piątek, 20 czerwca 2014

1

Dzisiaj są moje 18 urodziny. Czekałam na nie całe życie. Bo to właśnie dzisiaj jestem już dorosła i mogę robić to co chcę, spełniać marzenia i nikt mi w tym nie przeszkodzi.
Na urodziny dostałam bilet na samolot do Los Angeles. Ma być krótka impreza urodzinowo pożegnalna, a o 20 na lotnisko.
-Wszystkiego najlepszego kochana, spełniaj marzenia i wracaj do nas szybko. –żegnała się ze mną kuzynka.
-Wrócę, wrócę. –uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję, że jeszcze do nas wrócisz, bo wiesz jak Cię nie cierpię, ale nudno troszkę będzie bez tych naszych kłótni. –podeszłą moja siostra Syntia.
-Ummm to ja może zostawię to bez komentarza. –przytuliłam się do siostry.
-No to sobie leć do tego LA, ale ja Cię tam odwiedzę. –uśmiechnęła się szeroko moja druga siostra Keyt.
-Alice…
-Mamo?
-Musisz wyjeżdżać? –mówiła do mnie z zaszklonymi oczami.
-Wiesz doskonale, że chcę spełniać marzenia w końcu po to jest życie, chcę być szczęśliwa.
-Rozumiem, ale jak coś to wracaj. –mocno się wtuliłam w mamę i rozpłakałyśmy się obie. Następny w kolejce był tata.
-Uważaj tam na tych chłopaków i jak by któryś by Ci coś zrobił to mi wystarczy twój jeden telefon.
-Haha oczywiście, ale ja jeszcze tam nikogo nie znam. –uśmiechnęłam się, a tata mnie przytulił.
Pożegnałam się z wszystkimi, teraz trzeba się zbierać na lotnisko. Ostatni raz popatrzyłam na mój dom i wsiadłam do samochodu obładowanego moimi walizkami. Myślałam w sumie o wszystkim, czy tamtejszy ludzie mnie polubią, czy będę tam pasować, czy mój dom będzie mi się tak podobał jak na zdjęciach. Z rozmyśleń wyrwał mnie tata.
Jesteśmy już.  –wysiadł z samochodu i zaczął wyciągać moje bagaże, zrobiłam to samo. Kiedy wyciągnęliśmy wszystko nadszedł czas na ostatnie pożegnanie przed długą rozłąką.
-No to jak dolecisz zadzwoń.
-Zadzwonię, ale kurde będę tęsknić. –przytuliłam się.
-My też będziemy za tobą tęsknić, ale marzenia trzeba spełniać.
-No nareszcie zrozumiałeś. –popatrzyłam się na niego. –Dobra to ja już muszę iść. –opuściłam tatę i szłam z łzami w oczach w stronę samolotu.
Zajęłam swoje miejsce i założyłam słuchawki na uszy. Wsłuchiwałam się w słowa tekstu piosenek R5. One naprawdę miały sens, wierzyłam w to, że ich spotkam. ‘Marzenia są po to żeby je spełniać’, cały czas miałam w głowie słowa taty. Ja się nie mogę poddać, za bardzo ich kocham, nie mogę sobie tak po prostu odpuścić. To było tak niesamowite i silne uczucie jakim ich obdarzałam. Ja nie mogę tak po prostu o nich zapomnieć raz na zawsze bo jednak ich kocham. Jestem z nimi od początków ich coraz bardziej rozwijającej się kariery.
Nagle usłyszałam głos stewardesy.
-Proszę zapiąć pasy, zbliżamy się do lądowania. –Oł no nie wiedziałam, że ta podróż mi tak szybko minie, a jednak myliłam się. Odebrałam mój bagaż, zamówiłam taksówkę i kierowca ruszył pod wskazany mu prze zemnie adres.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce byłam mile zaskoczona, dom z zewnątrz się prezentował świetnie. Wyciągnęłam klucz i weszłam do środka. Postanowiłam, że teraz się rozpakuję. Zeszło mi to około trzech godzin.
Ummm a może teraz bym się wybrała na spacer, poznać może jakiś nowych sąsiadów. Wyszłam. No taki klimat mi pasował, było tu tak ślicznie. Nagle zrobiło mi się trochę słabo i zaczęło mi się kręcić w głowie. Stanęłam w miejscu. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie pod ramię.
-Wszystko okey? –można było stwierdzić, że to chłopak (po głosie).
-Tak, nic mi nie jest, tylko mi się zakręciło w głowie. Jest już dobrze. –popatrzyłam na chłopaka. –Nie, nie wierzę!
-Co jest? –zapytał zdziwiony.
-Jestem waszą fanką. Dzięki tobie właśnie moje marzenie się spełniło. –szeroko się uśmiechnęłam.
-O naprawdę? No to bardzo miło mi poznać. Teraz będziemy sąsiadami więc często się będziemy widywać. –uśmiechnął się i mnie puścił.
-Czekaj, czekaj skąd wiesz, że mieszkam obok, przecież dopiero się wprowadziłam.
-Widziałem jak przyjeżdżasz, mieliśmy się do ciebie wybrać żeby Cię poznać, ale widzę, że ty się wybierzesz do nas. –uśmiechnął się.
-Emmm, a ktoś mnie zapraszał?
-No ja Cię przecież zapraszam, wszyscy chcą poznać naszą nową sąsiadeczkę. A tak w ogóle jak masz na imię?
-Alice. –chłopak się do mnie uśmiechnął.
-To choć do nas. Proszę, poznasz wszystkich, kto by nie chciał poznać swojego ulubionego zespołu? –mówił zachęcając mnie. Tssaaa ja tak strasznie chciałam tam iść, ale kurde nie chcę przeszkadzać.
-Twoje argumenty są przekonujące. –uśmiechnęłam się. –Ale no nie chcę wam przeszkadzać.
-Nie będziesz przeszkadzać, bo wszyscy chcą Cię poznać. –złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domu Lynchów.  Rocky chwycił za klamkę, otworzył drzwi, weszłam za nim. Z kuchni wyszłam mama rodzeństwa.
-O widzę, że Rocky nam przyprowadził nową sąsiadkę. –uśmiechnęła się do nas. –Reszta siedzi w salonie. –wskazała salon. –Zaraz będzie kolacja, więc mam nadzieję, że zostaniesz.
-Nie chcę robić problemu.
-Nam nie robisz żadnego problemu.
-Dobra to my idziemy do reszty. –poszłam za Rockym do salonu. Siedzieli tam wszyscy, oglądali TV.
-Hejka. –powiedziałam z niepewnym uśmiechem.
-O to ty jesteś tą naszą nową sąsiadką o, której Rocky nawija.  –uśmiechnął się.
-Widzę, że już jestem znana. –popatrzyłam sarkastycznie na Rockyego.
-Nareszcie jakaś dziewczyna. –uśmiechnęła się Rydel. –A tak w ogóle jestem Rydel. –podeszła i na powitanie się do mnie przytuliła.
-Umm znam was wszystkich. Jestem waszą fanką. –uśmiechnęłam się.
-Oooo ale super, musisz się wybrać z nami na nasz koncert. –uśmiechnął się Riker.
-Oczywiście. –próbowałam ukrywać moją wielką ekscytację.
- Skąd jesteś? –tym razem zapytał uśmiechnięty Ryland.
-Z Polski.
-Zawsze chciałem pojechać do Polski i możliwe, że zagramy tam koncert. –powiedział uśmiechnięty Ross.
Siedziałam jeszcze u nich chwilę, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wymieniliśmy się numerami ogóle było bardzo miło. Było już zupełnie ciemno, postanowiłam, że już będę wracać do domu.
-No to ja dziękuję za takie miłe przywitanie, ale teraz już muszę iść. Papa. –podniosłam się z sofy.
-Papa. –wszyscy chórem mi odpowiedzieli.
-Przyjdź jutro do nas. –powiedział Riker już do moich pleców. Kiedy ubierałam buty podszedł do mnie Ross.
-Odprowadzę Cię bo jest już ciemno. –uśmiechną się i szybko założył buty nie czekając na moją odpowiedź.  Wyszedł za mną. Szliśmy obok siebie w ciszy. Za bardzo nie wiedzieliśmy o czym mamy rozmawiać. Odprowadził mnie pod same drzwi.
-To ja jeszcze raz dziękuję. –uśmiechnęłam się. Chłopak patrzył mi głęboko w oczy. Staliśmy jeszcze chwilę w ciszy.
Ross
Wróciłem do domu. Muszę przyznać, że ją poznałem. Jest inna niż te wszystkie dziewczyny. Z rozmyśleń wyrwał mnie Rocky.
-Co ty taki zamyślony? –zapytał się tym żartobliwym tonem. –Chyba ktoś naszemu młodszemu braciszkowi wpadł w oko.
-Nie. –odpowiedziałem trochę speszony. Poszedłem do swojego pokoju.
Alice
Było dopiero po 22, ale postanowiłam, że już się położę spać bo podróż trochę mnie zmęczyła. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby, przebrałam się i położyłam do łóżka. Kiedy już sobie leżałam usiłując zasnąć dostałam sms. Był od Rossa.
Dobranoc i słodkich snów. Nie zapomnij jutro do nas przyjść.

Kurde zaczynam go lubić coraz bardziej. Zawsze to on był moim ulubionym Lynchem, ale nigdy na nic nie liczyłam, że się z nimi zaprzyjaźnię, że Ross będzie mi pisał na dobranoc, że będę obok nich mieszkać. Nie wiem nawet kiedy, ale usnęłam.

4 komentarze:

  1. Świetny.
    Wpadniesz do mnie?:
    http://laura-and-the-lynches.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny! Jesteś lepsza w pisaniu ode mnie i to o wiele ! Oddaj mi trochę talentu! Więc tak jak narazie genialnie sie zapowiada <3 Tylko gdzieś mi Ell zginał...
    Dobra lecę czytać dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej no wlasnie brak Ella ;oo upsz...
    Yhh a w pisaniu to ty jestes lepsza ♡

    OdpowiedzUsuń