Dzisiaj są moje 18 urodziny.
Czekałam na nie całe życie. Bo to właśnie dzisiaj jestem już dorosła i mogę
robić to co chcę, spełniać marzenia i nikt mi w tym nie przeszkodzi.
Na urodziny dostałam bilet na
samolot do Los Angeles. Ma być krótka impreza urodzinowo pożegnalna, a o 20 na
lotnisko.
-Wszystkiego najlepszego kochana,
spełniaj marzenia i wracaj do nas szybko. –żegnała się ze mną kuzynka.
-Wrócę, wrócę. –uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję, że jeszcze do nas
wrócisz, bo wiesz jak Cię nie cierpię, ale nudno troszkę będzie bez tych
naszych kłótni. –podeszłą moja siostra Syntia.
-Ummm to ja może zostawię to bez
komentarza. –przytuliłam się do siostry.
-No to sobie leć do tego LA, ale
ja Cię tam odwiedzę. –uśmiechnęła się szeroko moja druga siostra Keyt.
-Alice…
-Mamo?
-Musisz wyjeżdżać? –mówiła do
mnie z zaszklonymi oczami.
-Wiesz doskonale, że chcę
spełniać marzenia w końcu po to jest życie, chcę być szczęśliwa.
-Rozumiem, ale jak coś to wracaj.
–mocno się wtuliłam w mamę i rozpłakałyśmy się obie. Następny w kolejce był
tata.
-Uważaj tam na tych chłopaków i
jak by któryś by Ci coś zrobił to mi wystarczy twój jeden telefon.
-Haha oczywiście, ale ja jeszcze
tam nikogo nie znam. –uśmiechnęłam się, a tata mnie przytulił.
Pożegnałam się z wszystkimi,
teraz trzeba się zbierać na lotnisko. Ostatni raz popatrzyłam na mój dom i
wsiadłam do samochodu obładowanego moimi walizkami. Myślałam w sumie o
wszystkim, czy tamtejszy ludzie mnie polubią, czy będę tam pasować, czy mój dom
będzie mi się tak podobał jak na zdjęciach. Z rozmyśleń wyrwał mnie tata.
Jesteśmy już. –wysiadł z samochodu i zaczął wyciągać moje
bagaże, zrobiłam to samo. Kiedy wyciągnęliśmy wszystko nadszedł czas na
ostatnie pożegnanie przed długą rozłąką.
-No to jak dolecisz zadzwoń.
-Zadzwonię, ale kurde będę
tęsknić. –przytuliłam się.
-My też będziemy za tobą tęsknić,
ale marzenia trzeba spełniać.
-No nareszcie zrozumiałeś.
–popatrzyłam się na niego. –Dobra to ja już muszę iść. –opuściłam tatę i szłam
z łzami w oczach w stronę samolotu.
Zajęłam swoje miejsce i założyłam
słuchawki na uszy. Wsłuchiwałam się w słowa tekstu piosenek R5. One naprawdę
miały sens, wierzyłam w to, że ich spotkam. ‘Marzenia są po to żeby je
spełniać’, cały czas miałam w głowie słowa taty. Ja się nie mogę poddać, za
bardzo ich kocham, nie mogę sobie tak po prostu odpuścić. To było tak
niesamowite i silne uczucie jakim ich obdarzałam. Ja nie mogę tak po prostu o
nich zapomnieć raz na zawsze bo jednak ich kocham. Jestem z nimi od początków
ich coraz bardziej rozwijającej się kariery.
Nagle usłyszałam głos stewardesy.
-Proszę zapiąć pasy, zbliżamy się
do lądowania. –Oł no nie wiedziałam, że ta podróż mi tak szybko minie, a jednak
myliłam się. Odebrałam mój bagaż, zamówiłam taksówkę i kierowca ruszył pod
wskazany mu prze zemnie adres.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce
byłam mile zaskoczona, dom z zewnątrz się prezentował świetnie. Wyciągnęłam
klucz i weszłam do środka. Postanowiłam, że teraz się rozpakuję. Zeszło mi to
około trzech godzin.
Ummm a może teraz bym się wybrała
na spacer, poznać może jakiś nowych sąsiadów. Wyszłam. No taki klimat mi
pasował, było tu tak ślicznie. Nagle zrobiło mi się trochę słabo i zaczęło mi
się kręcić w głowie. Stanęłam w miejscu. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie pod
ramię.
-Wszystko okey? –można było
stwierdzić, że to chłopak (po głosie).
-Tak, nic mi nie jest, tylko mi
się zakręciło w głowie. Jest już dobrze. –popatrzyłam na chłopaka. –Nie, nie
wierzę!
-Co jest? –zapytał zdziwiony.
-Jestem waszą fanką. Dzięki tobie
właśnie moje marzenie się spełniło. –szeroko się uśmiechnęłam.
-O naprawdę? No to bardzo miło mi
poznać. Teraz będziemy sąsiadami więc często się będziemy widywać. –uśmiechnął
się i mnie puścił.
-Czekaj, czekaj skąd wiesz, że
mieszkam obok, przecież dopiero się wprowadziłam.
-Widziałem jak przyjeżdżasz,
mieliśmy się do ciebie wybrać żeby Cię poznać, ale widzę, że ty się wybierzesz
do nas. –uśmiechnął się.
