poniedziałek, 23 czerwca 2014

4

-Za dwa dni lecimy do Polski. –uśmiechnął się.
-Naprawdę?! Ross, ale jak wy? –zaczęłam piszczeć, bo się bardzo cieszyłam, że zobaczę rodzinę.
-Z myślą o tobie. Zagramy tam koncert, a potem jak oczywiście nie masz nic przeciwko zabierzemy się z tobą do ciebie. –uśmiechnął się.
-Tak! –krzyknęłam szczęśliwa.
-Kocham Cię najbardziej na świecie. –posadził mnie na swoich kolanach i mocno przytulił.
-Ja ciebie bardziej kochanie.
-Oj nie był bym tego taki pewny.
-Hahaha kocham Cię.
Następny dzień
Obudziłam się wcześnie bo około 6. Obok mnie nie było Rossa co mnie bardzo zdziwiło. Wstałam i zeszłam do kuchni gdzie zastałam… gotującego Rossa.
-Dzień dobry. –powiedziałam przytulając go od tyłu.
-O już wstałaś? –powiedział troszkę zawiedziony. Popatrzyłam na niego pytająco. –Chciałem Ci zrobić śniadanie do łóżka, ale no teraz będziesz musiała zjeść przy stole.
-Kurde, a mogłam jeszcze pospać.
-Haaha no trudno. –powiedział stawiając talerzyk na stole z tostami.
-Ooo to dla mnie? –uśmiechnęłam się szeroko.
-Jak najbardziej, wszystko dla ciebie. –usiadłam przy stole i zaczęłam jeść posiłek. Blondyn dosiadł się obok mnie. –Rozmawiałem dzisiaj z Rydel i mówiła, żebyś pojechała z nią na zakupy w końcu jutro lecimy do Polski.
-Umm okey, a tak o której?
-Coś koło 10.
-A to spoko zjem i idę pod prysznic. –szybko zjadłam i poszłam się wykąpać. Po pół godzinnym, relaksującym prysznicu zaczęłam się malować. Potem przyszła kolej na ubrania. Tradycyjnie ubrałam rurki i bluzę, a do tego krótkie, czarne conversy.
-Idziemy? –zapytałam schodząc na duł.
-Pewnie. –wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się w stronę Lynchów. Rydel już czekała na mnie przy samochodzie.
-No hej piękna. –uśmiechnęła się blondynka.
-Hej, hej. Jedziemy?
-Tak! –ruszyłyśmy w drogę. Po 15 minutowej jeździe dotarłyśmy na miejsce. Od razu zaczęłyśmy chodzić po sklepach. Rydel kupowała sukienki, ale ja jakoś wolałam bluzy. Nigdy nie przepadałam za sukienkami, spódniczkami i tymi sprawami. No, ale oczywiście zostałam namówiona na jedną sukienkę i muszę przyznać, że mi się nawet podobała. Spędziłyśmy parę godzi w galerii. Musiałyśmy już wracać bo jeszcze trzeba było się spakować w końcu jutro rano mamy samolot.
Szybko dojechałyśmy zabrałyśmy nasze nowo nabyte rzeczy i weszłyśmy do domu Lynchów. Akurat kiedy weszłyśmy przechodził Ell.
-O Ratliff! –uśmiechnęła się blondynka.
-No miło was widzieć.
-Przykro mi, ale dzisiaj wypadło na ciebie. –Rydel podałam mu torby z zakupami.
-Ale co ja?
-No… mus mi ktoś pomóc przecież wynieść to do mnie do pokoju.
-Tylko mnie wykorzystujesz.
-No wiem, ale i tak mnie kochasz. –popatrzyłam się pytająco na nich. –Jak przyjaciela.
-Haha okey. To ja was zostawiam i idę szukać Rossa. –ruszyłam w stronę salonu i tam znalazłam wszystkich.
-Jestem. –powiedziałam wchodząc do salonu.
-I jak tam na zakupach? –zapytał Rocky.
-Umm okey. –usiadłam pomiędzy Rossem, a Rockym na sofie.
-I jak tam Aice spakowana już jesteś? –zapytał ojciec rodzeństwa.
-No właśnie muszę się zbierać, bo trzeba się spakować. –zaczęłam się podnosić.
-Spokojnie już Cię spakowałem i już nawet tu wszystko przyniosłem. –uśmiechnął się Ross łapiąc mnie za rękę.
-Oj dziękuję, ale no nie musiałeś, ale czekaj, czekaj kiedy ty…?
-Jak pojechałyście na zakupy, chciałem Cię wyręczyć, a wiedziałem, że wrócicie późno, a ty musisz się jeszcze wyspać. I śpisz dzisiaj u nas.
-Hahaha i rozumiem, że nie mogę protestować.
-Nie. –uśmiechnął się.
-Umm Riker, a co ty taki zamyślony siedzisz? –popatrzyłam na chłopaka siedzącego i wpatrującego się już dłuższą chwilę w ekran telefonu. Nagle się ocknął.
-No bo tyle fanek do mnie pisze, a ja dude nie mogę wszystkim odpisać.
-Rozumiem, że to jest powodem twojego zmartwienia?
-Tak, tak można powiedzieć. Ale no dobra ja zmykam już spać. Dobranoc. –powiedział wychodząc. –my jeszcze chwilę siedzieliśmy, ale po woli zaczęli się już wszyscy rozchodzić do swoich pokoi. I ja w końcu z Rossem również poszliśmy spać. Chłopak szybko usnął, ale ja nie mogłam, byłam bardzo podniecona jutrzejszym dzień. W końcu postanowiłam, że pójdę się czegoś napić do kuchni.
W kuchni zastałam siedzącego w ciemnościach Rikera.
-Ej co ty tu tak sam siedzisz? Co się stało? –zapytałam trochę zmartwiona.
-Nie nic. –podniósł głowę i popatrzył na mnie.
-Mhyyy mów, wygadaj się. –usiadłam naprzeciwko chłopaka.
--No bo jak ja nigdy sobie nie znajdę dziewczyny, która by mnie kochała za to jaki jestem, a nie za to co robię, czy ile mam pieniędzy…
-Na pewno sobie znajdziesz tą jedyną, a ja Cię o tym zapewnia. Taki genialny facet jak ty by sobie nie znalazł dziewczyny?
-Może masz rację, ale no jeśli… -przerwałam mu.

-Niema żadnego jeśli, na pewno sobie kogoś znajdziesz, a teraz idź już spać bo nie będziesz taka tu sam siedział. –ja nalałam sobie wody, napiłam się. Poszłam z Rikerem na górę gdzie rozeszliśmy się w swoje strony. Kiedy weszłam do pokoju Ross spał więc położyłam się i wtuliłam się w blondyna. Zasnęłam.

Wiem, że to nie arcydzieło, ale pisałam go na szybko. Kolejny rozdział mam nadzieję, że mi wyjdzie lepiej. Kocham was. ♥

1 komentarz: