poniedziałek, 30 czerwca 2014

6

Kolejnego dnia ruszyliśmy o świcie do moich rodziców. Droga minęła nam szybko chociaż była troszkę długa.
Staliśmy przed drzwiami, zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otwarła nam mama, była bardzo zdziwiona, pierwsze co zrobiłam mocno mnie przytuliła, po chwili przyszedł tata i też się ze mną przywitał.
-Ale jak ty, tu? –zapytała szczęśliwa mama.0
-Ummm taki mały prezent od sąsiadów. –uśmiechnęłam się do nich. Moi rodzice się przywitali z Markiem i Stormie, a potem z całą resztą.
-No co tu tak będziemy stać, zapraszam do środka. –wszyscy weszliśmy. Pokierowaliśmy się w stronę salonu. Czułam się dziwnie bo dawno tu nie byłam, wszystkie wspomnienia wróciły. Pewnie jak bym tu dalej mieszkała to bym nie miała tak wspaniałych przyjaciół, którzy mi zastąpili rodzinę. Siedzieliśmy w salonie i nagle do domu weszły moje siostry.
-Hejka! Jesteśmy! –usłyszałam dobrze mi znany głos Syntii.
-No cześć. –powiedziałam zadowolona, a ona wbiegła do salonu, a za nią Keyt.
-Czekaj, co ty tu robisz? –zapytała Syntiia.
-To już nie mogę odwiedzić mojej rodzinki? –powiedziałam sarkastycznie.
-A taki spokój był. –odezwała się z wymuszonym smutkiem na twarzy Keyt.
-Dobra, dobra. Ummm może was przedstawię? –popatrzyłam na całe rodzeństwo wraz z Ellem siedzące na sofie. –To jest Keyt i Syntiia. –pokazałam na siostry. –A to Pani Mark i Stormie, można powiedzieć, że moi drudzy rodzice. –uśmiechnęłam się do nich, a oni mi odwzajemnili ten uśmiech. –Ummm Ross, Rocky, Riker, Ryland, Rydel, Ell. –przedstawiłam wszystkich po kolei. Siedzieliśmy tam długo i rozmawialiśmy w sumie o wszystkim.
-Ja za chwilę wrócę idę się przewietrzyć. –powiedział Riker podnosząc się.
-Mam iść z tobą i Ci dotrzymać towarzystwa? –zaproponował Rocky próbując być poważny, ale jak zwykle mu to nie wyszło.
-Wydaje mi się, że sobie poradzę bez twojej pomocy. –powiedział uśmiechnięty i wyszedł.
Riker

Musiałem wyjść żeby zadzwonić, nie dawało mi to spokoju. Chciałem zadzwonić do Viktorii. Wybrałem do niej numer i po chwili odebrałą.
-Halo?
-Cześć.
-O hejka.
-Bo jutro będziemy w Warszawie i może byś chciała się ze mną spotkać?
-Okey, pewnie, a tak o której?
-Jeszcze Ci napiszę, bo teraz jesteśmy u rodziców Alice i chyba zostajemy tu na noc.
-To okey.
-No to pa.
-Pa. –tak! Zgodziła się, znowu ją zobaczę. Ehhh czemu ona musi mieszkać w Polsce, a nie np. w LA, blisko nas?
Postanowiłem wrócić, do nich, tam do salonu.
-Riker! –od razy krzyknął Rocky kiedy mnie zobaczył.
-W czym Ci mogę pomóc?
-Martwiłem się… -powiedział tym swoim żartobliwym głosem. Wszyscy się gapili na niego jak na idiotę za, którego pewnie go mieli.
-Jest dobrze. –powiedział uśmiechnięty Riker i usiadł obok mnie.
-Miałaś racje. –wyszeptał mi do ucha.
-Ale w czym? –zapytałam zdziwiona, wciąż szepcząc.
-No, że się zakocham.
-Huhu, a kto jest tą szczęściarą?
-Potem Ci opowiem bo musisz mi pomóc. –siedzieliśmy jeszcze chwilę w salonie, ale wszyscy powoli zaczęli się już rozchodzić. W dom był duży więc było też dużo pokoi gościnnych. Ell miała pokój z Ellem, Rocky, Riker i Ryland razem, Mark i Stormie razem, a ja z Rossem mój stary pokój.
Kiedy weszłam do mojego pokoju pierwsze co zrobiłam położyłam się na łóżku.
-Zmęczona? –usłyszałam głos Rossa.
-Nie, ale dawno nie leżałam na tym łóżku. –chłopak położył się obok. Blondyn zaczął się śmiać.
-Ja pójdę się wykąpać.
-Okey, tylko nie siedź tam długo bo będę tęsknić.
-Daj mi 15 minut.
-Czekam. –pocałował mnie w czoło , zabrał ręcznik i wyszedł. Leżałam tak chwilę, ale nagle ktoś zapukał, szybko usiadłam na łóżku.
-Proszę.
-Mogę? –zobaczyłam Rikera wchodzącego do mojego pokoju.
-Pewnie. –uśmiechnęłam się. Chłopak usiadł obok mnie. –To co Cię do mnie sprowadza?
-No bo jak wyszedłem to zadzwoniłem do Viktorii i się z nią na jutro umówiłem.
-A gdzie ją chcesz zabrać?
-No właśnie nie wiem. –spuścił głowę.  –Masz może jakiś pomysł?
-Ummm bo w Warszawie będziemy pewnie wieczorem, to proponuję spacer we dwoje, przy świetle księżyca.
-Okey, to może do tego jeszcze tak tradycyjnie jakiś bukiet? –popatrzył się na mnie.
-No przydało by się.
-Ale ja nie wiem jakie ona lubi kwiatki.
-Kup standardowo róże.
-Dziękuję. –uśmiechnął się.
-Niema za co, służę pomocą. –uśmiechnęłam się. Blondyn mnie przytulił i wyszedł.
Postanowiłam, że się położę. Po chwili przyszedł Ross.
-Jestem. –powiedział z zadowoleniem wchodząc do pokoju.
-No muszę przyznać, że naprawdę się pośpieszyłeś.

-Wiem. –położył się obok. Po chwili zasną, a ja jakoś nie mogłam. Sięgnęłam po słuchawki i telefon. Słuchałam muzyki R5. Poczułam się jak kiedyś, ja leżąca na łóżku i słuchająca mojej ulubionej muzyki… no tylko, że w tedy Ross nie był moim chłopakiem i nie wiedział o moim istnieniu. Przesłuchałam wszystkie piosenki z albumu i wtulona w Rossa zasnęłam.

Mamy nowy rozdział. Coś mi w nim brakuje, ale postanowiłam już go dodać bo czas najwyższy. Nowy rozdział postaram się dodać tak do tygodnia, ale może i szybciej. Mam nadzieję, że ktoś jakiś komentarz zostawi z opinią. 
Kocham was słoneczka.
twitter: @pati57XD

1 komentarz:

  1. ..... Tak nie odzywam się do ciebie...

    Chyba że Victoria to ja w innym wcieleniu...

    OdpowiedzUsuń