-Emmm, a ktoś mnie zapraszał?
-No ja Cię przecież zapraszam,
wszyscy chcą poznać naszą nową sąsiadeczkę. A tak w ogóle jak masz na imię?
-Alice. –chłopak się do mnie
uśmiechnął.
-To choć do nas. Proszę, poznasz
wszystkich, kto by nie chciał poznać swojego ulubionego zespołu? –mówił
zachęcając mnie. Tssaaa ja tak strasznie chciałam tam iść, ale kurde nie chcę przeszkadzać.
-Twoje argumenty są przekonujące.
–uśmiechnęłam się. –Ale no nie chcę wam przeszkadzać.
-Nie będziesz przeszkadzać, bo
wszyscy chcą Cię poznać. –złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domu
Lynchów. Rocky chwycił za klamkę,
otworzył drzwi, weszłam za nim. Z kuchni wyszłam mama rodzeństwa.
-O widzę, że Rocky nam
przyprowadził nową sąsiadkę. –uśmiechnęła się do nas. –Reszta siedzi w salonie.
–wskazała salon. –Zaraz będzie kolacja, więc mam nadzieję, że zostaniesz.
-Nie chcę robić problemu.
-Nam nie robisz żadnego problemu.
-Dobra to my idziemy do reszty.
–poszłam za Rockym do salonu. Siedzieli tam wszyscy, oglądali TV.
-Hejka. –powiedziałam z niepewnym
uśmiechem.
-O to ty jesteś tą naszą nową
sąsiadką o, której Rocky nawija. –uśmiechnął się.
-Widzę, że już jestem znana.
–popatrzyłam sarkastycznie na Rockyego.
-Nareszcie jakaś dziewczyna.
–uśmiechnęła się Rydel. –A tak w ogóle jestem Rydel. –podeszła i na powitanie
się do mnie przytuliła.
-Umm znam was wszystkich. Jestem
waszą fanką. –uśmiechnęłam się.
-Oooo ale super, musisz się
wybrać z nami na nasz koncert. –uśmiechnął się Riker.
-Oczywiście. –próbowałam ukrywać
moją wielką ekscytację.
- Skąd jesteś? –tym razem zapytał
uśmiechnięty Ryland.
-Z Polski.
-Zawsze chciałem pojechać do
Polski i możliwe, że zagramy tam koncert. –powiedział uśmiechnięty Ross.
Siedziałam jeszcze u nich chwilę,
rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wymieniliśmy się numerami ogóle było bardzo miło.
Było już zupełnie ciemno, postanowiłam, że już będę wracać do domu.
-No to ja dziękuję za takie miłe
przywitanie, ale teraz już muszę iść. Papa. –podniosłam się z sofy.
-Papa. –wszyscy chórem mi
odpowiedzieli.
-Przyjdź jutro do nas.
–powiedział Riker już do moich pleców. Kiedy ubierałam buty podszedł do mnie
Ross.
-Odprowadzę Cię bo jest już
ciemno. –uśmiechną się i szybko założył buty nie czekając na moją
odpowiedź. Wyszedł za mną. Szliśmy obok
siebie w ciszy. Za bardzo nie wiedzieliśmy o czym mamy rozmawiać. Odprowadził
mnie pod same drzwi.
-To ja jeszcze raz dziękuję.
–uśmiechnęłam się. Chłopak patrzył mi głęboko w oczy. Staliśmy jeszcze chwilę w
ciszy.
Ross
Wróciłem do domu. Muszę przyznać,
że ją poznałem. Jest inna niż te wszystkie dziewczyny. Z rozmyśleń wyrwał mnie
Rocky.
-Co ty taki zamyślony? –zapytał
się tym żartobliwym tonem. –Chyba ktoś naszemu młodszemu braciszkowi wpadł w
oko.
-Nie. –odpowiedziałem trochę
speszony. Poszedłem do swojego pokoju.
Alice
Było dopiero po 22, ale
postanowiłam, że już się położę spać bo podróż trochę mnie zmęczyła. Wzięłam
szybki prysznic, umyłam zęby, przebrałam się i położyłam do łóżka. Kiedy już
sobie leżałam usiłując zasnąć dostałam sms. Był od Rossa.
Dobranoc i słodkich snów. Nie zapomnij jutro do nas przyjść.
Kurde zaczynam go lubić coraz
bardziej. Zawsze to on był moim ulubionym Lynchem, ale nigdy na nic nie
liczyłam, że się z nimi zaprzyjaźnię, że Ross będzie mi pisał na dobranoc, że
będę obok nich mieszkać. Nie wiem nawet kiedy, ale usnęłam.
Świetny.
OdpowiedzUsuńWpadniesz do mnie?:
http://laura-and-the-lynches.blogspot.com/
okey :)
OdpowiedzUsuńGenialny! Jesteś lepsza w pisaniu ode mnie i to o wiele ! Oddaj mi trochę talentu! Więc tak jak narazie genialnie sie zapowiada <3 Tylko gdzieś mi Ell zginał...
OdpowiedzUsuńDobra lecę czytać dalej <3
Ej no wlasnie brak Ella ;oo upsz...
OdpowiedzUsuńYhh a w pisaniu to ty jestes lepsza ♡