poniedziałek, 21 lipca 2014

11

-Alice mogę? –zapukałam mama do pokoju.
-Mhyyy.
-Co się z tobą dzieje, to coś związanego z Rossem? –weszła do pokoju i usiadła obok mnie.
-Ja po prostu cholernie za nim tęsknie. Nigdy się z nim nie rozstawałam na tak długo. Nie przejmuj się mną. Przejdzie mi. –uśmiechnęłam się, a mama wyszła z pokoju.
Ross
Wiedziałem, że Riker mnie zabije, ale mówi się trudno. W końcu doleciałem do… Polski. Od razu wsiadłem w autobus i pojechałem do domu blondynki.
Drzwi otworzył  mi jej tata.
-Ooo Ross miło Cię widzieć. Wchodź.
-Dzień dobry. –uśmiechnąłem się i wszedłem do środka. –Mogę porozmawiać z Alice?
-Pewnie, jest u siebie. –pobiegłem w stronę jej pokoju. Nie pukając do drzwi wbiegłem do środka.
-Wiem, że masz prawo być na mnie zła, jestem i byłem i będę idiotą, ale przepraszam. –dziewczyna momentalnie się zerwała z łóżka i rzuciła mi się na szyję.
-Ross! –mocno ją przytuliłem. –Tęskniłam.
-Już nigdy bez ciebie nie wyjadę, a tobie nie pozwolę.
-Kocham Cię. –nasze usta się złączyły.
Alice
Szczerze mogę powiedzieć, że byłam najszczęśliwsza na świecie kiedy zobaczyłam jak Ross wchodzi do mojego pokoju, o tym właśnie marzyłam.
-A tak w ogóle to ty czasami nie masz teraz trasy?
-Mam, ale ty jesteś ważniejsza. –nagle mój telefon zawibrował.
-To Rydel, odbiorę.

-Halo?
-Alice?!
-Tak, a co się stało?
-Ross się pokłócił z Rikerem, że nie może przylecieć do ciebie i Ross wyszedł kilkanaście godzin temu i jeszcze nie wrócił. Od nas nie odpiera telefonów, Riker jest na niego mega wkurzony. Może ty byś do niego zadzwoniła, od ciebie może by odebrał.
-Rydel… bo tak się składa, że Ross jest ze mną.
-Co!?
-Pogadam z nim.
-Życzę powodzenia. –rozłączyła się.

-Bardzo są na mnie wkurzeni? –zapytał od razu blondyn.
-Tak! Ross ty masz trasę nie możesz sobie jej tak przerwać kiedy Ci się podoba, ty masz fanów którzy czekają żeby Cię zobaczyć.
-Wiem, ale ja musiałem. Ja musiałem Cię zobaczyć.
-To teraz co zamierzasz zrobić?
-Będę musiał tam wrócić bo inaczej żywego mnie już nie zobaczysz. I tak sobie myślę czy byś nie poleciała ze mną?
-Ross…
-Proszę.
-Jak sam wrócę to nikt nie stanie w mojej obronie pewnie. –kontynuował. –Jak chcesz mnie zobaczyć jeszcze żywego i takiego przystojnego to leć ze mną.
-Przystojnego?
-No przecież jestem i to bardzo.
-Niech Ci będzie.
-Ej! To jak lecisz ze mną?
-Najpierw trzeba to wytłumaczyć mojej rodzince.
-Wieczorem wszystkich ściągniemy do salonu i im wytłumaczymy. –na twarzy blondyna pojawił się uśmiech.
-Okej, czyli mniej więcej wszystko załatwione.
-Hyhy zgodziłaś się!!
-Nie. Czy ja powiedziałam, że się zgadzam.
-Emmm no to się zgadzasz?
-Powiedzmy, że tak. –chłopak mnie mocno przytulił.
-Awww kocham Cię Alice!
-Ja ciebie też. –i w tym momencie blondynowi zawibrował telefon.
-Riker…
-Odbierz.

-Cześć braciszku.
-Ross idioto gdzie ty jesteś?!
-Nom tak się składa, że w Polsce, ale spokojnie wrócę , będę jutro wieczorem.
-Fanom w Londynie powiedzieliśmy, że jesteś chory, ale na kolejnym koncercie masz się pojawić.
-No będę i przestań się może drzeć. –na tym się skończyła nasza rozmowa.

-I co tam?
-Jutro z samego rana wylatujemy.
-Świetnie…
-To jak idziemy pogadać z twoją rodziną?
-Okej. –blondyn złapał mnie za rękę i zeszliśmy do salonu gdzie wszyscy siedzieli.
-Musimy wam coś powiedzieć… -zaczęłam. Wszyscy się na nas popatrzyli. –Wiem, że miałam zostać do końca miesiąca, ale…
-Alice poleci ze mną do reszty mojej rodziny, która obecnie znajduje się w Londynie i będzie nam towarzyszyć w trasie koncertowej… jak oczywiście państwo nie mają nic przeciwko temu.
-Ej no też chcę. –ocknęła się Kayt.
-Może innym razem. –odpowiedziałam. –No mamo, tato może coś powiecie?
-Problem w tym, że nie wiemy co. –odezwał się tata.
-Przykro nam, że już wyjeżdżasz, ale jak Cię tam potrzebują to my Ci nie możemy w tym przeszkodzić. –trzymałam mocno za rękę Rossa, a do oczu czułam jak mi napływają łzy. Nie jestem pewna czy tego chcę, ale na pewno nie chcę się rozdzielać z Rossem na tak długo.
-Obiecuję, że nic się jej nie stanie. Będę ją pilnował. –chłopak się popatrzył na mnie i uśmiechnął.
-Nie musisz mnie pilnować.
-Muszę.
-Uhhh…
-A kiedy wyjeżdżacie? Zapytała Syntia, która siedziała cicho.
-Jutro z samego rana, bo wieczorem już tam musimy być. –blondyn mnie wyprzedził.
-Jak chcecie mogę was podwieźć na lotnisko.
-Dziękuję tatusi, ale może będziesz tak miły i podwieziesz nas ciężarówką? –wszyscy dziwnie się na mnie popatrzyli, a w szczególności Ross. –No co?
-Macie tak dużo bagaży, że wam potrzebna ciężarówka?
-Nie, ale dawno nie jechałam Manusiem (ciężarówka).
-Mogę wam pozwolić się teraz przejechać.
-Emm bo nie wiem czy wiesz Alic, ale ja nie potrafię jeździć ciężarówką.
-Ty nie, ale ja tak. –uśmiechnęłam się szeroko. –Tata uznał, że to taka rodzinna tradycja i muszę się nauczyć. –chłopak się tylko uśmiechnął.
-To tato gdzie są kluczyki?
-Tam gdzie zawsze.
-Okej, to my na chwilkę zmykamy. –pociągnęłam chłopaka za rękę. Zabrałam kluczyki i wsiedliśmy do ciężarówki stojącej obok domu. (tata kiedyś pracował w firmie transportowej, ale postanowił odkupić Maniusia). Usiadłam na miejscu kierowcy, a blondyn na miejscu pasażera.
-Czuję się dziwnie kiedy to ja siedzę na miejscu pasażera.
-No i prawidłowo. –szeroko się uśmiechnęłam.
-To gdzie się wybieramy kochanie?
-Czy ty mi kiedykolwiek powiedziałeś gdzie się wybieramy?
-No na przykład jak jedziemy do sklepu….
-Tsaaa spokojnie może Cię nie zgwałcę….
-Nie mam nic przeciwko temu. –blondyn się dziwnie na mnie popatrzył i szeroko uśmiechnął.
-Haha. Kocham Cię. –cmoknęłam go delikatnie w kancik ust. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. –No, a teraz misiu bądź tak kochany i idź kupić mi kebaba. –uśmiechnęłam się.
-Czuję się wykorzystywany.
-Proszę…
-Ugh no dobra. –chłopak otworzył drzwi i wyszedł. Nie musiałam czekać na niego długo. Po chwili przyszedł z kebabem, którego mi podał. Cały czas się dziwnie na mnie patrzył.
-Chcesz?
-Nie, czekam na nagrodę.
-I kto tu kogo wykorzystuje?
-Ale ja czekam na zasłużoną nagrodę. –już się nie odezwałam tylko jadłam. Po kilku minutach skończyłam posiłek. Popiłam wodą i chciałam przekręcić kluczyk w stacyjce, ale blondyn mnie złapał za rękę. Chciałam coś powiedzieć, ale mi przeszkodził, wyprzedził mnie i zaczął namiętnie całować.

-Proponuję zasunąć zasłony. –szybko to zrobił i wrócił do wykonywanej wcześniej czynności. Powoli się podniosłam i położyłam na łóżku, które się znajdowało w ciężarówce, było małe, ale Ross i tak się zmieścił, ponieważ położył się na mnie. Resztę można sobie wyobrazić, a ja mogę tylko powiedzieć, że było bardzo milo.

Nikt tego nie komentuje, a ja się zaczynam zastanawiać czy jest sens nadal to pisać. Nie jestem wspaniała w pisaniu tego, ale no chyba tragicznie nie jest. Komentujcie, chcę poznać wasze opinie.

1 komentarz: