcześniej czynności. Powoli się podniosłam i położyłam na łóżku,
które się znajdowało w ciężarówce, było małe, ale Ross i tak się zmieścił, ponieważ
położył się na mnie. Resztę można sobie wyobrazić, a ja mogę tylko powiedzieć,
że było bardzo milo.
Nikt tego nie komentuje, a ja się zaczynam zastanawiać czy jest sens nadal to pisać. Nie jestem wspaniała w pisaniu tego, ale no chyba tragicznie nie jest. Komentujcie, chcę poznać wasze opinie.
niedziela, 20 lipca 2014
10
Obudziłam się… w sumie nawet nie wiem gdzie. Leżałam chyba
na jakimś kocu. Powoli otwarła oczy. Zobaczyłam obok leżącego Rossa. Pewnie
wczoraj wypiliśmy troszkę więcej. Przekręciłam się na drugi bok i poczułam rękę
chłopaka na mojej talii.
-Nie śpisz już? –powiedział zaspanym głosem.
-No jakoś nie bardzo. –odwróciłam się w jego stronę. –A tak
w ogóle co my tu robimy?
-Troszkę za dużo wczoraj wypiłaś i usnęłaś, a wszyscy tam
się jeszcze bawili, więc zabrałem Cię i
poszedłem z tobą spać.
-I jak tu Cię nie kochać? –pocałowałam chłopaka.
-Tak wiem, mnie się nie da nie kochać. –uśmiechnął się
zadziornie.
-Kocham takie dni kiedy jesteśmy 24h na dobę razem.
-Wyobraź sobie jak będzie trasa. W tedy przez najbliższy
miesiąc będziesz musiała się ze mną użerać.
-Właśnie, a pro po trasy. Nie mogę jechać. –powiedziałam
cicho.
-Ale jak to, czemu? –momentalnie się zerwał na nogi.
-Chcę spędzić trochę czasu z rodziną, polecę na miesiąc do
Polski, a jak się skończy trasa to wrócę. To tylko miesiąc.
-Ja niechęcę żadnej trasy bez ciebie!
-Ross uwierz, że ten miesiąc będzie dla mnie bardzo ciężki,
ale ja muszę też odwiedzić rodzinę. –chłopak usiadł obok mnie i mocno mnie
przytulił. Do oczu napływały mi łzy.
-Nie chcę bez ciebie nigdzie jechać, za bardzo Cię kocham. –wyszeptał.
Miesiąc później
Victoria już wróciła do Polski. R5 przygotowywało się do
wyjazdu w trasę, którą rozpoczynali za tydzień, a ja już się zbierałam na
lotnisko. Poszłam się jeszcze pożegnać, ponieważ miałam ponad trzy godziny, a Ross miał mnie zawieść na
lotnisko.
Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Rocky.
-Hey. –na jego twarzy pokazał się szeroki uśmiech.
-Hejka. Przyszłam się pożegnać.
-A to ty już dzisiaj wyjeżdżasz?
-Nom. –poczułam jak po moim policzku spływa brunet do mnie
podszedł i mnie przytuli łza, a ja się momentalnie rozkleiłam.
-No dobra już nie płacz mała tylko chodź się pożegnać z
resztą. Wszyscy siedzą w salonie. –poszłam za chłopakiem do salonu.
-Moja kochana! –podbiegła do mnie Rydel i mnie przytuliłam. –Wracaj
szybko.
-Postaram się. –uśmiechnęłam się. Podeszłam do Rikera. –Riker.
-Pusto będzie tu bez ciebie, ale jak będziesz wracać to
zabieraj Victorie ze sobą.
-Haha postaram się. –chłopak mnie przytulił.
-Jak wrócisz i będziesz grzeczna to Ci może pożyczę buty,
ale musisz być grzeczna. –podszedł do mnie Ell.
-Oj dziękuję. –powiedziałam ironicznie i się przytuliłam do
chłopaka. Następny w kolejce był Ryland i rodzice rodzeństwa.
-A tak w ogóle gdzie jest Ross?
-U siebie. –powiedziała Rydel. –Cały dzień siedzi w pokoju i
z nikim nie chce gadać.
-To ja idę do niego. –poszłam w stronę blondyna. Przy
drzwiach słyszałam ciche brzdąkanie na gitarze. Zapukałam. –Hej kochanie. –usiadłam
obok chłopaka, który siedział na podłodze oparty o łóżko.
-Cześć. –nawet na mnie nie popatrzył tylko dalej grał na
gitarze.
-Co ty taki nie w humorze? Hmm?
-No, a co mam się cieszyć, że wyjeżdżasz i się nie będziemy
widzieć przez miesiąc?!
-Mi też jest ciężko i uwierz, że to była bardzo trudna
decyzja, ale wy pewnie i tak będziecie mieć cały czas próby. –blondyn podniósł
głowę.
-Nie możesz mi tego zrobić.
-Mogę i to zrobię! –wstałam lecz blondyn złapał mnie za
rękę. Wyrwałam się z jego uścisku i przy drzwiach się zatrzymałam. –Nie musisz
mnie odwozić, poproszę Rockyego. –wyszłam. Brunet odwiózł mnie na lotnisko.
W samolocie praktycznie cały czas myślałam o Rossie. Jakoś
smutno mi było z tego powodu, że normalnie nie mogłam się z nim pożegnać.
Poczułam się tak jak wtedy kiedy jeszcze ich nie znałam. Wszystko wróciło.
Lot bardzo mi się dłużył, ale w końcu doleciałam. Tata
przyjechał po mnie, a potem ruszyliśmy do domu.
-Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam córciu. –przytuliłam mnie
mama.
-No ja też tęskniłam i między innymi dlatego tu jestem. –próbowałam
się nie rozpłakać. Cieszyłam się, że widzę rodzinę, ale za bardzo tęskniłam za
nim.
-Chodź zaraz będzie kolacja.
-Wiesz nie będę jadła bo spać mi się chce… wiesz ta zmiana
strefy czasowej.
-No pewnie idź się wyspać, nie będziemy Cię męczyć. –tata się
uśmiechnął. Do domu weszły siostry.
-Alice! –uśmiechnęła się Syntia.
-No haj! Widzę, że za mną tęskniłaś.
-Nie.
-Taaaa takie bajeczki to możesz wmawiać Kayt. –popatrzyłam się
na drugą siostrę.
-Yhym ja tu jestem!
-Wiem, wiem. –przytuliłam siostry i poszłam do mojego
pokoju. Nic się w nim nie zmieniło. Było pełno plakatów R5. Kiedy je zobaczyłam
do oczu momentalnie mi napłynęły łzy. Nie mogę sobie wyobrazić tego miesiąca bez
Rossa. Brakuje mi go. Nie widzę go parę godzin, ale to zdecydowanie za długo.
Potrzebuję żeby mnie przytulił i powiedział, że za chwilkę u mnie będzie.
2 tygodnie później
Leżałam w łóżku cala zapłakana. Rodzice próbowali ze mną
rozmawiać, ale i tak nic to nie dawało. Ja po prostu za bardzo za nim tęsknie.
Może to się wydawać dziwne, ale ja nie potrafię bez niego żyć. Wiem, że wrócę
dalej będziemy razem, ale ja po prostu tak nie mogę. Codziennie rozmawiałam z
Rydel i czasami z chłopakami, ale dziwiło mnie to, że Ross nie dzwoni i nie pisze. Dzwoniąłm do niego, ale
nie odbierał.
Ross
-No, ale Riker!
-Mamy trasę. Nie możemy jej tak po prostu przerwać bo ty
masz taki kaprys.
-Ja muszę! Riker! UGH! Jesteś idiotą. –odwróciłem się i
wyszedłem z autokaru. Szedłem przed siebie. Nie wiem gdzie, nie wiem po co.
Wróciłem dość późno w autokarze nikogo nie zastałem. Sięgnąłem
po telefon i napisałem twe eta na twisterze „Przepraszam London… wynagrodzę Wam to”. Zabrałem mój plecak, w
którym miałem najpotrzebniejsze rzeczy i opuściłem autokar.
No i bum mamy nowy rozdział. Nowy pojawi się niebawem więc zapraszam do czytania. Jak chcecie to możecie mi poddać zwoje nazwy twittera to będę powiadamiać o nowy rozdziale.
Przypominam o tej NOTCE co ją napisałam ostatnio. Komentujcie.
MÓJ TWITTER: @pati57XD
Subskrybuj:
Posty (Atom)

