środa, 12 listopada 2014

26

Obudziłam się w środku nocy z silnymi skurczami, jęknęłam cicho. Ross od jakiegoś czasu był czujny, obudził się.
-Już? -zapytał gwałtownie się podnosząc. Pokiwałam głową. Zerwał się z łóżka.
-Odeszły mi wody. -szepnęłam.
-Czekaj, wytrzymaj. -ewidentnie panikował, jak bym nie była w takim stanie do może by to było słodkie. Zaczął szybko pakować moje najpotrzebniejsze rzeczy.
-Jessu uspokójcie się, jest 3 nad ranem..ja chcę spać! -w drzwiach staną zaspany Rocky.
-Ali rodzi! Jak dude mam być spokojny!? -Ross trzasnął drzwiami od szafy. Pomógł mi wstać. Cały się trząsł, bałam się, że nie dam rady. Rocky patrzył na brata z uśmiechem, ta zdenerwowany Ross go chyba rozbawił, zdenerwowany? Przestraszony. Mark pojechał z nami bo Ross był w gorszym stanie ode mnie i nie mógł prowadzić.
-Ross to ja rodzę, nie ty. -powiedziałam śmiejąc się nerwowo. Popatrzył na mnie krzywo. Dojechaliśmy do szpitala, a nie długo po tym wylądowałam na porodówce. Ross był obok, trzymał mnie mocno za rękę.
-Jessu nienawidzę cię Lynch! -zawołałam płacząc. Ból był nie do wytrzymania. Nie brał tego na poważni, ale był przerażony, spocił się bardziej ode mnie.
-Wiem. -pocałował mnie w czoło. Usłyszałam płacz dziecka, odetchnęłam z ulgą zamykając oczy.
-Mają państwo synka. -powiedziała pielęgniarka. Chłopak był szczęśliwy, a jednocześnie dumny ze mnie, no i z siebie, że dał rade. Przytulił mnie.
Przenieśli mnie na sale, leżałam z zamkniętymi oczami trzymając Rossa za rękę.
-Byłaś dzielna. -szepnął mi do ucha.
-Ty też. -uśmiechnęłam się. Pocałował mnie w czoło. Do sali weszła pielęgniarka z małym zawiniątkiem, włożyła małego do łóżeczka, które stało obok. Blondyn od razu się poderwał, zajrzał do łóżeczka, uśmiechnął się.
-Mamy synka... -szepnął. -Mogę go wziąć na ręce? -popatrzył na  pielęgniarkę. Wyjęła ostrożnie małego i włożyła go Rossowi w ramiona. Pielęgniarka nas zostawiła. Ross podszedł z nim do mnie uśmiechając się.
-Nie chcę, weź go. -poprosiłam czując łzy.
-Ale to... -nie pozwoliłam mu do kończyć, nie chciałam tego dziecka, poczułam takie obrzydzenie do niego.
-Nie chcę go! Rozumiesz! -rozpłakałam się.
-To jest nasze dziecko... -powiedział patrząc na malucha. Przyszła pielęgniarka, zabrała mu małego, który się rozpłakał. Ross wyszedł z sali, widziałam przez szybę jak rozmawia z Markiem.
Zmęczona zasnęłam, obudziłam się po trzech godzinach. Blondyn siedział obok z głową na łóżku, spał, uśmiechnęłam się lekko głaszcząc go po włosach, przebudził się, poderwał głowę do góry.
-Ali...-szepnął błagalnym głosem.
-Boję się...za bardzo...przepraszam. -szepnęłam, po policzku spłynęła mi łza.

BUM mamy kolejny rozdział, mam nadzieję, że go poczytacie i po komentujecie bo to dla mnie WIELKA motywacja. 
Mam nadzieję, że przeczytacie tego imagina i go jakoś ocenicie. 
Emm no to kolejny rozdział się pojawi jak będzie minimum 5 komentarzy, tak chcę wiedzieć ile naprawdę osób to czyta.
Przepraszam za wszystkie błędy i w ogóle, ale pisałam go na szybko i nie jestem z niego za bardzo zadowolona. 
A i w ogóle Kocham Was! 

CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ 

wtorek, 11 listopada 2014

imagine Victori

Misie łapcie tu imagine Victori...
Taa wiem jest zajebisty bo to jej i wg, ale piszcie w komentarzach co o tym sądzicie!


-Victoria idziesz ze mną poćwiczyć na ringu? – spytał mój starszy brat.

Od dziecka kręci go boks. Jestem moim przeciwieństwem. Niczego się nie boi, zawsze jest pewny siebie, a ja? Ja jestem nieśmiała, nigdy nie narażam się nikomu, ale gdzieś tam w głębi siebie kocham ten sport. Boks chodziarz jest tak strasznie brutalnym sportem ma to coś w sobie, tą magię.

- Pewnie, że idę. Daj mi chwilę przebiorę się i pozwolisz, że dzisiaj z toba poćwiczę. – uśmiechnęłam się szeroko do brata.

- Wow moja młodsza, zawsze mało pewna siebie siostrzyczka chcę zwojować coś w boksie. – Radek się zaśmiał. – Jestem z ciebie dumny. – puścił mi oczko, po czym wyszedł z pokoju.

Szybko się przebrałam i już po około 40min. Byliśmy na miejscu, czyli na sali treningowej. Mój starszy brat dużo mi mówił, między innymi jak mam uderzać, ale niestety nie wychodziło mi to. Uderzałam zbyt lekko a o to tu nie chodziło.

-Mała wyobraź sobie, że stoi przed tobą ktoś, kto cie skrzywdził, kogo nienawidzisz. – Radek na chwilę zamilkł. – Spróbuj. – wyszeptał mi do ucha, po czym odszedł o kilka kroków, gotowy do walki.

Zamknęłam oczy i się skoncentrowałam. Przed oczami miałam obraz swojego ojca, który zostawił mnie i Radka jak byliśmy bardzo mali.

Podeszłam do brata i z całej siły przywaliłam mu w twarz. Dosłownie w mgnieniu oka leżał na deskach.

-Niezły cios mała. – ktoś rzekł. Szybko obejrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam niczego sobie chłopaka. – Ale zrozum to miejsce raczej nie jest dla ciebie. Jesteś drobna a chyba nie chcielibyśmy, aby ktoś obił ci przypadkowo tą śliczną twarzyczkę. – zaśmiał się cicho.

Niestety to dla mnie nie było śmieszne i czym prędzej zeszłam z ringu i pokierowałam się na tyły budynku, aby się trochę uspokoić. Naprawdę chciałabym być silna osobą, która w tym momencie rzuciłaby temu chłopakowi jakiś zadziorny tekst, ale niestety to nie w moim typie. Zawsze w takich momentach staram się odizolować od ludzi. Niestety tym razem mi się to nie udało.

Nagle ktoś podszedł, usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.

- Nie bierz tego do siebie, co powiedziałem. – chłopak , przez którego wyszłam wcześniej z budynku tym razem wziął w dłonie moją twarz, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. – To nie miało tak zabrzmieć. Jesteś naprawdę dobra. –po chwili odsunął się ode mnie i położył swoją prawą rękę na

swoim sercu. – Mówię to ci, jako doświadczony bokser. – uśmiechnął się do mnie a ja poczułam się tak jakoś inaczej. Czyżby motylki w brzuchu? Nie to raczej nie to. Za wcześnie na to. Szybko skarciłam się w myślach.

- Serio? – spytałam po chwili. – Jesteś bokserem?

- Serio, serio. – znów się uśmiechnął. – Mam na imię Artur.

- Viktoria.

… i tak właśnie zaczęła się moja przygoda z jednym z najsławniejszych bokserów w Polsce. Pamiętam wszystkie najważniejsze dla niego walki, zawsze byłam przy nim, a gdy to ja potrzebowałam wsparcia on był przy mnie.

Pamiętam… jego walkę o być, albo nie być.

Od rana był bardzo zdenerwowany. Bał się. Właśnie tak. Ten mężczyzna, który niczego się nie bał, a jednak. Był tak przerażony jak nigdy.

- Kochanie dasz radę. – starałam się go pocieszyć.

- Nie dam. Rozumiesz? Mój przeciwnik jest ode mnie silniejszy. – w jego oczach widziałam strach.

- Okay. Jeśli moje pocieszenia nic ci nie pomagają to zadziałam inaczej. – odchrząknęłam. – Jeśli dzisiaj przegrasz śpisz w salonie.

Wtedy cały dzień się z niego w ten sposób nabijałam chodziarz kłamałam, nigdy nie wyrzuciłabym go z naszej sypialni, a on biedny w to wszystko uwierzył. A gdy już wygrał, co było dla mnie wiadome od samego początku podszedł do mnie i rzekł:

- Wygrałem. Nie śpię w salonie, więc się bój! – po czym pocałował mnie przelotnie i poszedł udzielać wywiadu.

Pamiętam… dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Od rana chodziłam podenerwowana. Mieszkałam wtedy niestety z Radkiem, ponieważ byłam pokłócona z Arturem. Nie miałam pojęcia jak mu to powiedzieć? A jeśli on nie chce tego dziecka? Jeśli rozstaniemy się już na zawsze? Jeśli nigdy się już do niego nie przytulę? Wiele tego typu pytań chodziło mi po głowie.

Wieczorem, kiedy leżałam i płakałam w poduszkę dostałam SMS-a. Oczywiście od niego. Od razu przeczytałam jego treść „ Wyjdź na balkon. Proszę. „ . Oczywiście już po chwili stałam na balkonie, z którego ujrzałam Artura śpiewającego piosenkę Artura Rojka – Syreny. Chodziarz dobrze wiedział, że nie umie śpiewać, zrobił to i za to go kochałam.

Gdy przestał zbiegłam do niego na dół i mocno się w niego wtuliłam, ale wciąż się przejmowałam tym jak mu powiedzieć o ciąży. Mój chłopak szybko skapnął się, że jest coś nie tak, więc się spytał o to a ja mu odpowiedziałam, że jestem z nim w ciąży, a ten jakby nigdy nic zaczął na cały głos krzyczeć „ Zostanę ojcem! „

Pamiętam… również dzień, kiedy go zabrakło. Zostawił mnie samą z dwójką kochanych dzieci i szóstką wnucząt. Dzieciaki często przychodzą do mnie i błagają mnie abym opowiedziała im jakąś historię o dziadku, a ja oczywiście im opowiadam, bo przecież miałam, co. Tyle razem przeżyliśmy. To były najlepsze lata mojego życia, które już nie wrócą.

Tak bardzo za nim tęsknię…


NO TO MISIE KOMENTUJEMY!!
JA OSOBIŚCIE UWAŻAM, ŻE JEST ZAJEBISTY! 

sobota, 1 listopada 2014

25

Zdecydowałam się wrócić z nimi do LA, rodzice...em nie byli zachwyceni, ale no trudno, jestem dorosła w dodatku w ciąży, a dziecko chcę wychować przy jego ojcu którego bardzo kocham.
Ross był trochę nad opiekuńczy i czasami był nie do zniesienia.
Byłam już w 8 miesiącu, brzuch mi zawadzał, próbowałam się jakoś trzymać, ale nie dawałam rady mimo starań Rossa, często płakałam. Nie dawałam sobie rady z tym wszystkim, Lynchowie z Ratliffem też musieli załatwiać różne sprawy związane z zespołem, często nalegali żebym z nim jechała, w szczególności Ross i Rydel. Nie chciałam, za pewne bym im tylko przeszkadzała.
Takie dni, jak dzisiejszy zawsze spędzałam w łazience z żyletką w ręce...może to nie ucieczka od problemów, ale dawało ulgę...przynajmniej na chwilę. Nie popieram cięcia...bo kto popiera? Ale nie potrafiłam przestać.
Leżałam na sofie w salonie przykryta koce, czekałam aż wrócą i mnie ktoś przytuli. Poczułam silne kopnięcie, jęknęłam cicho. Miałam dość tej ciąży. Może powinnam oddać to dziecko do adopcji...ta, ale już widzę Rossa jak się na to zgadza. Dziecko nie będzie jego problemem tylko moim, on pojedzie w trasę, a ja zostanę z nim sama, zajebiście.
Po kilku godzinach w końcu wrócili, Ross od razu wpadł do salonu żeby sprawdzić czy jest ze mną wszystko dobrze.
-A jak się czujesz? -zapytał siadając i obejmując mnie ramieniem.
-Ross ja nie umieram...jestem tylko...taaa tylko w ciąży -powiedziałam opierając głowę o jego ramię, popatrzył na mnie uważnie i przytulił.
-Martwiłem się, nie odbierałaś... -objął mnie ramieniem.
-Nie potrzebnie...miałam telefon w sypialni -jęknęłam czując kolejne kopnięcie. Położył rękę na moim brzuchu.
-Kocham Was... -szepnął całując mnie w czoło. Westchnęłam, wiedziałam, że prędzej czy później będę mu musiała powiedzieć o adopcji. Bałam się tej rozmowy. Rocky wszedł dumnie do salonu i wepchał się między nas odpychając Rossa, przytulił mnie, uśmiechnęłam się, blondynowi chyba nie za bardzo to się spodobało bo po chwili Rocky siedział na podłodze, a Ross na nim.
-Nie wiem czy wypada mi być zazdrosną, ale jestem! -zawołałam próbując zachować grobową minę.
-Co? Uważasz, że ja z nim...pfff! -zawołał oburzony Ross. -Ja tylko z tobą. -dodał po chwili patrząc na mnie, uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Taaa mamy tego skutki... -Rocky. Ross rzucił w niego poduszką. Westchnęłam.  -Bo nawet idioto nie potrafisz się zabezpieczyć! -Rocky zwalił z siebie brata i usiadł obok mnie.
-Ja się cieszę, że będę miał dziecko i mi to jakoś nie przeszkadza! -zawołał Ross. Wstał i mocno mnie przytulił. Miałam łzy w oczach, może Rossowi to nie przeszkadzało, ale reszcie chyba tak.
-Ja chyba pójdę się wykąpać...-powiedziałam wstając z trudem, w tym momencie do salonu wszedł Riker z Viktorią.
-Mamy coś dla Was! -zawołał Riker pokazując niebieskie śpioszki. Już było wiadomo, że to chłopczyk. Ross był szczęśliwy i dumny z tego, że będzie ojcem. Podał nam śpioszki, przytuliłam go i Viktorię w podzięce za ubranko. Wyszłam z salonu, zahaczyłam jeszcze o pokój zabierając ręcznik, w łazience był już Ross. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Chcę się wykąpać... -chciałam go wypchnąć z łazienki, ale nie dałam rady.
-A ja tu zostaję...muszę Cię pilnować. -powiedział zamykając drzwi.
-Taaa jasne, przyznaj się, że chcesz sobie tylko popatrzeć.
-Pfff mogę to zrobić kiedy mam  tylko na to ochotę. -powiedział ironicznie, popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Jasne! A teraz się odwróć bo chcę się rozebrać! -powiedziałam stanowczo.
-Myślisz, że Cię nigdy nie widziałem nago?
-Jessu Ross! Teraz wyglądam jak jakieś gówno, a to wszystko przez to, że nie potrafisz się zabezpieczyć! -powiedziałam z wyrzutem, miałam łzy w oczach, ale po chwili zaczęłam żałować tych słów.
-Myślałem, że się cieszysz... -Ross mający łzy w oczach...rzadki widok, ale momentalnie robi mi się go w tedy szkoda i mam ogromną potrzebę go przytulić, tak też zrobiłam.
-Cieszę... -skłamałam. -Przepraszam. -pocałowałam go delikatnie. Uśmiechnął się. Pomógł mi się rozebrać, stałam chwilę patrząc w lustro, wyglądałam strasznie...ale jemu to chyba nie przeszkadzało, obejmował mnie od tylu uśmiechając się, po kilku minutach takiego stania w końcu weszłam pod prysznic z nim, pomógł mi się umyć.
Po godzinie leżeliśmy już w łóżku wtuleni w siebie.

Widzę, że już chyba nikt tego nie czyta...
Wiem nie wychodzi mi to pisanie....
przepraszam...

czwartek, 16 października 2014

24

Mój telefon był wyłączony, kilka razy kontaktowałam się z Rydel i Rockym. Ross się nie odzywał, bolało mnie to, ale obwiniał mnie o to, że mogłam się przespać np z Rockym. Rodzice nie byli szczęśliwi na wiadomość o ciąży, ale musieli się z tym pogodzić.
Znowu się załamałam, całe dnie spędzałam w swoim pokoju...czekałam na Rossa...nie wiem dla czego, po prostu za nim tęskniłam, potrzebowałam go, bolało mnie to, że nie ma go obok.

Minęły 3 miesiące, brzuch był już dobrze widoczny. R5 miało mieć koncert w Warszawie, cieszyłam się bo miałam się spotkać z nimi, ale bałam się spotkania z Rossem...bałam się jak zareaguje, co będzie z nami, nie chciałam się rozczarować. Koncert się miał odbyć dzisiaj wieczorem, do Warszawy przyjechałam dzień wcześniej, miałam tam ciocię.
Koncert miał zacząć się o 20, umówiłam się z nimi po 14, mieliśmy trochę pochodzić po mieście, a potem miałam z nimi jechać do klubu. Ross nie wiedział, że dzisiaj mnie spotka, obawiałam się trochę, ale próbowałam tego nie okazywać.
Ogarnęłam się i pojechałam w umówione miejsce, do parku. Zobaczyłam ich zdali, uśmiechnęłam się i w miarę możliwości szybciej do nich podeszłam, Rydel mocno mnie przytuliła (popłakałam się), potem Rocky, Riker i Ryland, doszłam do Rossa, zawahałam się, ale go przytuliłam. Poczułam ja mocno mnie obejmuje, uśmiechnęłam się, tak bardzo mi tego brakowało, musieliśmy sobie jeszcze wszystko wyjaśnić.
-Ali... -szepnął mi do ucha. -Przepraszam... -dokończył po chwili.
-Zostawimy Was samych. -powiedział Rydel, zostaliśmy sami, znowu mnie mocno przytulił.Poczułam znowu, że jest blisko.
-To jest moje, na pewno moje dziecko... -szepnął dotykając delikatnie ręką mojego brzucha.
-Czemu mi nie wierzyłeś? Dobrze o tym wiesz, ze z nikim innym niż z tobą nie poszłam bym do łóżka! -odsunęłam się od niego.
-Przepraszam, wiem jestem idiotą, nie wiem czemu tak pomyślałem...przepraszam, proszę wybacz mi. Jesteś dla mnie najważniejsza, nikt inny się nie liczy, tylko ty, kocham Cię najmocniej na świecie. -przytulił mnie mocno. -Nie zostawiaj mnie już. -szepnął i delikatnie mnie pocałował. Uśmiechnęłam się.
-Nie zostawię jak ty nie będziesz mnie o coś takiego obwiniał. -powiedziałam cicho. Przytulił mnie mocno.
-Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłem, jak bardzo mi Cię brakowało. -szepnął.
-Domyślam się. -uśmiechnęłam się.
-A jak się czujesz? -popatrzył na wypukły brzuch.
-Różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale daję radę. -uśmiechnęłam się. Dotknął delikatnie rękami mojego brzucha. Przeszedł po mnie przyjemny dreszcz. Delikatnie go pocałowałam.
Spędziliśmy we dwójkę popołudnie, potem pojechałam z nim do klubu. Próby, koncert, podczas koncertu siedziałam ze Stormie wszystko sobie wyjaśniłyśmy, znowu było jak dawniej.
Potem pojechałam z nimi do hotelu, miałam zostać tam na noc. Weszłam z Rossem do jego hotelowego pokoju, przebrałam się w jego luźną bluzę i położyłam spać, po chwili leżał obok, wtuliłam się w niego i usnęłam.

Przepraszam za to zamieszanie, ale no dude tak wyszło.

poniedziałek, 13 października 2014

NOTKA

Po namyśle postanowiłam jednak wrócić, przepraszam, że tak mieszam, ale sytuacja tego wymagała.
Czekam na komentarze itp.
Nowy rozdział dodam jak najszybciej.
Kocham Was! ♥

wtorek, 30 września 2014

NOTKA

Tego bloga usuwam, dalsza część najprawdopodobniej będzie pisana, ale na innym blogu. Więc zapraszam na mojego twittera (tysiaczek_) tam będę o wszystkim pisać.
Dziękuję za te wszystkie komentarze, i że w ogóle ktoś to czytał. Dziękuję. Kocham Was!

piątek, 26 września 2014

23

Mijały dni. Jeszcze nie powiedzieliśmy reszcie, że jestem w ciąży. Mieliśmy zając się tym dzisiaj, jak wszyscy będą w domu.
Leżałam z Rossem na łóżku bawiąc się jego włosami.
-Boję się ich reakcji, twoi rodzice nie będą szczęśliwi. -jęknęłam.
-Już tak nie przeżywaj. To nie jest przecież tylko twoja wina, bo sama sobie tego dziecka nie spłodziłaś. -uśmiechnął się, delikatnie mnie pocałował.
-To jak idziemy? Chcę mieć już to za sobą. -uśmiechnął się. Zeszliśmy do salonu. Siedzieli tam wszyscy, Marki i Stormie też. Uśmiechnęłam się nerwowo łapiąc blondyna za rękę. Bałam się ich reakcji, ale jednocześnie byłam ciekawa jak zareagują. Wiedziałam, że to na pewno nie będzie pozytywna reakcja. Stanęliśmy na środku, zaskoczyło to ich, ale no Rockyego wkurwiło bo telewizor mu zasłoniliśmy.
-No więc...musimy Wam coś powiedzieć. -zaczął Ross. Popatrzyli na nas zdziwieni.
-Będziemy mieli dziecko... -dokończyłam. Cała się trzęsłam. Mark wstał.
-Dzieci...Wy macie po 18 lat... -powiedział cicho. -Stormie nie wiedziała co ma powiedzieć. Była zaskoczona, przerażona, ale i może troszeczkę szczęśliwa.
-Wiedziałem, wiedziałem, że to się tak w końcu skończy! -zawołał Ross śmiejąc się. -Mój młodszy braciszek mnie wyprzedzi. -wstał i poklepał go po plecach. Czułam się troszkę speszona.
-Wpadli...taa... -Riker, objął ręką swoją dziewczynę.
-Będzie dobrze, urodzisz to dziecko, a my Wam pomożemy je wychować. -Stormie zamyśliła się.
-Może by było lepiej jak bym usunęła...ja nie chce robić problemów. Co pomyślą fani... -jęknęłam.
-Nie, nie możesz. Dziecko nie jest niczemu winne. A z fanami coś wymyślimy. -Mark. Przytuliłam się do Rossa. Objął mnie mocno.
-Będzie dobrze. -szepnął. Uśmiechnęłam się lekko.
-Awhhh to dziecko pewnie będzie takie zajebiste jak ja... -rozmarzył się Rocky. Ross popatrzył na niego złowieszczo.
-No nie, to będzie idioto moje dziecko! -Ross.
-Phhyy kto wie, kto wie... -zaśmiał się Rocky.
-Co ty sugerujesz...Rocky? -Rydel.
-Sugeruje, że zdradziłam Rossa! Dobrze wiesz, że nigdy bym tego nie zrobiła! -wyszłam z salonu. Zamknęłam się w łazience. Rozpłakałam się. Nigdy bym nie zdradziła Rossa, za dużo dla mnie znaczy, za bardzo go kocham, jak on w ogóle mógł tak pomyśleć. Ktoś zapukał do łazienki.
-Al...przecież żartowałem... -nie odezwałam się. Starałam się przestać płakać żeby mnie nie usłyszał.
-Idź z tond! -Rydel odepchnęła go od drzwi. -Mogę? -zapytała cicho. Powoli wstałam i otworzyłam jej drzwi. Przytuliłam się do niej.
-Ja go nie zdradziłam...na prawdę... -rozpłakałam się.
-Wiem, nie płacz. Rocky najpierw mówi potem myśli i dobrze o tym wiesz. -dalej płakałam.
-A co jeśli Ross mu uwierzył...?
-Idź do niego, pogadaj z nim. -uśmiechnęła się. Posłuchałam jej. Skierowałam się w stronę pokoju blondyna. Siedział na łóżku brzdąkając coś na gitarze. Usiadłam obok niego.
-Ross...ja Cię nie zdradziłam, z nikim innym nie spałam oprócz ciebie. -powiedziałam ze łzami w oczach.
-A skąd ja mam taką pewność. Przez cały miesiąc mnie nie było. -powiedział ostro, wstał.
-A nie wystarczy Ci to, że ja mówię, że z nikim nie spałam. -popatrzyłam na niego.
-Nie wiem, nie wiem. Już dużo razy mnie zawiodłaś. Nie wiem czy Ci mogę zaufać. -próbowałam się nie rozpłakać. Bolało mnie to, że mi nie wieży. Wstałam, wyjęłam moją torbę i zaczęłam się pakować. Stał i patrzył się na mnie, nic nie powiedział. Zeszłam na duł płacząc, zaczęłam ubierać buty.
-Gdzie ty idziesz. -usłyszałam Rockyego.
-Wracam do Polski.
-Ale wiesz, że nie chciałem...teraz przeze mnie się będziesz wyprowadzać? -widać, że żałował tego co zrobił.
-To nie twoja wina. To przez Rossa...nie wieży mi. -złapałam za klamkę i wyszłam, od razu się rozpłakałam. Złapałam taxówkę i pojechałam na lotnisko.

No to dzisiaj napisałam już rozdział bo jutro mnie niema, jak wspominałam wcześniej.
Doszłam do wniosku, że nowe rozdziały będą się pojawiały w sobotę-niedzielę. 
Życzę miłego czytanie! 
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