niedziela, 21 września 2014

22

Jak zwykle siedziałam w domu. Jutro wieczorem miał wrócić Ross. Wszyscy gdzieś poszli...tak nie dali rady mnie wyciągnąć z domu.
Siedziałam przed telewizorem jedząc nutelle. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi...tak...to pewnie oni czegoś zapomnieli...poszłam otworzyć.
-Ross!- rzuciłam się na niego.Mocno go przytulając. Po chwili go puściłam żeby mógł wejść do środka. -Myślałam, że wracasz jutro...
-Chciałem zrobić Ci niespodziankę.- uśmiechnął się.
-Strasznie za tobą tęskniłam!- znowu rzuciłam mu się na szyję.
-Już nigdy bez ciebie nigdzie nie lecę.
-Przecież Ci już nie pozwolę. -wtuliłam się w jego szyję.

5 miesięcy później

Czułam się nie za dobrze, ale nikomu nie mówiłam. Nie chciałam ich martwić i tak mieli dużo na głowie. Nowa płyta i te sprawy.
Dla pewności postanowiłam zrobić test ciążowy...jak ich nie było. Jego wynik doprowadził mnie do łez. Tak ciąża...ciąża...zepsuję mu wszystko...karierę, to na co sam tyle pracował. Doszłam do wniosku, że mu powiem potem jak wrócą. Nie będę tego przed nim tego ukrywać. 
Leżałam w salonie czekając aż wrócą. W końcu drzwi do domu się otwarły. Powoli wstałam i podeszłam do nich. Przytuliłam się do Rossa.
-Hej kochanie. -powiedział cicho. Uśmiechnęłam się. 
-Ross możemy porozmawiać...ale na osobności? 
-Pewnie. -uśmiechnęła się, poszliśmy na górę do pokoju. Zamknęłam drzwi. Podałam mu test ciążowy.
-Cholera. -jękną. -Wpadliśmy. -powiedział cicho, był zdenerwowany, ale kto by nie był. -Przecież...
-Tak zabezpieczaliśmy się, ale nie ostatnio...-powiedziałam cicho. -Ja nie chcę, nie chcę dziecka. Jestem za młoda. -Nic nie mówił, patrzył w podłogę. -Wiedziałam, spokojnie nie musisz się tym przejmować dam sobie radę sama. -wyszłam trzaskając drzwiami. Na dole zaczepił mnie jeszcze Riker, ale go zignorowałam. Wyszłam z domu. Postanowiłam udać się na spacer żeby to wszystko jeszcze raz przemyśleć i pomyśleć co dalej...nie mogę tu zostać...nie mogę tego wszystkiego mu i w sumie im zniszczyć. "18 LETNI WOKALISTA ZESPOŁU R5 BĘDZIE MIAŁ DZIECKO!"
Tak świetnie...po co ja się w ogóle w to wszystko pakowałam, zachciało mi się wyjechać do LA, mieć chłopaka z którym teraz będę miała dziecko, zajebiście. Taaa...przecież ja tylko chciałam spełniać marzenia... Trzeba się z tym wszystkim zmierzyć. Wrócę do Polski, wychowam dziecko, które nie będzie wiedziało, że jego ojcem jest Ross Lynch. Taki plan w tej sytuacji wydawał mi się najlepszy, Ross zapomni, ze w ogóle ma dziecko, nie będzie się musiał niczym przejmować, no chyba, że alimentami, ale to raczej nie będzie dla niego duży problem. Po tych moich długich przemyśleniach wróciłam, weszłam do pokoju chłopka, siedział brzdąkając coś na gitarze.
-Postanowiłam, że będzie lepiej jak wyjadę....wychowam sama dziecko, a ty nie będziesz się musiał tym przejmować. -usiadłam na łóżku.
-Nie, dziecko potrzebuje ojca, a ja Ci nie pozwolę tak po prostu wyjechać! -wstał.
-Bo?!
-Bo wyobraź sobie, że jesteś dla mnie ważna i Cię Kocham...ale widzę teraz, że tobie chyba na mnie nie zależy i jesteś ze mną dla tego, że gram w zespole... -powiedział już trochę ciszej, jego głos się łamał, był zdenerwowany.
-Nie jestem z tobą tylko dla tego, że jesteś w zespole, kocham Cię bardzo...ale nie mogę, nie mogę Ci tego wszystkiego zniszczyć ciążą, zrozum to...za bardzo mi na tobie zależy... -powiedziałam płacząc.
-Tak Ci bardzo na mnie zależy, że tak po prostu chcesz mnie zostawić?! Wyjechać? -chodził nerwowo po pokoju.
-Ja nie chcę zniszczyć twojej kariery. Ross Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejszy, ale... -rozpłakałam się. -Jak ty to sobie wyobrażasz? -powiedziałam drżącym głosem. Nie odpowiedział. -No właśnie...ni jak... -gwałtownie wstałam i poszłam w strone drzwi. Złapł mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Nie możesz mi tego zrobić. -wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Dotknął mojego policzka dłonią. -Al... nie możesz...nie możesz mnie tak po prostu zostawić, za dużo razem przeżyliśmy. -Po jego policzku spłynęła łza. Patrzyłam na niego, tak bardzo go kochałam...nie mogłam, nie mogłam, ale...no właśnie zawsze jakieś "ale". -Ja się cieszę, że będziemy mieć dziecko, będziemy prawdziwa rodziną, może to i za wcześnie, ale ja się cieszę. -Lekko się uśmiechnęłam, przypomniały mi się te wszystkie razem spędzone chwile, te miłe, ale i też kłótnie.
-Nie zostawię, nie mogę. -uśmiechnęłam się. Chłopak delikatnie mnie pocałował.
-Kocham Cię. -szepnął mi do ucha.

Tak bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, że trzeba było aż tak długo czekać na ten rozdział, ale jedynie kiedy mogłam go napisać to weekend, a on i tak nie zawsze spędzałam w domu. Za kolejny zabiorę się jak najszybciej, ale nie wiem czy uda mi się napisać w następnym tygodniu bo wesele na które muszę iść, ale jak wyrwę się wcześniej w co wątpię to na pewno napiszę.
KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
Czekam na komentarze z opinią tą dobrą i zła. 
Kocham Was miśki! XOXO
Nowy rozdzial jak będzie minimum 3 komentarze.

4 komentarze:

  1. Ross wpadł..buuuuu.. Haha w końcu rozdział ♥ :D
    Rozkręca sie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No dude w koncu ktps szczery!
    Ej debilu to sie mialo nie wydac, ze ona jest....em taka jak ja?
    Dobraa ciii kocham Cie.
    Rylandem sie zajme, a co do Rikera...no biedaczek taki sam i wg...przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skazuje cię na męki milczenia... :] nikt mi nie będzie Rikera podprowadzał!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już czekam dłuuugo na nexta a minęło dopiero 2 dni,jak ten czas wolno leci jak sie czeka na rozdziały..
    :)

    OdpowiedzUsuń