Obudziłam się w środku nocy z silnymi skurczami, jęknęłam cicho. Ross od jakiegoś czasu był czujny, obudził się.
-Już? -zapytał gwałtownie się podnosząc. Pokiwałam głową. Zerwał się z łóżka.
-Odeszły mi wody. -szepnęłam.
-Czekaj, wytrzymaj. -ewidentnie panikował, jak bym nie była w takim stanie do może by to było słodkie. Zaczął szybko pakować moje najpotrzebniejsze rzeczy.
-Jessu uspokójcie się, jest 3 nad ranem..ja chcę spać! -w drzwiach staną zaspany Rocky.
-Ali rodzi! Jak dude mam być spokojny!? -Ross trzasnął drzwiami od szafy. Pomógł mi wstać. Cały się trząsł, bałam się, że nie dam rady. Rocky patrzył na brata z uśmiechem, ta zdenerwowany Ross go chyba rozbawił, zdenerwowany? Przestraszony. Mark pojechał z nami bo Ross był w gorszym stanie ode mnie i nie mógł prowadzić.
-Ross to ja rodzę, nie ty. -powiedziałam śmiejąc się nerwowo. Popatrzył na mnie krzywo. Dojechaliśmy do szpitala, a nie długo po tym wylądowałam na porodówce. Ross był obok, trzymał mnie mocno za rękę.
-Jessu nienawidzę cię Lynch! -zawołałam płacząc. Ból był nie do wytrzymania. Nie brał tego na poważni, ale był przerażony, spocił się bardziej ode mnie.
-Wiem. -pocałował mnie w czoło. Usłyszałam płacz dziecka, odetchnęłam z ulgą zamykając oczy.
-Mają państwo synka. -powiedziała pielęgniarka. Chłopak był szczęśliwy, a jednocześnie dumny ze mnie, no i z siebie, że dał rade. Przytulił mnie.
Przenieśli mnie na sale, leżałam z zamkniętymi oczami trzymając Rossa za rękę.
-Byłaś dzielna. -szepnął mi do ucha.
-Ty też. -uśmiechnęłam się. Pocałował mnie w czoło. Do sali weszła pielęgniarka z małym zawiniątkiem, włożyła małego do łóżeczka, które stało obok. Blondyn od razu się poderwał, zajrzał do łóżeczka, uśmiechnął się.
-Mamy synka... -szepnął. -Mogę go wziąć na ręce? -popatrzył na pielęgniarkę. Wyjęła ostrożnie małego i włożyła go Rossowi w ramiona. Pielęgniarka nas zostawiła. Ross podszedł z nim do mnie uśmiechając się.
-Nie chcę, weź go. -poprosiłam czując łzy.
-Ale to... -nie pozwoliłam mu do kończyć, nie chciałam tego dziecka, poczułam takie obrzydzenie do niego.
-Nie chcę go! Rozumiesz! -rozpłakałam się.
-To jest nasze dziecko... -powiedział patrząc na malucha. Przyszła pielęgniarka, zabrała mu małego, który się rozpłakał. Ross wyszedł z sali, widziałam przez szybę jak rozmawia z Markiem.
Zmęczona zasnęłam, obudziłam się po trzech godzinach. Blondyn siedział obok z głową na łóżku, spał, uśmiechnęłam się lekko głaszcząc go po włosach, przebudził się, poderwał głowę do góry.
-Ali...-szepnął błagalnym głosem.
-Boję się...za bardzo...przepraszam. -szepnęłam, po policzku spłynęła mi łza.
BUM mamy kolejny rozdział, mam nadzieję, że go poczytacie i po komentujecie bo to dla mnie WIELKA motywacja.
Mam nadzieję, że przeczytacie tego imagina i go jakoś ocenicie.
Emm no to kolejny rozdział się pojawi jak będzie minimum 5 komentarzy, tak chcę wiedzieć ile naprawdę osób to czyta.
Przepraszam za wszystkie błędy i w ogóle, ale pisałam go na szybko i nie jestem z niego za bardzo zadowolona.
A i w ogóle Kocham Was!
CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOBILIZUJESZ
Witam! Cześć i Czołem!
OdpowiedzUsuńTu Tajemnicza <3
Ogarnęłam tego bloga na tt, jakieś 10 minut temu i postanowiłam wpaść. :D
Na razie przeczytałam tylko ten rozdział.... Ross JEST TATĄ! Jak słodko ;) haha
Powiem, że mogłaś bardziej opisać scenę porodu i całej akcji przed nim. Za szybko to poszło xd Mogłaś opisać uczucia....
Taka moja opinia XD
Czekam na next i zabieram się za czytanie poprzednich postów ;)
Zapraszam do siebie. Mam nadzieje, że wpadniesz :D
R5-my-love-story.blogspot.com
Całuski ;**
~Julia
Słodkie Ross ma synka, szkoda, że matka go nie chce :( Czekam na next ♥
OdpowiedzUsuńP.S Mam nadzieję, że wpadniesz do mnie i skomentujesz http://dancingcinderellastory.blogspot.com
Kiedy nastepny?
OdpowiedzUsuń