-Za dwa dni lecimy do Polski.
–uśmiechnął się.
-Naprawdę?! Ross, ale jak wy?
–zaczęłam piszczeć, bo się bardzo cieszyłam, że zobaczę rodzinę.
-Z myślą o tobie. Zagramy tam
koncert, a potem jak oczywiście nie masz nic przeciwko zabierzemy się z tobą do
ciebie. –uśmiechnął się.
-Tak! –krzyknęłam szczęśliwa.
-Kocham Cię najbardziej na
świecie. –posadził mnie na swoich kolanach i mocno przytulił.
-Ja ciebie bardziej kochanie.
-Oj nie był bym tego taki pewny.
-Hahaha kocham Cię.
Następny
dzień
Obudziłam się wcześnie bo około
6. Obok mnie nie było Rossa co mnie bardzo zdziwiło. Wstałam i zeszłam do
kuchni gdzie zastałam… gotującego Rossa.
-Dzień dobry. –powiedziałam
przytulając go od tyłu.
-O już wstałaś? –powiedział troszkę
zawiedziony. Popatrzyłam na niego pytająco. –Chciałem Ci zrobić śniadanie do
łóżka, ale no teraz będziesz musiała zjeść przy stole.
-Kurde, a mogłam jeszcze pospać.
-Haaha no trudno. –powiedział stawiając
talerzyk na stole z tostami.
-Ooo to dla mnie? –uśmiechnęłam
się szeroko.
-Jak najbardziej, wszystko dla
ciebie. –usiadłam przy stole i zaczęłam jeść posiłek. Blondyn dosiadł się obok
mnie. –Rozmawiałem dzisiaj z Rydel i mówiła, żebyś pojechała z nią na zakupy w
końcu jutro lecimy do Polski.
-Umm okey, a tak o której?
-Coś koło 10.
-A to spoko zjem i idę pod prysznic.
–szybko zjadłam i poszłam się wykąpać. Po pół godzinnym, relaksującym prysznicu
zaczęłam się malować. Potem przyszła kolej na ubrania. Tradycyjnie ubrałam
rurki i bluzę, a do tego krótkie, czarne conversy.
-Idziemy? –zapytałam schodząc na duł.
-Pewnie. –wyszliśmy z domu i
kierowaliśmy się w stronę Lynchów. Rydel już czekała na mnie przy samochodzie.
-No hej piękna. –uśmiechnęła się
blondynka.
-Hej, hej. Jedziemy?
-Tak! –ruszyłyśmy w drogę. Po 15
minutowej jeździe dotarłyśmy na miejsce. Od razu zaczęłyśmy chodzić po
sklepach. Rydel kupowała sukienki, ale ja jakoś wolałam bluzy. Nigdy nie
przepadałam za sukienkami, spódniczkami i tymi sprawami. No, ale oczywiście
zostałam namówiona na jedną sukienkę i muszę przyznać, że mi się nawet
podobała. Spędziłyśmy parę godzi w galerii. Musiałyśmy już wracać bo jeszcze
trzeba było się spakować w końcu jutro rano mamy samolot.
Szybko dojechałyśmy zabrałyśmy
nasze nowo nabyte rzeczy i weszłyśmy do domu Lynchów. Akurat kiedy weszłyśmy
przechodził Ell.
-O Ratliff! –uśmiechnęła się
blondynka.
-No miło was widzieć.
-Przykro mi, ale dzisiaj wypadło
na ciebie. –Rydel podałam mu torby z zakupami.
-Ale co ja?
-No… mus mi ktoś pomóc przecież
wynieść to do mnie do pokoju.
-Tylko mnie wykorzystujesz.
-No wiem, ale i tak mnie kochasz.
–popatrzyłam się pytająco na nich. –Jak przyjaciela.
-Haha okey. To ja was zostawiam i
idę szukać Rossa. –ruszyłam w stronę salonu i tam znalazłam wszystkich.
-Jestem. –powiedziałam wchodząc
do salonu.
-I jak tam na zakupach? –zapytał Rocky.
-Umm okey. –usiadłam pomiędzy
Rossem, a Rockym na sofie.
-I jak tam Aice spakowana już
jesteś? –zapytał ojciec rodzeństwa.
-No właśnie muszę się zbierać, bo
trzeba się spakować. –zaczęłam się podnosić.
-Spokojnie już Cię spakowałem i
już nawet tu wszystko przyniosłem. –uśmiechnął się Ross łapiąc mnie za rękę.
-Oj dziękuję, ale no nie
musiałeś, ale czekaj, czekaj kiedy ty…?
-Jak pojechałyście na zakupy,
chciałem Cię wyręczyć, a wiedziałem, że wrócicie późno, a ty musisz się jeszcze
wyspać. I śpisz dzisiaj u nas.
-Hahaha i rozumiem, że nie mogę
protestować.
-Nie. –uśmiechnął się.
-Umm Riker, a co ty taki
zamyślony siedzisz? –popatrzyłam na chłopaka siedzącego i wpatrującego się już
dłuższą chwilę w ekran telefonu. Nagle się ocknął.
-No bo tyle fanek do mnie pisze,
a ja dude nie mogę wszystkim odpisać.
-Rozumiem, że to jest powodem
twojego zmartwienia?
-Tak, tak można powiedzieć. Ale
no dobra ja zmykam już spać. Dobranoc. –powiedział wychodząc. –my jeszcze
chwilę siedzieliśmy, ale po woli zaczęli się już wszyscy rozchodzić do swoich
pokoi. I ja w końcu z Rossem również poszliśmy spać. Chłopak szybko usnął, ale
ja nie mogłam, byłam bardzo podniecona jutrzejszym dzień. W końcu postanowiłam,
że pójdę się czegoś napić do kuchni.
W kuchni zastałam siedzącego w
ciemnościach Rikera.
-Ej co ty tu tak sam siedzisz? Co
się stało? –zapytałam trochę zmartwiona.
-Nie nic. –podniósł głowę i
popatrzył na mnie.
-Mhyyy mów, wygadaj się. –usiadłam
naprzeciwko chłopaka.
--No bo jak ja nigdy sobie nie
znajdę dziewczyny, która by mnie kochała za to jaki jestem, a nie za to co
robię, czy ile mam pieniędzy…
-Na pewno sobie znajdziesz tą
jedyną, a ja Cię o tym zapewnia. Taki genialny facet jak ty by sobie nie
znalazł dziewczyny?
-Może masz rację, ale no jeśli…
-przerwałam mu.
-Niema żadnego jeśli, na pewno
sobie kogoś znajdziesz, a teraz idź już spać bo nie będziesz taka tu sam
siedział. –ja nalałam sobie wody, napiłam się. Poszłam z Rikerem na górę gdzie
rozeszliśmy się w swoje strony. Kiedy weszłam do pokoju Ross spał więc
położyłam się i wtuliłam się w blondyna. Zasnęłam.
Wiem, że to nie arcydzieło, ale pisałam go na szybko. Kolejny rozdział mam nadzieję, że mi wyjdzie lepiej. Kocham was. ♥
Riker I'm here! <3
OdpowiedzUsuń