poniedziałek, 30 czerwca 2014

6

Kolejnego dnia ruszyliśmy o świcie do moich rodziców. Droga minęła nam szybko chociaż była troszkę długa.
Staliśmy przed drzwiami, zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otwarła nam mama, była bardzo zdziwiona, pierwsze co zrobiłam mocno mnie przytuliła, po chwili przyszedł tata i też się ze mną przywitał.
-Ale jak ty, tu? –zapytała szczęśliwa mama.0
-Ummm taki mały prezent od sąsiadów. –uśmiechnęłam się do nich. Moi rodzice się przywitali z Markiem i Stormie, a potem z całą resztą.
-No co tu tak będziemy stać, zapraszam do środka. –wszyscy weszliśmy. Pokierowaliśmy się w stronę salonu. Czułam się dziwnie bo dawno tu nie byłam, wszystkie wspomnienia wróciły. Pewnie jak bym tu dalej mieszkała to bym nie miała tak wspaniałych przyjaciół, którzy mi zastąpili rodzinę. Siedzieliśmy w salonie i nagle do domu weszły moje siostry.
-Hejka! Jesteśmy! –usłyszałam dobrze mi znany głos Syntii.
-No cześć. –powiedziałam zadowolona, a ona wbiegła do salonu, a za nią Keyt.
-Czekaj, co ty tu robisz? –zapytała Syntiia.
-To już nie mogę odwiedzić mojej rodzinki? –powiedziałam sarkastycznie.
-A taki spokój był. –odezwała się z wymuszonym smutkiem na twarzy Keyt.
-Dobra, dobra. Ummm może was przedstawię? –popatrzyłam na całe rodzeństwo wraz z Ellem siedzące na sofie. –To jest Keyt i Syntiia. –pokazałam na siostry. –A to Pani Mark i Stormie, można powiedzieć, że moi drudzy rodzice. –uśmiechnęłam się do nich, a oni mi odwzajemnili ten uśmiech. –Ummm Ross, Rocky, Riker, Ryland, Rydel, Ell. –przedstawiłam wszystkich po kolei. Siedzieliśmy tam długo i rozmawialiśmy w sumie o wszystkim.
-Ja za chwilę wrócę idę się przewietrzyć. –powiedział Riker podnosząc się.
-Mam iść z tobą i Ci dotrzymać towarzystwa? –zaproponował Rocky próbując być poważny, ale jak zwykle mu to nie wyszło.
-Wydaje mi się, że sobie poradzę bez twojej pomocy. –powiedział uśmiechnięty i wyszedł.
Riker

Musiałem wyjść żeby zadzwonić, nie dawało mi to spokoju. Chciałem zadzwonić do Viktorii. Wybrałem do niej numer i po chwili odebrałą.
-Halo?
-Cześć.
-O hejka.
-Bo jutro będziemy w Warszawie i może byś chciała się ze mną spotkać?
-Okey, pewnie, a tak o której?
-Jeszcze Ci napiszę, bo teraz jesteśmy u rodziców Alice i chyba zostajemy tu na noc.
-To okey.
-No to pa.
-Pa. –tak! Zgodziła się, znowu ją zobaczę. Ehhh czemu ona musi mieszkać w Polsce, a nie np. w LA, blisko nas?
Postanowiłem wrócić, do nich, tam do salonu.
-Riker! –od razy krzyknął Rocky kiedy mnie zobaczył.
-W czym Ci mogę pomóc?
-Martwiłem się… -powiedział tym swoim żartobliwym głosem. Wszyscy się gapili na niego jak na idiotę za, którego pewnie go mieli.
-Jest dobrze. –powiedział uśmiechnięty Riker i usiadł obok mnie.
-Miałaś racje. –wyszeptał mi do ucha.
-Ale w czym? –zapytałam zdziwiona, wciąż szepcząc.
-No, że się zakocham.
-Huhu, a kto jest tą szczęściarą?
-Potem Ci opowiem bo musisz mi pomóc. –siedzieliśmy jeszcze chwilę w salonie, ale wszyscy powoli zaczęli się już rozchodzić. W dom był duży więc było też dużo pokoi gościnnych. Ell miała pokój z Ellem, Rocky, Riker i Ryland razem, Mark i Stormie razem, a ja z Rossem mój stary pokój.
Kiedy weszłam do mojego pokoju pierwsze co zrobiłam położyłam się na łóżku.
-Zmęczona? –usłyszałam głos Rossa.
-Nie, ale dawno nie leżałam na tym łóżku. –chłopak położył się obok. Blondyn zaczął się śmiać.
-Ja pójdę się wykąpać.
-Okey, tylko nie siedź tam długo bo będę tęsknić.
-Daj mi 15 minut.
-Czekam. –pocałował mnie w czoło , zabrał ręcznik i wyszedł. Leżałam tak chwilę, ale nagle ktoś zapukał, szybko usiadłam na łóżku.
-Proszę.
-Mogę? –zobaczyłam Rikera wchodzącego do mojego pokoju.
-Pewnie. –uśmiechnęłam się. Chłopak usiadł obok mnie. –To co Cię do mnie sprowadza?
-No bo jak wyszedłem to zadzwoniłem do Viktorii i się z nią na jutro umówiłem.
-A gdzie ją chcesz zabrać?
-No właśnie nie wiem. –spuścił głowę.  –Masz może jakiś pomysł?
-Ummm bo w Warszawie będziemy pewnie wieczorem, to proponuję spacer we dwoje, przy świetle księżyca.
-Okey, to może do tego jeszcze tak tradycyjnie jakiś bukiet? –popatrzył się na mnie.
-No przydało by się.
-Ale ja nie wiem jakie ona lubi kwiatki.
-Kup standardowo róże.
-Dziękuję. –uśmiechnął się.
-Niema za co, służę pomocą. –uśmiechnęłam się. Blondyn mnie przytulił i wyszedł.
Postanowiłam, że się położę. Po chwili przyszedł Ross.
-Jestem. –powiedział z zadowoleniem wchodząc do pokoju.
-No muszę przyznać, że naprawdę się pośpieszyłeś.

-Wiem. –położył się obok. Po chwili zasną, a ja jakoś nie mogłam. Sięgnęłam po słuchawki i telefon. Słuchałam muzyki R5. Poczułam się jak kiedyś, ja leżąca na łóżku i słuchająca mojej ulubionej muzyki… no tylko, że w tedy Ross nie był moim chłopakiem i nie wiedział o moim istnieniu. Przesłuchałam wszystkie piosenki z albumu i wtulona w Rossa zasnęłam.

Mamy nowy rozdział. Coś mi w nim brakuje, ale postanowiłam już go dodać bo czas najwyższy. Nowy rozdział postaram się dodać tak do tygodnia, ale może i szybciej. Mam nadzieję, że ktoś jakiś komentarz zostawi z opinią. 
Kocham was słoneczka.
twitter: @pati57XD

środa, 25 czerwca 2014

5

Ktoś mnie budził. Otworzyłam oczy i ujrzałam Rossa. Stojącego na de mną.
-Chodź musisz już wstawać, trzeba się już powoli zbierać. –powiedział siadając obok.
-No Ross jeszcze daj mi 5 minut. Proszę. –powiedziałam zaspanym głosem.
-Wyśpisz się w samolocie. –uśmiechnął się. –Ale teraz już naprawdę musimy się zbierać.
-Ok, ok. Która tak w ogóle godzina? –zapytałam powoli się podnosząc.
-Dochodzi szósta, a samolot jest o 8. –podał mi rękę abym wstała.
-O no to ja biegnę się ubierać. –pośpiesznie wstałam.
-To ty się ogarnij, a ja zaniosę nasze walizki do samochodu. –pokiwałam głową i poszłam w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, bardzo szybki. Zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w wygodne spodnie i bluzę.
Kiedy zeszłam na duł wszyscy już tam byli i powoli się przygotowywali do wyjścia.
-I jak gotowa? –zapytał Ell.
-Raczej tak. Za ile wyjeżdżamy?
-W sumie to już. –powiedział i wyszedł z domu.
-Rydel gdzie jest Ross? –zapytałam blondynki ubierającej buty.
-Pomaga chłopakom wszystko spakować do samochodu. –uśmiechnęła się.
-Umm no to idziemy?
-No już by wypadało. –wyszłyśmy, a za nami Marki i Stormie, zamknęli dom. Wszyscy już siedzieli w samochodzie kierującym się na lotnisko. Siedziałam obok Rossa i trzymaliśmy się za ręce. Do mnie dalej to nie docierało, że właśnie jedziemy na lotnisko by polecieć do Polski. Zrobię rodzicom niespodziankę (nie mówiłam im, że przylatuję). Mam nadzieję, że się ucieszą. Ale chyba troszkę się zdziwią jak przyprowadzę ich wszystkich, ale na pewno ich polubią.
Za nim się obejrzałam byliśmy już na lotnisku, a potem w samolocie. Lot miną nawet szybko. Zrobiłam z Rydel kila słodkich zdjęci chłopakom jak spali. Po prostu idealne na instagrama.
Siedzimy właśnie w samochodzie i jedziemy do hotelu bo wieczorem koncert, a jeszcze trzeba się rozpakować. Każdy miał swój pokuj tylko ja z Rossem mieliśmy wspólny i muszę przyznać, że to mi bardzo odpowiadało.
Teraz trzeba się zbierać już do klubu. Wszyscy wsiedli do samochodu i po chwili byliśmy na miejscu. Pod klubem jeszcze nie było żadnych fanów oprócz jednej dziewczyny. Kiedy nas zobaczyła od razu do nas podbiegła.
-Hejka, nie chcę wam wiele czasu zająć, chcę tylko poprosić autografy. –zapytała się nas, można było wyczuć, że jest troszkę zestresowana, ale no nie dziwię się jej.
-No cześć. Jak masz na imię? –uśmiechnął się Riker.
-Victoria. –odpowiedziała krótko.
-Umm a będziesz na naszym koncercie? –zapytał Rocky.
-Tak będę, ale pewnie nawet nie będzie czasu tam z wami normalnie porozmawiać, bo wiecie… setki rozszalałych fanek.
-To super! –krzyknął zadowolony Ell.
-To jak może wybierzesz się teraz z nami do garderoby i tam sobie na spokojnie porozmawiamy. –uśmiechnął się Riker. Oj ten Rikuś chyba mu się ktoś spodobał.
-Pewnie! –szczęśliwa rzuciła się mu na szyję. Poszliśmy w stronę garderoby.
Riker
Nie wiem co, ale coś mnie do niej ciągnęło. Była taka ummm w moim stylu. Chciałem ją bliżej poznać i nie kończyć tej znajomości na jednym spotkaniu. Ona z Polski ja z USA, ale dam radę. Trzeba się postarać. No nie spodziewałem się, że ten pobyt w Polsce będzie taki fantastyczny.
Siedzieliśmy z nią i rozmawialiśmy, ale nadszedł już czas schodzić na scenę.
-Może Viki byś została tutaj z Alice i byście oglądnęły koncert z tond. –dziewczyna się chwilę zawahała.
-No pewnie zostań, będzie fajnie. Ja nie mam nic przeciwko. –Alice uśmiechnęła się do niej.
-Ummm a w sumie co mi szkodzi. Zostaję.
-Okey to my zmykamy.
Alice
Muszę przyznać, że się dobrze dogadywałam z Victorią nie miałam by nic przeciwko jak by tak troszkę bardzo się polubiła z Rikerem.

Po koncercie kiedy wszyscy fani się rozeszli wybraliśmy się na krótki spacer. Było bardzo miło…

Wiem, że nie jest to arcydzieło, ale brak weny ostatnio. Miałam na niego pomysł, ale no nie jestem zadowolona. No przynajmniej jest. Zapraszam i was mocno kocham aniołki. ☺

poniedziałek, 23 czerwca 2014

4

-Za dwa dni lecimy do Polski. –uśmiechnął się.
-Naprawdę?! Ross, ale jak wy? –zaczęłam piszczeć, bo się bardzo cieszyłam, że zobaczę rodzinę.
-Z myślą o tobie. Zagramy tam koncert, a potem jak oczywiście nie masz nic przeciwko zabierzemy się z tobą do ciebie. –uśmiechnął się.
-Tak! –krzyknęłam szczęśliwa.
-Kocham Cię najbardziej na świecie. –posadził mnie na swoich kolanach i mocno przytulił.
-Ja ciebie bardziej kochanie.
-Oj nie był bym tego taki pewny.
-Hahaha kocham Cię.
Następny dzień
Obudziłam się wcześnie bo około 6. Obok mnie nie było Rossa co mnie bardzo zdziwiło. Wstałam i zeszłam do kuchni gdzie zastałam… gotującego Rossa.
-Dzień dobry. –powiedziałam przytulając go od tyłu.
-O już wstałaś? –powiedział troszkę zawiedziony. Popatrzyłam na niego pytająco. –Chciałem Ci zrobić śniadanie do łóżka, ale no teraz będziesz musiała zjeść przy stole.
-Kurde, a mogłam jeszcze pospać.
-Haaha no trudno. –powiedział stawiając talerzyk na stole z tostami.
-Ooo to dla mnie? –uśmiechnęłam się szeroko.
-Jak najbardziej, wszystko dla ciebie. –usiadłam przy stole i zaczęłam jeść posiłek. Blondyn dosiadł się obok mnie. –Rozmawiałem dzisiaj z Rydel i mówiła, żebyś pojechała z nią na zakupy w końcu jutro lecimy do Polski.
-Umm okey, a tak o której?
-Coś koło 10.
-A to spoko zjem i idę pod prysznic. –szybko zjadłam i poszłam się wykąpać. Po pół godzinnym, relaksującym prysznicu zaczęłam się malować. Potem przyszła kolej na ubrania. Tradycyjnie ubrałam rurki i bluzę, a do tego krótkie, czarne conversy.
-Idziemy? –zapytałam schodząc na duł.
-Pewnie. –wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się w stronę Lynchów. Rydel już czekała na mnie przy samochodzie.
-No hej piękna. –uśmiechnęła się blondynka.
-Hej, hej. Jedziemy?
-Tak! –ruszyłyśmy w drogę. Po 15 minutowej jeździe dotarłyśmy na miejsce. Od razu zaczęłyśmy chodzić po sklepach. Rydel kupowała sukienki, ale ja jakoś wolałam bluzy. Nigdy nie przepadałam za sukienkami, spódniczkami i tymi sprawami. No, ale oczywiście zostałam namówiona na jedną sukienkę i muszę przyznać, że mi się nawet podobała. Spędziłyśmy parę godzi w galerii. Musiałyśmy już wracać bo jeszcze trzeba było się spakować w końcu jutro rano mamy samolot.
Szybko dojechałyśmy zabrałyśmy nasze nowo nabyte rzeczy i weszłyśmy do domu Lynchów. Akurat kiedy weszłyśmy przechodził Ell.
-O Ratliff! –uśmiechnęła się blondynka.
-No miło was widzieć.
-Przykro mi, ale dzisiaj wypadło na ciebie. –Rydel podałam mu torby z zakupami.
-Ale co ja?
-No… mus mi ktoś pomóc przecież wynieść to do mnie do pokoju.
-Tylko mnie wykorzystujesz.
-No wiem, ale i tak mnie kochasz. –popatrzyłam się pytająco na nich. –Jak przyjaciela.
-Haha okey. To ja was zostawiam i idę szukać Rossa. –ruszyłam w stronę salonu i tam znalazłam wszystkich.
-Jestem. –powiedziałam wchodząc do salonu.
-I jak tam na zakupach? –zapytał Rocky.
-Umm okey. –usiadłam pomiędzy Rossem, a Rockym na sofie.
-I jak tam Aice spakowana już jesteś? –zapytał ojciec rodzeństwa.
-No właśnie muszę się zbierać, bo trzeba się spakować. –zaczęłam się podnosić.
-Spokojnie już Cię spakowałem i już nawet tu wszystko przyniosłem. –uśmiechnął się Ross łapiąc mnie za rękę.
-Oj dziękuję, ale no nie musiałeś, ale czekaj, czekaj kiedy ty…?
-Jak pojechałyście na zakupy, chciałem Cię wyręczyć, a wiedziałem, że wrócicie późno, a ty musisz się jeszcze wyspać. I śpisz dzisiaj u nas.
-Hahaha i rozumiem, że nie mogę protestować.
-Nie. –uśmiechnął się.
-Umm Riker, a co ty taki zamyślony siedzisz? –popatrzyłam na chłopaka siedzącego i wpatrującego się już dłuższą chwilę w ekran telefonu. Nagle się ocknął.
-No bo tyle fanek do mnie pisze, a ja dude nie mogę wszystkim odpisać.
-Rozumiem, że to jest powodem twojego zmartwienia?
-Tak, tak można powiedzieć. Ale no dobra ja zmykam już spać. Dobranoc. –powiedział wychodząc. –my jeszcze chwilę siedzieliśmy, ale po woli zaczęli się już wszyscy rozchodzić do swoich pokoi. I ja w końcu z Rossem również poszliśmy spać. Chłopak szybko usnął, ale ja nie mogłam, byłam bardzo podniecona jutrzejszym dzień. W końcu postanowiłam, że pójdę się czegoś napić do kuchni.
W kuchni zastałam siedzącego w ciemnościach Rikera.
-Ej co ty tu tak sam siedzisz? Co się stało? –zapytałam trochę zmartwiona.
-Nie nic. –podniósł głowę i popatrzył na mnie.
-Mhyyy mów, wygadaj się. –usiadłam naprzeciwko chłopaka.
--No bo jak ja nigdy sobie nie znajdę dziewczyny, która by mnie kochała za to jaki jestem, a nie za to co robię, czy ile mam pieniędzy…
-Na pewno sobie znajdziesz tą jedyną, a ja Cię o tym zapewnia. Taki genialny facet jak ty by sobie nie znalazł dziewczyny?
-Może masz rację, ale no jeśli… -przerwałam mu.

-Niema żadnego jeśli, na pewno sobie kogoś znajdziesz, a teraz idź już spać bo nie będziesz taka tu sam siedział. –ja nalałam sobie wody, napiłam się. Poszłam z Rikerem na górę gdzie rozeszliśmy się w swoje strony. Kiedy weszłam do pokoju Ross spał więc położyłam się i wtuliłam się w blondyna. Zasnęłam.

Wiem, że to nie arcydzieło, ale pisałam go na szybko. Kolejny rozdział mam nadzieję, że mi wyjdzie lepiej. Kocham was. ♥

niedziela, 22 czerwca 2014

3

Przy drzwiach domu Lynchów od razu nas wszyscy przywitali. Z małym zdziwieniem. Byliśmy cali mokrzy, a woda z nas kapała.
-Ross, Alice gdzie wyście byli. Jesteście cali mokrzy. –powiedziała troszkę zamartwiona Pani Stormie.
-Na spacerze. –szybko odpowiedział Ross.
-Pożałujesz jak się ona przez ciebie rozchoruje. –wtrąciła Rydel podchodząc do Alice.
-Dobra Rydel przecież nic się nie stało. –uśmiechnęłam się do blondynki.
-Chodź dam Ci jakieś suche ubrania. –pociągnęłam mnie za rękę za sobą.
-Ross ty też idź się przebrać. –rozkazał Mark. Wszyscy się rozeszli.
Rydel mi dała swoje spodnie i t-shert, a ja się przebrałam. Podziękowałam jej i zmierzałam w stronę drzwi.
-Dziękuję. –uśmiechnęłam się do blondynki.
-Spoko. Ummm Alice mogę Cię o coś zapytać?
-Hmm?  -zrobiłam pytającą minę.
-Wy jesteście razem?
-Ale, że ja i Ross? No znaczy dzisiaj miło razem spędziliśmy czas, ale raczej nie jesteśmy.
-Okey. –uśmiechnęła się.
-Dobra to ja idę jeszcze do Rossa i się będę zbierać do domu. –wyszłam. Poszłam w stronę pokoju blondyna. Zapukałam lekko w drzwi i nie czekając na odpowiedź weszłam. Zobaczyłam go leżącego na łóżku. Kiedy weszłam gwałtownie się podniósł.
-Nie przeszkadzam? –uśmiechnęłam się.
-Ty? Ty mi nigdy nie przeszkadzasz. –szeroko się do mnie uśmiechnął. Podeszłam do niego i usiadłam obok chłopaka.
-Co tam porabiasz?
-Czekałem aż się przebierzesz i do mnie przyjdziesz. –uśmiechnął się. Popatrzyłam na niego nie co zdziwiona. –No co? Stęskniłem się.
-Aaa to wszystko wyjaśnia.
-Wiesz ja się szybko przywiązuję do ludzi. –zaśmiałam się.
-Hahaha. Dobra ja spadam do domu. –zaczęłam powoli wstawać,
-Czemu? Zostań jeszcze chwilę.
-Uhhh Ross cały czas siedzę Ci na głowie. Prawie w ogóle czasu nie spędzam u mnie w domu. Pójdę już pa. –wyszłam pośpiesznie z pokoju chłopaka. Zeszłam na duł ubierać buty. Po chwili zobaczyłam Rossa zbiegającego na duł.
-Zobaczymy się jutro? –powiedział podchodząc do mnie.
-Okey, jak będziecie mieć czas.
-Dla ciebie zawsze. –uśmiechnął się.
-No to pa. –odwróciłam się w stronę drzwi i wyszłam.
Po wejściu do domu poszłam od razu pod prysznic, przebrałam się i usnęłam.
Miesiąc później
Z Rossem byliśmy sobie bardzo blisko, całe dnie spędzałam z Lyncham. Bardzo się z nimi zżyłam i oni chyba ze mną też. Stormie i Mark zastępowali mi rodziców. Rydel była moją najlepszą przyjaciółką, a z chłopakami dogadywałam się bardzo dobrze, z Rossem byliśmy praktycznie nie rozłączni. Zawsze jeździłam z nimi na koncerty (pomagałam im z tym całym sprzętem).
Właśnie sobie wszyscy siedzieliśmy w salonie… chłopaki grali w gry video.
-Nie znudziło wam się jeszcze? –zapytałam znudzona.
-Przecież dopiero zaczęliśmy grać, jeszcze się nie mogło znudzić. –odpowiedział mi uśmiechnięty Rocky.
-No braciszku jak 2 godziny nazywasz DOPIERO… -odezwał się Rydel.
-Uhh dajcie spokój. –powiedział rozbawiony Ell.
-Umm Ryde to jak oni sobie tu grają to chodź my pójdziemy się poopalać. –uśmiechnęłam się do blondynki.
-Okey. To choć wskoczymy tylko w bikini. –na szczęście u Lynchów miałam swoje bikini bo dość często kąpaliśmy się u nich w basenie, albo ja z Rydel się opalałyśmy.
Kiedy już byłyśmy gotowe poszłyśmy za dom gdzie się znajdował basen. Wygodnie rozłożyłyśmy się na leżakach. Panowała taka cisz jak nigdy, ale oczywiście nagle Rocky wskoczył do basenu, a za nim reszta.
-Widzę, że wam się już znudziło. –powiedziałam troszkę zdezorientowana.
-Można tak powiedzieć. –uśmiechnął się Riker.
Z Rydel nie zwracałyśmy na nich uwagi. Rozmawiałyśmy o wszystkim, ale nagle ktoś zaczął mnie wołać, jak się okazało to Ross przy brzegu basenu.
-Co?! –krzyknęłam do chłopaka.
-No chodź tu, proszę, to bardzo ważne.
-Ehhh, a ty nie możesz?
-No Ala proszę. –zrobił tą swoją idiotyczną minę, a ja oczywiście uległam. Podeszłam do niego i kucnęłam przy basenie.
-Słucham.
-Wiesz, że Cię kocham?
-To akurat wiem i rozumiem, że tylko po to mnie tu zawołałe?. –w tej chwili blondyn złapał mnie za ręce i wciągnął do basenu. –Ross! Idioto! –w tej chwili wszyscy się na nas patrzyli jak na idiotów, którymi teoretycznie byliśmy. Ross złapał mnie w pasie tak, że moja głowa była na jego plecach.
-Rydel ratuj! –krzyczałam do blondynki.
-Ze mną się boisz? –zapytał Ross.
-Raczej o tym wiesz, ale jak nie wiesz to ja powtórzę Ci to znowu. NIE POTRAFĘ PŁYWAĆ!
-Spokojnie ja nie pozwolę żebyś utonęła pod moją opieką i kogoś innego też.  –dopłyną ze mną na środek basenu i właśnie obok był Rocky.
-Rocky ratuj, zabierz mnie z tond.
-Ehhh chętnie bym Ci pomógł, ale nie chcę się narażać Rossowi. –zaśmiał się brunet. Udałam obrażoną. Zamknęłam oczy.
-Już po wszystkim. –zaśmiał się Ross.
-O jejku dziękuję. –odpowiedziałam ironicznie i położyłam się na leżaku obok Rydel.
-I jak tam, żyjesz? –zapytała się uśmiechnięta blondynka.
-Właśnie przeżyłam szok, ale daje radę.
-Hahaha.
-Umm ja chyba idę już do domu, muszę się odświeżyć bo jutro muszę dom ogarnąć troszkę.
-Okey, a jak chcesz to mogę Ci pomóc.
-Nie, dam radę. –uśmiechnęłam się wstałam z leżaka i owinęłam się ręcznikiem. Poszłam do łazienki żeby ubrać szorty.
Ross
Wyszedłem z basen i miałem zamiar iść do Alice, ale jej nie było. Więc postanowiłem się zapytać siostry gdzie jest.
-Gdzie Alice?
-Poszła się pewnie przebrać i idzie do domu.
-Czemu? Przecież jest jeszcze wcześnie. –zapytałem troszkę zdziwiony.
-Mówiła coś, że musi jutro w domu jeszcze wysprzątać.
-Ehhem. –pobiegłem pod drzwi do łazienki, lekko zapukałem.
-Zajęte.
-Nie masz nic przeciwko temu żebym poszedł z tobą?
-Jak chcesz to spoko. –otwarła drzwi od łazienki i poszliśmy ubierać buty.
Alice
W sumie to kochane, że chce iść ze mną, ale no on też ma rodzinę. Czasami mam wrażenie, że odkąd ja się pojawiłam to wszystko zepsułam. Wiele fanek mnie nawet akceptowało, ale też były takie, które najchętniej by mnie rozszarpały. Tak… mogłam sobie wyobrazić jak się czuły, ale miłość nie wybiera. Bardzo się kochaliśmy.
Szliśmy do mnie w ciszy trzymając się za ręce. Co chwila na siebie spoglądaliśmy i się uśmiechaliśmy. Po niecałych 5 minutach byliśmy już pod drzwiami mojego domu. Otwarłam drzwi i weszliśmy do środka. Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na sofie.
-Mieliśmy Ci powiedzieć to wszyscy razem, ale doszliśmy do wniosku, że ja to zrobię sam. –zaczął rozmowę blondyn.

-Co się stało Ross? –zapytałam troszkę zdziwiona.

Bumm mamy trzeci. Miałam go dodać wczoraj, ale mnie w domu nie było i dopiero go teraz dodaję. Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, ale niebawem. Muszę trochę napisać na zapas i wtedy już ustalę co ile będę dodawać nowy. Bardzo was kocham aniołki. twitter- @pati57XD 

piątek, 20 czerwca 2014

2

Obudziłam się koło 11 (zawsze długo spałam). Zeszłam do kuchni, zrobiłam szybkie śniadanie. Potem poszłam się ubrać i zrobić lekki makijaż. Nagle mój telefon zadzwonił.
-Dzień dobry. –poznałam, że to Ross.
-Omm hejka.
-To kiedy przyjdziesz?
-Ale ja myślałam, że dopiero wieczorem.
-Nie będziesz sama siedzieć do wieczora. Czeka na ciebie. –rozłączył się. Postanowiłam, że pójdę bo i tak w sumie nie mam za bardzo co robić. Założyłam buty i wyszłam. Drzwi otworzył mi Riker.
-Hej. –powiedział z szerokim uśmiechem i mnie wpuścił do środka.
-Hej, a co tu tak cicho? –zapytałam uśmiechnięta.
-Rocky, Ell i Rydel pojechali na plażę, Ross siedzi u siebie, Ryland gdzieś wyszedł, a rodzice pojechali na zakupy.
-Czyli rozumiem, że tylko ty ja i Ross będziemy?
-Nie tylko ty i Ross bo ja jadę do nich tam na plażę. –właśnie zobaczyłam jak chłopka schodzi na duł.
-Hejka. –odpowiedział uśmiechnięty.
-Hej. –odwzajemniłam uśmiech.
-Dobra no to ja jadę, pa. –powiedział Riker i wyszedł. Zostaliśmy sami. Czułam się nie co dziwnie, bo to przecież dziwne siedzieć w jednym domu ze swoim idolem.
-To jak co być chciała robić?
-Ummm nie wiem. –odpowiedziałam troszkę speszona. Blondyn złapał mnie za nadgarstek i pociągnął do salonu. Włączył jakąś muzykę poważną.
-Zatańczysz ze mną? –podał mi rękę.
-Oł przykro mi, ale nie potrafię.
-No to ja Cię nauczę. –podałam mu niechętnie rękę, jedną moją rękę położył na swoim ramieniu, a swoją na moich plecach… nisko. Muszę przyznać, że mi się podobało, tańczyliśmy tak kilkanaście minut. Lecz nagle Ross puścił mnie za rękę i delikatnie pogłaskał mnie po policzku. Stało się, przybliżył się do mnie i lekko mnie pocałował. Staliśmy tak chwilę patrząc siebie. Ja sobie za bardzo nie zdawałam sprawy z tego co właśnie się wydarzyło. Po chwili Ross przerwał tą niezręczną ciszę.
-Ja… ja… przepraszam, nie powinienem.
-Ross nie przepraszaj bo właśnie spełniłeś moje małe marzenie. Nigdy bym się nie spodziewała, że jakie kol wiek moje marzenie się spełni, a tu bum. Dziękuję.
-Proszę bardzo. –uśmiechnął się. Wtuliłam się w niego, objął mnie i mocno przytulił. Oj tak właśnie tego potrzebowałam.
-Lubię jak mnie przytulasz. –uśmiechnęłam się do niego.
-Jeśli chcesz to mogę Cie częściej przytulać.
-Nie mam nic przeciwko temu. –chłopak podniósł jedną brew i bez wahania mocno, mocno mnie przytulił.
-Cieszę się, że mam taką fajną sąsiadkę.
-Oj dziękuję.
Riker
Właśnie dojechałem na plażę. Po chwili znalazłem resztę.
-Jestem! –wszyscy się popatrzyli na mnie.
-Hejka, hejka. A gdzie masz Rossa? –zapytała Rydel.
-Jak z nim rozmawiałem to mówił, że on czeka na Alice bo ma do niego przyjść… no i siedzą teraz sami u nas w domu.
-Huhuhu. Alice chyba wpadła w oko Rossowi. –śmiał się Rocky.
-Niech chłopak się nacieszy życiem póki młody. -kontynuował Ratliff.
-Mi się wydaje, że byli by słodką parą, a Ross w końcu by się zajął jakąś dziewczyną. –uśmiechnęła się Rydel.
-Idziemy grać w siatkę? –zapytał Riker.
-Okey. Pozwoli, że gram z tobą, a Rydel ty będziesz z Ellem. –uśmiechnął się Rocky. Poszli grać.
Alice
-Chodź. –złapał mnie blondyn za nadgarstek i pociągnął za sobą w stronę drzwi wyjściowych. Zaczął ubierać buty.
-Idziemy gdzieś? –zapytałam troszkę zdziwiona.
-Tak. Na spacer. Ubieraj buty. –uśmiechnął się. A ja zaczęłam ubierać moje krótkie, czarne conversy. –O widzę, że mamy takie same buty.
-No na to by wyglądało. –Jakoś nie chciałam mu mówić, że one były kupione z myślą o nim… ale co prawda bardzo mi się podobały.
-Gotowa?
-Tak. –oznajmiłam i wyszliśmy z domu. Szliśmy chwilę w ciszy. –A gdzie ty mnie prowadzisz? –przerwałam ciszę. Chłopak się tylko uśmiechnął, ale nic mi nie odpowiedział. –Co?!
-Zobaczysz. –szliśmy tak w ciszy. Doszliśmy do parku, Ross usiadł na ławeczce i popatrzył na mnie żebym zrobiłam to samo.  Usiadłam obok niego. –Czemu akurat LA?
-Ummm a co to jakiś wywiad będzie? –uśmiechnęłam się.
-Można tak powiedzieć.
-Jaki szczery… haha. A tak na serio to zawsze mi się tu podobało, chciałam tu mieszkać.
-Dobrze wybrałaś. –zadziornie się uśmiechnął. Kurde my byliśmy zupełnie z dwóch innych światów, a już czułam do niego coś wielkiego.
-Wiem. Zawsze chciałam spełniać swoje marzenia. Jednym najważniejszym marzeniem było poznać moich idoli… czyli was. Udało się! –uśmiechnęłam się szeroko.
-Marzenia zawsze się spełniają, a ty jesteś tego wspaniałym przykładem.
-A jeśli mogę wiedzieć to ty jakie masz marzenia… -lekko się uśmiechnęłam. Interesowało mnie to, ale od razu pożałowałam tego pytania.
-Wiesz moje marzenie się już spełniło. Miałem ich wiele, popełniały się i zostało jedno. Bummm spełniło się. –chciałam otworzyć już usta, ale blondyn mnie wyprzedził. –Tym marzeniem było się zakochać… tak naprawdę. –popatrzył się na mnie.
-Jej Ross. Kochany jesteś. –domyśliłam się, że chodzi o mnie.
-Haha dziękuję.
-Wracamy? Bo chyba padać będzie. –podniosłam się powoli z ławki.
-Okey. –uśmiechnął się i wstał z ławki. Ruszyliśmy w stronę domu. Zrobiło się troszkę chłodno… było mi zimno, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nagle zaczęły spadać z niebie krople deszczu… rozpadało się. Ross odwrócił się w moją stronę i namiętnie mnie pocałował. Odwzajemniłam ten pocałunek. Staliśmy tak chwilę w deszczu całując się. Po chwili jednak blondyn ściągnął swoją zasuwaną bluzę i mi ją założył.
-Spoko nie trzeba… -powiedziałam.
-Mi tego nie wmówisz, jesteś całą mokra, a ja nie chcę żebyś się rozchorowała. –powiedział troskliwymi głosem.
-A ty to niby się nie rozchorujesz?

-Ja dam radę. –uśmiechnął się i ruszyliśmy dalej.

Mamy drugi rozdział. Aniołki zachęcam do pisania swojej opinii w komentarzach. Mam nadzieję, że się podoba. Jak dobrze pójdzie dodam kolejny jutro, ale nie na pewno bo jutro jestem w domu tylko do 14. No to ja jeszcze raz dziękuję wam aniołki za to, że w ogóle ktoś coś tu przeczytał i bardzo was kocham.
twitter- @pati57XD

Notka

Zapraszam do komentowania, ponieważ chcę wiedzieć czy jest sens dalej pisać. :)

1

Dzisiaj są moje 18 urodziny. Czekałam na nie całe życie. Bo to właśnie dzisiaj jestem już dorosła i mogę robić to co chcę, spełniać marzenia i nikt mi w tym nie przeszkodzi.
Na urodziny dostałam bilet na samolot do Los Angeles. Ma być krótka impreza urodzinowo pożegnalna, a o 20 na lotnisko.
-Wszystkiego najlepszego kochana, spełniaj marzenia i wracaj do nas szybko. –żegnała się ze mną kuzynka.
-Wrócę, wrócę. –uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję, że jeszcze do nas wrócisz, bo wiesz jak Cię nie cierpię, ale nudno troszkę będzie bez tych naszych kłótni. –podeszłą moja siostra Syntia.
-Ummm to ja może zostawię to bez komentarza. –przytuliłam się do siostry.
-No to sobie leć do tego LA, ale ja Cię tam odwiedzę. –uśmiechnęła się szeroko moja druga siostra Keyt.
-Alice…
-Mamo?
-Musisz wyjeżdżać? –mówiła do mnie z zaszklonymi oczami.
-Wiesz doskonale, że chcę spełniać marzenia w końcu po to jest życie, chcę być szczęśliwa.
-Rozumiem, ale jak coś to wracaj. –mocno się wtuliłam w mamę i rozpłakałyśmy się obie. Następny w kolejce był tata.
-Uważaj tam na tych chłopaków i jak by któryś by Ci coś zrobił to mi wystarczy twój jeden telefon.
-Haha oczywiście, ale ja jeszcze tam nikogo nie znam. –uśmiechnęłam się, a tata mnie przytulił.
Pożegnałam się z wszystkimi, teraz trzeba się zbierać na lotnisko. Ostatni raz popatrzyłam na mój dom i wsiadłam do samochodu obładowanego moimi walizkami. Myślałam w sumie o wszystkim, czy tamtejszy ludzie mnie polubią, czy będę tam pasować, czy mój dom będzie mi się tak podobał jak na zdjęciach. Z rozmyśleń wyrwał mnie tata.
Jesteśmy już.  –wysiadł z samochodu i zaczął wyciągać moje bagaże, zrobiłam to samo. Kiedy wyciągnęliśmy wszystko nadszedł czas na ostatnie pożegnanie przed długą rozłąką.
-No to jak dolecisz zadzwoń.
-Zadzwonię, ale kurde będę tęsknić. –przytuliłam się.
-My też będziemy za tobą tęsknić, ale marzenia trzeba spełniać.
-No nareszcie zrozumiałeś. –popatrzyłam się na niego. –Dobra to ja już muszę iść. –opuściłam tatę i szłam z łzami w oczach w stronę samolotu.
Zajęłam swoje miejsce i założyłam słuchawki na uszy. Wsłuchiwałam się w słowa tekstu piosenek R5. One naprawdę miały sens, wierzyłam w to, że ich spotkam. ‘Marzenia są po to żeby je spełniać’, cały czas miałam w głowie słowa taty. Ja się nie mogę poddać, za bardzo ich kocham, nie mogę sobie tak po prostu odpuścić. To było tak niesamowite i silne uczucie jakim ich obdarzałam. Ja nie mogę tak po prostu o nich zapomnieć raz na zawsze bo jednak ich kocham. Jestem z nimi od początków ich coraz bardziej rozwijającej się kariery.
Nagle usłyszałam głos stewardesy.
-Proszę zapiąć pasy, zbliżamy się do lądowania. –Oł no nie wiedziałam, że ta podróż mi tak szybko minie, a jednak myliłam się. Odebrałam mój bagaż, zamówiłam taksówkę i kierowca ruszył pod wskazany mu prze zemnie adres.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce byłam mile zaskoczona, dom z zewnątrz się prezentował świetnie. Wyciągnęłam klucz i weszłam do środka. Postanowiłam, że teraz się rozpakuję. Zeszło mi to około trzech godzin.
Ummm a może teraz bym się wybrała na spacer, poznać może jakiś nowych sąsiadów. Wyszłam. No taki klimat mi pasował, było tu tak ślicznie. Nagle zrobiło mi się trochę słabo i zaczęło mi się kręcić w głowie. Stanęłam w miejscu. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie pod ramię.
-Wszystko okey? –można było stwierdzić, że to chłopak (po głosie).
-Tak, nic mi nie jest, tylko mi się zakręciło w głowie. Jest już dobrze. –popatrzyłam na chłopaka. –Nie, nie wierzę!
-Co jest? –zapytał zdziwiony.
-Jestem waszą fanką. Dzięki tobie właśnie moje marzenie się spełniło. –szeroko się uśmiechnęłam.
-O naprawdę? No to bardzo miło mi poznać. Teraz będziemy sąsiadami więc często się będziemy widywać. –uśmiechnął się i mnie puścił.
-Czekaj, czekaj skąd wiesz, że mieszkam obok, przecież dopiero się wprowadziłam.
-Widziałem jak przyjeżdżasz, mieliśmy się do ciebie wybrać żeby Cię poznać, ale widzę, że ty się wybierzesz do nas. –uśmiechnął się.
-Emmm, a ktoś mnie zapraszał?
-No ja Cię przecież zapraszam, wszyscy chcą poznać naszą nową sąsiadeczkę. A tak w ogóle jak masz na imię?
-Alice. –chłopak się do mnie uśmiechnął.
-To choć do nas. Proszę, poznasz wszystkich, kto by nie chciał poznać swojego ulubionego zespołu? –mówił zachęcając mnie. Tssaaa ja tak strasznie chciałam tam iść, ale kurde nie chcę przeszkadzać.
-Twoje argumenty są przekonujące. –uśmiechnęłam się. –Ale no nie chcę wam przeszkadzać.
-Nie będziesz przeszkadzać, bo wszyscy chcą Cię poznać. –złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domu Lynchów.  Rocky chwycił za klamkę, otworzył drzwi, weszłam za nim. Z kuchni wyszłam mama rodzeństwa.
-O widzę, że Rocky nam przyprowadził nową sąsiadkę. –uśmiechnęła się do nas. –Reszta siedzi w salonie. –wskazała salon. –Zaraz będzie kolacja, więc mam nadzieję, że zostaniesz.
-Nie chcę robić problemu.
-Nam nie robisz żadnego problemu.
-Dobra to my idziemy do reszty. –poszłam za Rockym do salonu. Siedzieli tam wszyscy, oglądali TV.
-Hejka. –powiedziałam z niepewnym uśmiechem.
-O to ty jesteś tą naszą nową sąsiadką o, której Rocky nawija.  –uśmiechnął się.
-Widzę, że już jestem znana. –popatrzyłam sarkastycznie na Rockyego.
-Nareszcie jakaś dziewczyna. –uśmiechnęła się Rydel. –A tak w ogóle jestem Rydel. –podeszła i na powitanie się do mnie przytuliła.
-Umm znam was wszystkich. Jestem waszą fanką. –uśmiechnęłam się.
-Oooo ale super, musisz się wybrać z nami na nasz koncert. –uśmiechnął się Riker.
-Oczywiście. –próbowałam ukrywać moją wielką ekscytację.
- Skąd jesteś? –tym razem zapytał uśmiechnięty Ryland.
-Z Polski.
-Zawsze chciałem pojechać do Polski i możliwe, że zagramy tam koncert. –powiedział uśmiechnięty Ross.
Siedziałam jeszcze u nich chwilę, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wymieniliśmy się numerami ogóle było bardzo miło. Było już zupełnie ciemno, postanowiłam, że już będę wracać do domu.
-No to ja dziękuję za takie miłe przywitanie, ale teraz już muszę iść. Papa. –podniosłam się z sofy.
-Papa. –wszyscy chórem mi odpowiedzieli.
-Przyjdź jutro do nas. –powiedział Riker już do moich pleców. Kiedy ubierałam buty podszedł do mnie Ross.
-Odprowadzę Cię bo jest już ciemno. –uśmiechną się i szybko założył buty nie czekając na moją odpowiedź.  Wyszedł za mną. Szliśmy obok siebie w ciszy. Za bardzo nie wiedzieliśmy o czym mamy rozmawiać. Odprowadził mnie pod same drzwi.
-To ja jeszcze raz dziękuję. –uśmiechnęłam się. Chłopak patrzył mi głęboko w oczy. Staliśmy jeszcze chwilę w ciszy.
Ross
Wróciłem do domu. Muszę przyznać, że ją poznałem. Jest inna niż te wszystkie dziewczyny. Z rozmyśleń wyrwał mnie Rocky.
-Co ty taki zamyślony? –zapytał się tym żartobliwym tonem. –Chyba ktoś naszemu młodszemu braciszkowi wpadł w oko.
-Nie. –odpowiedziałem trochę speszony. Poszedłem do swojego pokoju.
Alice
Było dopiero po 22, ale postanowiłam, że już się położę spać bo podróż trochę mnie zmęczyła. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, przebrałam się i położyłam do łóżka. Kiedy już sobie leżałam usiłując zasnąć dostałam sms. Był od Rossa.
Dobranoc i słodkich snów. Nie zapomnij jutro do nas przyjść.

Kurde zaczynam go lubić coraz bardziej. Zawsze to on był moim ulubionym Lynchem, ale nigdy na nic nie liczyłam, że się z nimi zaprzyjaźnię, że Ross będzie mi pisał na dobranoc, że będę obok nich mieszkać. Nie wiem nawet kiedy, ale usnęłam.

Wstęp

Mam na imię Alice, mam dwie siostry i nie za bardzo się z nimi dogadywałam, ale jak przyszło się nam pożegnać to i tak płakały bo to w końcu rodzina.
Zawsze wierzyłam w to, że marzenia się spełniają i trzeba o nie walczyć, ale kiedy moi idole przylecieli do Polski ja nie mogłam iść na koncert. Postanowiłam, że jak druga taka okazja się zdarzy to jej nie zmarnuje.

Rodzina za bardzo mi nie pomagała w spełnianiu moich marzeń, choć wiedzieli jakie to dla mnie ważne. R5 było moim małym sekretem. Nie chciałam mówić o tym ludziom, jakoś nie miałam potrzeby. Kochałam ich tak bardzo. Jak się załamałam to w sumie dzięki nim jeszcze tu jestem. Jakoś się w tedy do nich bardziej zbliżyłam i ogólnie zaczęłam prowadzić bardzo twitterowe życie. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, którym wiele zawdzięczam.

Hejka

Zachęcam do czytania opowiadania. Pierwszy rozdział pojawi się dzisiaj. Nie jestem w stanie jak na razie powiedzieć co ile się będą pojawiały nowe rozdziały. :)