czwartek, 24 lipca 2014

13

Obudziłam się gdzieś nad ranem, byłam w ramionach Rossa. Wiedziałam, że już pewnie nie usnę, więc postanowiłam wybrać się na krótki spacer. Powoli próbowałam się wydostać z ramion śpiące blondyn, ale niestety go obudziłam.
-Śpij, ja idę się przejść, za chwilkę wrócę. –wyszeptałam.
-Pójdę z tobą.
-Nie, ty śpij.
-Ale masz uważać na siebie. –pokiwałam głową i cicho wyszłam z autokaru. Było szarawo i panował spokój i cisza, która była nie podobna do tego wielkiego i zatłoczonego miasta. Powoli chodziłam uliczkami Londynu.  Fajnie by było tu mieszkać, ale zakochałam się w LA. Zobaczyłam grupkę chłopaków (19-25), byli pijani. Pewnie wracali z jakiejś imprezy. Odwróciłam się w drugą stronę i skręciłam w inną uliczkę… szli za mną. Jeszcze raz skręciłam, ale dalej szli za mną i pogwizdywali. Zaczęłam biegnąć, bałam się ich.
-Gdzie Ci się tak śpieszy?! –zawołał jeden. Nic nie odpowiedziałam, ale mój pech, że drogę ucieczki zagrodził mi ogromny betonowy płot. D           o szli do mnie, a ja nie miałam gdzie uciec.
-No widzę, że trafiliśmy na dziewczynę Lyncha! Co za zaszczyt. –zaczął jeden, a wszyscy zaczęli się śmiać z tego „żartu”, który nawet nie był śmieszny. Byłam przerażona, wiedziałam, że nikt mnie pewnie nie uratuje przed tym co ma mnie spotkać za chwilę. Jeden z nich do mnie podszedł i przycisnął mnie do płotu.
-Zastaw mnie, puść mnie! –z oczu popłynął mi strumień łez.
-Kotku nikt Cię nie uratuje, dzisiaj jesteś nasza, więc daj nam zrobić swoje i przestań się wydzierać. –zamknęłam oczy, ściągnął ze mnie moją bluzkę. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Domyślałam się, że to Ross, ale nic nie mogłam zrobić. Chciałam się wydostać, ale dostałam w twarz z liścia. Nie Mogłam nic zrobić, musiałam czekać.
-Zostaw ją albo zadzwonię na policję! –usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Widać było, że się trochę wystraszyli i wszyscy pouciekali, mężczyzna podszedł do mnie. Usiadłam opierając się o ogrodzenie, rozpłakałam się. –Zrobili Ci coś?
-Nie zdążyli. –powiedziałam przez łzy, a mój telefon kolejny raz zawibrował.

-Ross przyjedź po mnie, proszę. –mówiłam płacząc.
-Alice! Co się stało!? –widać było, że jest przestraszony i zdenerwowany.
-Po prostu przyjedź, proszę. Jestem obok jakiegoś opuszczonego sklepu, niedaleko autokaru.
-Już jadę, czekaj tam.

Cała się trzęsłam i płakałam.
-Mogę zaczekać tutaj z tobą do póki ktoś po ciebie nie przyjdzie. –mężczyzna przykucnął obok mnie i się miło uśmiechnął. Pokiwałam głową. –John. –spojrzałam na niego pytająco. –Mam na imię John.
-Alice. –na tym się skończyła nasza rozmowa, ponieważ ja nie byłam w stanie się uspokoić.
Ross
Biegłem i jej szukałem. Byłem przerażony. Bałem się o nią. W końcu ją znalazłem. Szybko podbiegłem i ją przytuliłem.
-Ciiii już jestem, nie płacz. –od razu się domyśliłem co się stało. Siedziała tam bez bluzki i cała się trzęsła.  –Dziękuję, że się Pan nią zajął. –pokiwał głową i odszedł. Wziąłem ją na ręce i powoli niosłem w stronę autokaru. Cały czas płakałam, nie lubię kiedy jest w takim stanie. Nie chcę nawet myśleć co by się stało gdyby nie ten mężczyzna. –Jesteśmy. –wszedłem z nią do autokaru. Wszyscy już byli na nogach.
-Do cholery gdzie wy… Alice co się stało! –zaczął Rocky. Nic nie odpowiedziałem. Położyłem ją na sofie, która się tam znajdowała i usiadłem obok.
-Alice jejku co się stało. –podbiegła Rydel do bladej dziewczyny. –Ross… ?-wszyscy patrzyli i się przyglądali spuchniętej od płaczu twarzy dziewczyny. Po chwili przyszli rodzice.
-Ross co jest z Alice! Co się stało? –zaczął mój ojciec. Widziałem w jego oczach przerażenie, ale to chyba u wszystkich można było zobaczyć.
-Wyszła na spacer rano, a potem do mnie zadzwoniła, jakiś mężczyzna ją uratował. Gdyby nie on to…
-Wyjdźcie wszyscy, idźcie się gdzieś przejść, a Ross niech z nią sam zostanie. –rodzeństwo posłuchało rozkazu mamy i opuścili autokar. Usiadłem obok niej i złapałem ją za rękę. Zdawałem sobie z tego sprawę, że przeżyła ogromny szok.
Alice
Leżałam trzymając Rossa za rękę, praktycznie nie wiedziałam co się ze mną dzieje, cały czas widziałam tylko tego kolesia, który wszędzie mnie dotyka i pozbywa się mojego ubrania. Cała się trzęsłam, blondyn podał mi kubek z herbatą.
-Masz, napij się. –napiłam się kilka łyków, po czym oddałam mu kubek. Cały czas patrzyłam się mu prosto w oczy. Przez głowę przeszła mi myśl. Bałam się, że oni mnie jeszcze dopadną, a Rossowi stanie się krzywda. Leżałam kilka godzin tak, cały czas siedział obok mnie blondyn, który mocno mnie trzymał za rękę.
-Boję się. –wyszeptałam, a do oczu znowu napłynęły mi łzy.
-Nic Ci się już nie stanie, ja o to zadbam. –otarł mi łzę, która powoli spływała po moim policzku.
-Ross…
-Co się stało kochanie? –przejechał ręką po moich włosach.
-Na razie nie mówmy moim rodzicom, do niczego na  szczęście nie doszło, a nie chcę ich martwić.
-Jak chcesz tak będzie. –uśmiechnął się do mnie. Powoli zaczęłam wstawać. Podał mi rękę i już po chwili siedziałam obok niego opierając głowę o jego ramię. Nagle jego telefon za wibrował. Odebrał.

-Halo?
-I jak z nią?
-Już lepiej.
-Ross za trzy godziny mamy samolot więc…
-To wy gdzie jesteście?
-Przed autokarem i nie wiem czy możemy wejść. –blondyn popatrzył się na mnie, pokiwałam głową.
-Wchodźcie. –rozłączył się.

Po chwili wszyscy po kolei weszli do autokaru.
-I jak się kochana czujesz? –Rydel usiadła obok mnie.
-Już lepiej, to wszystko dzięki Rossowi. Popatrzyłam się na blondyna, który się do mnie uśmiechnął.
-Na poprawę humoru pacz co Ci kupiłem. –uśmiechnięty Ell trzymał w rękach conversy w zebrę.
-Oooo dziękuję, kochany jesteś. –szeroko się uśmiechnęłam.
-Teraz już przynajmniej nie będziesz ich ode mnie sępić. –szeroko się uśmiechnęłam po czym założyłam nowe conversy. Wszyscy patrzyli się na mnie i uśmiechali.
-Dziękuję Wam za wszystko, jesteście dla mnie jak rodzina i nie wiem jak bym sobie bez was poradziła w LA i teraz tutaj. –podeszłam do każdego i ich przytuliłam.
-Alice ty jesteś dla nas jak nasza druga córka. –uśmiechnęła się Stormie i Mark. Odwzajemniłam uśmiech.

Potem trzeba było zbierać się na lotnisko. Na kolejny koncert, do kolejnych fanów.

Chcę podziękować dziewczynie, która regularnie czyta mojego bloga i go komentuje. DZIĘKUJĘ SŁONKO.
Mamy już 13 rozdział. Jednak go dodaje szybciej niż myślałam.

2 komentarze: