Obudziłam się w objęciach Rossa. Podniosłam głowę… taaaa
byliśmy w ciężarówce. Spojrzałam na ekran mojego telefonu. Była godzina 2 nad
ranem i 5 nieodebranych połączeń od mamy i 3 od taty. Obudziłam Rossa.
-Czemu mnie budzisz, jest środek nocy. –powiedział z
zamkniętymi oczami.
-Wstawaj. Jesteśmy w ciężarówce i rodzice do mnie cały czas
dzwonią. –chłopak szybko się poderwał. Ubraliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną
do domu. Co chwilkę na siebie spoglądaliśmy i się głupio uśmiechaliśmy.
Próbowaliśmy cicho wejść do domu, ale nam się oczywiście nie udało bo jak to on
musiał się potknąć o buty i obudził mamę.
-Gdzie wyście tyle byli? –zapytała zaspana mama.
-Umm pokazywałam Rossowi miasto.
-Nooo muszę przyznać, że piękne macie to miasto. –głupio się
uśmiechnął. Taa jak by czegoś oryginalniejszego nie mógł wymyślić.
-Dobra idźcie może już spać bo z tego co wiem musicie
wcześnie wstać. –poszliśmy do mojego pokoju. Ja się od razu „walnęłam ” na
łóżko.
-Może byś się tak przebrała. Bo jak nie to ja będę zmuszony
to zrobić.
-Zrobię to sama bo byś miał za dużo atrakcji jak na jeden
dzień. –po 15 minutach już leżeliśmy w łóżku. Szybko zasnęliśmy po dni pełnym
„wrażeń”, że tak powiem. Ja dalej nie mogłam uwierzyć, że on przerwał trasę
specjalnie dla mnie. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego.
Ktoś chyba próbował mnie obudzić, ale niezbyt się tym
przejęłam i próbowałam ignorować, ale w końcu to już się robiło tak nieznośne,
że otwarłam oczy.
-No nareszcie. –zobaczyłam dobrze znanego mi blondyna.
-Co chcesz, że mnie tak wcześnie budzisz?
-Ehem mamy za godzinę samolot więc może byś wstała.
-To dzisiaj!? –zerwałam się z łóżka.
-Mhyy.
-Za 15 minut będę gotowa, a ty mi szybko włóż te ubrania co
leżą na krześle do walizki. –zabrałam ubrania i pobiegłam do łazienki.
Wyprostowałam włosy, zrobiłam lekki makijaż, bo o prysznicu mogłam
poważyć. Szybko zbiegłam na duł.
-Jestemm!
-No to jak idziemy.
-To jak jedziecie tą ciężarówką. –odezwał się tata.
-Tak!! Kocham Cię tatusiu.
-Wiem. –poszłam się jeszcze pożegnać z mamą i siostrami i
ruszyliśmy w drogę. W samochodzie panowała cisza. Siedziałam Rossowi na
kolanach ponieważ w ciężarówce były tylko dwa miejsca. Postanowiłam przerwać tą
męczącą ciszę.
-To rozumiem tato, że wy tym razem przylatujecie do mnie,
znaczy do nas. –uśmiechnęłam się, a Ross na słowa „nas” odwzajemnił uśmiech.
-Chętnie, ale wiesz praca.
-To weź urlop.
-Postaram się.
-Mamy nadzieję, że państwo przylecą jak najszybciej. Tym
razem my was będziemy oprowadzać po mieście. –odezwał się uśmiechnięty blondyn.
-Jak macie nas oprowadzać po mieście tak ja Alice ciebie
wczoraj to ja dziękuję. –tata się na nas popatrzył.
-Ale skąd ty wiesz? –popatrzyliśmy się na niego ze zdziwieniem.
-No proszę was, co można robić tyle w ciężarówce we dwoje?
–tylko się na niego popatrzyliśmy i nie kontynuowaliśmy tematu, bo ja
przynajmniej czułam się nie swojo. Reszta drogi minęła w ciszy. Pożegnaliśmy
się z tatą, naszym następnym celem był Londyn. Praktycznie cały lot przespałam,
trzymając chłopaka za rękę. Obudził mnie dopiero jak dolecieliśmy na miejsce.
-Alice obudź się, już jesteśmy. –lekko mną „potrząsał”.
Otwarłam oczy.
-Okej. No to chodź. –blondyn podał mi rękę i się powoli
podniosłam. Trochę mi się zakręciło w głowie, ale to normalne. Poszliśmy
odebrać bagaże .
-Umm Ross jak ty zamierzasz wrócić do autokaru?
-Mój tata po nas przyjedzie. –rozglądaliśmy się za Markiem.
Po chwili go ujrzeliśmy. Widać było, że jest trochę zły na Rossa, ale no co mu
się dziwić. Poszliśmy za nim do samochodu. Usiadłam z tyło z blondynem. Po
wejściu do samochodu tata blondyna od razu zaczął rozmowę.
-Masz mi może coś do powiedzenia Ross?
-Tak wiem zawiodłem was wszystkich, jesteście cholernie na
mnie wkurzeni, ale ja musiałem. Przepraszam.
-To trochę moja wina, bo gdybym nie wyjechała to by do tego
nie doszło. –stanęłam w obronie chłopaka.
-Alice to nie twoja wina tylko jego. Zrobił tak bo mu się
podobało.
-Tato, ale ja za nią za bardzo tęskniłem, nie dożyłbym tego
miesiąca.
-Dobra rozumiem, ale spróbuj to wytłumaczyć Rikerowi bo mu
się to niezbyt podobało.
-Coś wymyślę. –uśmiechnął się w moją stronę.
-Dobra jesteśmy. Dzisiaj jest nocka w autokarze więc masz
się pogodzić z Rikerem i wszystkich po przepraszać bo inaczej nie będzie
ciekawie. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do autokaru.
-No kochana na reszcie jesteś. Nawet nie wiesz jak się za
tobą stęskniłam! –od razu podbiegła Rydel i mnie przytuliła.
-Ja też się za wami wszystkimi bardzo stęskniłam. Te dwa
tygodnie bez was to jak jakaś tortura. –poprzytulałam się z wszystkimi.
-O kto to raczył wrócić? Przypomniałeś sobie, że dzisiaj
mamy koncert? –zaczął zdenerwowany Riker.
-Uspokój się. Też byś zrobił tak na moim miejscu.
-No jakoś ja nie przerywam sobie trasy i nie lecę do
Victorii bo mam taki kaprys.
-Tęskniłem za nią jasne! Jeszcze nigdy na tak długo się nie
rozstawaliśmy. Wiem zawiodłem Was wszystkich, fanów też. Przepraszam. –wszyscy
się na niego popatrzyli.
-Riker to też moja wina. –podeszłam do Rossa i złapałam go
za rękę.
-Mam nadzieję, że to był ostatni raz.
-Bo był.
-Czyli już okey?
-Można tak powiedzieć. –siedzieliśmy jeszcze chwilę, ale po
woli trzeba było się zbierać. Nie miałam jakoś ochoty tam iść. Nie wiem dla
czego, zostałam pod pretekstem, że boli mnie brzuch. Siedziałam sama, w ciszy.
Potrzebowałam takiej chwili by pobyć sama ze sobą. Po prostu ponudzić się.
Wcześniej tak wyglądało moje życie. Ja, pusty pokuj, laptop i telefon. Na
szczęście ktoś mnie w końcu z tego wyciągnął. Przeglądałam twistera i natknęłam
się na zdjęcia z dzisiejszego koncertu. Fanki płaczące z wrażenia i z tęsknoty
za idolami. Doskonale wiedziałam co czują bo byłam kiedyś na ich miejscu. Po
chwili wszyscy wrócili.
-Już jesteśmy! –krzyknął Rocky zaraz po wejściu.
-Widzę i słyszę. –uśmiechnęłam się.
-Tęskniłaś? –Ross mnie lekko pocałował.
-Troszeczkę.
-Nie wiem jak wy, ale ja chyba pójdę spać. –odparł Rocky.
-No my też idziemy. –Ross pociągnął mnie za rękę.
-I wy we dwójkę chcecie spać nade mną? –oburzył się brunet.
-Tak.
-To jak ja mam niby spać?
-Yyy no normalnie.
-Macie być cicho. –wszyscy dziwnie się na nas
popatrzyli. Łóżko Rossa znajdowało się na samej górze nad łóżkiem Rockyego.
Więc blondyn pomógł mi wejść. Po 10
minutach już leżał obok mnie. Objął mnie, byliśmy odwróceni w swoją stronę. Ale
zamiast spać to cały czas patrzyliśmy
się na siebie i głupio uśmiechaliśmy się. Postanowiłam posłuchać jakiejś
muzyki, wzięłam słuchawki i telefon i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę.
Oczywiście Ross zabrał mi jedną słuchawkę i tak słodko sobie poszliśmy spać.Doszłam do wniosku, że będę pisać to opowiadanie dla tych dwóch osób, ale też jest możliwa jakaś przerwa. Nie jestem pewna czy będzie, ale nie mogę jej wykluczyć. Spędzam teraz mało czasu w domu i za bardzo nie mam kiedy pisać.
Proszę znowu żeby komentować, wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna.
Jak chcecie się czegoś dowiedzieć to śmiało piszcie do mnie na twitterze.
MÓJ TWITTER:
dla 3 :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next *______*
a tak wgl rozdział jak zawsze cudo :)
OdpowiedzUsuń