wtorek, 11 listopada 2014

imagine Victori

Misie łapcie tu imagine Victori...
Taa wiem jest zajebisty bo to jej i wg, ale piszcie w komentarzach co o tym sądzicie!


-Victoria idziesz ze mną poćwiczyć na ringu? – spytał mój starszy brat.

Od dziecka kręci go boks. Jestem moim przeciwieństwem. Niczego się nie boi, zawsze jest pewny siebie, a ja? Ja jestem nieśmiała, nigdy nie narażam się nikomu, ale gdzieś tam w głębi siebie kocham ten sport. Boks chodziarz jest tak strasznie brutalnym sportem ma to coś w sobie, tą magię.

- Pewnie, że idę. Daj mi chwilę przebiorę się i pozwolisz, że dzisiaj z toba poćwiczę. – uśmiechnęłam się szeroko do brata.

- Wow moja młodsza, zawsze mało pewna siebie siostrzyczka chcę zwojować coś w boksie. – Radek się zaśmiał. – Jestem z ciebie dumny. – puścił mi oczko, po czym wyszedł z pokoju.

Szybko się przebrałam i już po około 40min. Byliśmy na miejscu, czyli na sali treningowej. Mój starszy brat dużo mi mówił, między innymi jak mam uderzać, ale niestety nie wychodziło mi to. Uderzałam zbyt lekko a o to tu nie chodziło.

-Mała wyobraź sobie, że stoi przed tobą ktoś, kto cie skrzywdził, kogo nienawidzisz. – Radek na chwilę zamilkł. – Spróbuj. – wyszeptał mi do ucha, po czym odszedł o kilka kroków, gotowy do walki.

Zamknęłam oczy i się skoncentrowałam. Przed oczami miałam obraz swojego ojca, który zostawił mnie i Radka jak byliśmy bardzo mali.

Podeszłam do brata i z całej siły przywaliłam mu w twarz. Dosłownie w mgnieniu oka leżał na deskach.

-Niezły cios mała. – ktoś rzekł. Szybko obejrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam niczego sobie chłopaka. – Ale zrozum to miejsce raczej nie jest dla ciebie. Jesteś drobna a chyba nie chcielibyśmy, aby ktoś obił ci przypadkowo tą śliczną twarzyczkę. – zaśmiał się cicho.

Niestety to dla mnie nie było śmieszne i czym prędzej zeszłam z ringu i pokierowałam się na tyły budynku, aby się trochę uspokoić. Naprawdę chciałabym być silna osobą, która w tym momencie rzuciłaby temu chłopakowi jakiś zadziorny tekst, ale niestety to nie w moim typie. Zawsze w takich momentach staram się odizolować od ludzi. Niestety tym razem mi się to nie udało.

Nagle ktoś podszedł, usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.

- Nie bierz tego do siebie, co powiedziałem. – chłopak , przez którego wyszłam wcześniej z budynku tym razem wziął w dłonie moją twarz, po czym spojrzał mi głęboko w oczy. – To nie miało tak zabrzmieć. Jesteś naprawdę dobra. –po chwili odsunął się ode mnie i położył swoją prawą rękę na

swoim sercu. – Mówię to ci, jako doświadczony bokser. – uśmiechnął się do mnie a ja poczułam się tak jakoś inaczej. Czyżby motylki w brzuchu? Nie to raczej nie to. Za wcześnie na to. Szybko skarciłam się w myślach.

- Serio? – spytałam po chwili. – Jesteś bokserem?

- Serio, serio. – znów się uśmiechnął. – Mam na imię Artur.

- Viktoria.

… i tak właśnie zaczęła się moja przygoda z jednym z najsławniejszych bokserów w Polsce. Pamiętam wszystkie najważniejsze dla niego walki, zawsze byłam przy nim, a gdy to ja potrzebowałam wsparcia on był przy mnie.

Pamiętam… jego walkę o być, albo nie być.

Od rana był bardzo zdenerwowany. Bał się. Właśnie tak. Ten mężczyzna, który niczego się nie bał, a jednak. Był tak przerażony jak nigdy.

- Kochanie dasz radę. – starałam się go pocieszyć.

- Nie dam. Rozumiesz? Mój przeciwnik jest ode mnie silniejszy. – w jego oczach widziałam strach.

- Okay. Jeśli moje pocieszenia nic ci nie pomagają to zadziałam inaczej. – odchrząknęłam. – Jeśli dzisiaj przegrasz śpisz w salonie.

Wtedy cały dzień się z niego w ten sposób nabijałam chodziarz kłamałam, nigdy nie wyrzuciłabym go z naszej sypialni, a on biedny w to wszystko uwierzył. A gdy już wygrał, co było dla mnie wiadome od samego początku podszedł do mnie i rzekł:

- Wygrałem. Nie śpię w salonie, więc się bój! – po czym pocałował mnie przelotnie i poszedł udzielać wywiadu.

Pamiętam… dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Od rana chodziłam podenerwowana. Mieszkałam wtedy niestety z Radkiem, ponieważ byłam pokłócona z Arturem. Nie miałam pojęcia jak mu to powiedzieć? A jeśli on nie chce tego dziecka? Jeśli rozstaniemy się już na zawsze? Jeśli nigdy się już do niego nie przytulę? Wiele tego typu pytań chodziło mi po głowie.

Wieczorem, kiedy leżałam i płakałam w poduszkę dostałam SMS-a. Oczywiście od niego. Od razu przeczytałam jego treść „ Wyjdź na balkon. Proszę. „ . Oczywiście już po chwili stałam na balkonie, z którego ujrzałam Artura śpiewającego piosenkę Artura Rojka – Syreny. Chodziarz dobrze wiedział, że nie umie śpiewać, zrobił to i za to go kochałam.

Gdy przestał zbiegłam do niego na dół i mocno się w niego wtuliłam, ale wciąż się przejmowałam tym jak mu powiedzieć o ciąży. Mój chłopak szybko skapnął się, że jest coś nie tak, więc się spytał o to a ja mu odpowiedziałam, że jestem z nim w ciąży, a ten jakby nigdy nic zaczął na cały głos krzyczeć „ Zostanę ojcem! „

Pamiętam… również dzień, kiedy go zabrakło. Zostawił mnie samą z dwójką kochanych dzieci i szóstką wnucząt. Dzieciaki często przychodzą do mnie i błagają mnie abym opowiedziała im jakąś historię o dziadku, a ja oczywiście im opowiadam, bo przecież miałam, co. Tyle razem przeżyliśmy. To były najlepsze lata mojego życia, które już nie wrócą.

Tak bardzo za nim tęsknię…


NO TO MISIE KOMENTUJEMY!!
JA OSOBIŚCIE UWAŻAM, ŻE JEST ZAJEBISTY! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz